Dziewczyna chciała

Dziewczyna chciała odebrać sobie życie już w wieku 8 lat. Jakiś czas później pojawił się ktoś, kto pozwolił jej uwierzyć w swoje piękno. Breanna Mendoza w wieku 8 lat podjęła próbę samobójczą. Po tym zdarzeniu opowiadała, że nadal myśli o rzuceniu się pod rozpędzony autobus. Dziewczyna schowała się pod łóżkiem. Dziewczyna od jakiegoś czasu przeczuwała, że jej chłopak coś przed nią ukrywa. Sądziła, że mogą to być objawy niewierności. Chciała przekonać się, czy ma rację, czy jej chłopak rzeczywiście ją zdradza. ☞ Ebook - epub, mobi. Dziewczyna. która chciała zbyt wiele – Jennifer Echols. Pobierz i przeczytaj fragment ebooka za darmo. Wydawca: Jaguar. Formaty na czytniki Kindle, PocketBook oraz telefony z systemami Android, iOS, Windows. Za kupno Każdej Książki otrzymasz Kod Rabatowy. Wspieraj Legalne Źródła zamiast strony typu chomikuj. Ebook Dziewczyna, która chciała zbyt wiele, Jennifer Echols. EPUB,MOBI. Wypróbuj 7 dni za darmo lub kup teraz do -50%! Translation for 'dziewczyna' in the free Polish-English dictionary and many other English translations. Dziewczyna chciała sprawdzić, czy jej chłopak jest jej w stu procentach wierny. Postanowiła więc wziąć udział w programie, który prowadzi grupka youtuberów. Niezwykle popularny program sprawdza czy partner jest zdolny do zdrady. Kiedy ta dziewczyna obserwowała w ukrytej kamerze jak jej chłopak rozmawia z obcą dziewczyną, stało ... Ona chciała. Chciała bardzo. Dziewczyna, która chciała za mocno. Czuć, przeżywać i kochać. Ona szukała. Szukała miłości. Dziewczyna, która wierzyła w ...

W sklepie

2020.04.27 23:06 _Matixer_ W sklepie

Sklep w którym pracuję oferuje karty podarunkowe z paskiem magnetycznym, takim jak normalne karty z banku. Wczoraj do sklepu przyszła upośledzona dziewczyna z ojcem albo opiekunem, nie wiem dokładnie. Miała taką właśnie kartę podarunkową. Sporo czasu jej zabrało wybranie zakupów. Ale była cały czas uśmiechnięta i bardzo zadowolona. W końcu przyszli do kasy, gdzie skasowałem ich zakupy. Dziewczyna chciała sama przeciągnąć kartę w terminalu, więc go jej podsunąłem. Miała spore trudności żeby dobrze trafić kartą, przesuwała albo za wolno, albo za szybko, albo w złą stronę. Zarówno ja, jak i jej opiekun oferowaliśmy jej pomoc, ale uparła się by zrobić to samodzielnie. Próbowała i próbowała, wciąż bez sukcesu. Tymczasem uformowała się całkiem pokaźna kolejka, klienci z ciekawością przyglądali się sytuacji. Trwało to chyba z 10 minut i z każdą minutą dziewczyna była coraz bardziej sfrustrowana i czerwona na twarzy. Bardzo jej współczułem, to musiało być przykre uczucie nie radzić sobie z taką prostą czynnością i to jeszcze na oczach przyglądających się obcych ludzi. Gdy już miała łzy w oczach jej opiekun w możliwie najbardziej delikatny sposób zabrał jej tą kartę. Rozkleiła się wtedy zupełnie, zaniosła się głośnym płaczem. Klienci robiący zakupy podchodzili zobaczyć co się dzieje. Opiekun przeciągnął kartę przez terminal i… też nic z tego. Wtedy postanowiłem jednak zmienić typ płatności na "kartą"
submitted by _Matixer_ to Pastownia [link] [comments]


2019.12.04 16:41 compulsiveranter Polacy przywrócili moją wiarę w ludzkość/Polish people have restored my faith in humanity

Original post: https://www.reddit.com/poland/comments/e5ve5q/polish_people_have_restored_my_faith_in_humanity/
*Please note this is a google translated version so more people can know about this
Wersja TLDR na końcu.
Piszę to, aby Polacy czytający to dzisiaj powinni czuć się niesamowicie dumni z siebie i swoich współobywateli. Nigdy w życiu nie ściskałem tylu przypadkowych nieznajomych, ponieważ byłem upokorzony.

Krótko, pochodzę z Indii i podróżowałem sam przez około miesiąc. Przez większość czasu przebywałem w Wielkiej Brytanii, a mój pobyt w Polsce trwał około 8 dni. Moja podróż była związana z pracą.

Tak czy inaczej, moja podróż szła absolutnie dobrze i świetnie się bawiłem, spotykając ludzi z obu krajów i zwiedzając region, ponieważ był to mój pierwszy raz w Europie.

Nadchodzi ostatni dzień. Byłem w Krakowie i miałem pociąg do Warszawy zarezerwowany z EIP, a następnie lot w nocy do lotniska z Delhi.

Opuszczam mieszkanie i jadę tramwajem do Krakowa Głównego i wtedy to gówno mi się nie udaje. Okropnie źle. Wszyscy winni za to siebie.

Nosiłem bagaż kabinowy i plecak z laptopem, ładowarkami, gotówką i PASZPORTEM. Cały czas miałem przy sobie plecak. Wcześniej odbyłem wycieczkę po Krakowie po starym mieście. Moje plecy były trochę obolałe z powodu długiego dnia, więc po to, by poczuć się trochę swobodnie, siadam na pustym siedzeniu w tramwaju i zdejmuję plecak, żeby go schować.

Tramwaj zbliża się do mojego przystanku i zdaję sobie z tego sprawę późno. Zatrzymuje się i patrzę na zewnątrz, aby uświadomić sobie, że do cholery muszę stąd wyjść. W chwili strachu przed nieudanym zatrzymaniem wybiegam ze sobą, zabierając ze sobą torbę kabinową. Właśnie kiedy wychodzę, drzwi tramwaju zamykają się i odjeżdżają. Potem mi się świta, dziwnie się czuję, jakby coś się zmieniło. Ku mojemu przerażeniu właśnie to zrobiłem, PLECAK. Najważniejszy kawałek zostawiłem podczas podróży tramwajem. Byłem w stanie paniki. Absolutna panika i czułem we mnie kryzys i stan pomocy. To jest mój dzień wyjazdu i właśnie w tym momencie popełniłem największe pieprzenie. Był w tym mój paszport. To jest moja tożsamość i to był jedyny sposób, by móc wrócić.

Teraz zaczyna się mój związek z nieznajomymi. Idę na górę, do stacji, żeby zobaczyć znak informacyjny. Znalazłem jeden na wycieczki, ale oczywiście potrzebowałem pomocy i wszedłem do środka. Jest tam ta pani i prosi mnie o sprawdzenie biura MPK, które jest na zewnątrz. Wychodzę i zgaduję, co znajdę, biuro jest zamknięte, ponieważ jest niedziela. Mam na myśli to, że kiedy idzie źle, po prostu idzie gorzej.

Tam jest przystanek autobusowy i widzę młodą damę czekającą na swój autobus. Podchodzę do niej nadal w stanie paniki i opowiadam jej o tym, co się właśnie wydarzyło. Zgadnij co? Nie rozumie angielskiego, ale jej postawa sugerowała, że ​​chce pomóc, ale nie rozumie gówna. W tej sytuacji uderzyło mnie to, skorzystajcie z technologów. Otwieram tłumaczenie Google i piszę tam „Zostawiłem torbę w tramwaju i ma ona mój paszport, proszę o pomoc!” Teraz dobrze zrozumiała, że ​​ten facet jest w poważnej sytuacji. Nasza komunikacja odbywa się po tłumaczeniu. Rozgląda się, by znaleźć numer. Dzwoni na ten numer, mówi do nich. Wyjaśnia im moją sytuację, która zajęła dobrze około 10-15 minut. Rozumiem, że to dla mnie przypadkowa osoba, nie znam jej. Nie mówi nawet wspólnym językiem między nami, ale wciąż tam stała, żeby mi pomóc. W trakcie rozmowy jest informowana, żebym zadzwonił pod ten sam numer po 2 godzinach. FFS. Mam lot za 6 godzin i nadal muszę jechać pociągiem do Warszawy, która trwa 30 minut. Uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę w stanie tego złapać. Dziękuję tej kobiecie i przytulam ją za jej pomoc.

Byłem w tej bezradnej sytuacji, ale wiedziałem, że nie mogę tego znieść. Wpadłem na pomysł, że może, po prostu MAJBE, kierowca na ostatnim przystanku zmienia zmiany i sprawdza, czy w tramwaju nie ma żadnych rzeczy. Jadę następnym tramwajem do następnego przystanku. Sięgnij, aby znaleźć biuro. Jest jeden stary dżentelmen. Piszę z telefonu tekst o mojej torbie. Tekst jest przetłumaczony na język polski. Uświadomiłem sobie, że nie będzie znał angielskiego. Wyjaśniam mu sytuację i podaję numer tramwaju oraz godzinę, o której jechałem. Wyciąga swoją gadatliwą i komunikuje się z kierowcą. 5 minut komunikacji i wraca, żeby powiedzieć mi „nie”, aby wskazać, że kierowca niczego nie znalazł. Kolejna realizacja zniknęła! Torba nie wraca. Ktoś prawdopodobnie właśnie to wziął. To znaczy, że byłoby to dość intratne. W środku jest cały laptop. Ale powiedział przez tłumacza, że ​​możesz iść na policję, która zajmuje się MPK. Zapisał mi ten adres, a także dokładny numer tramwaju, który wybrałem. Kolejny akt dobroci. Mógł mnie po prostu odepchnąć, gdy powiedział mi, że nic nie znaleźli. Wiedziałem, że muszę iść na policję, ponieważ torba miała mój cholerny paszport. Mogłabym być w prawdziwym niebezpieczeństwie i nie miałam pojęcia, co do diabła się z tobą stanie, jeśli stracisz paszport w obcym kraju.

Zanim udam się na policję, próbuję sprawdzić, czy coś się nie stało na przystanku po tym, jak upadłem. Może być współ pasażerem zrealizowanym i podał go na następnym przystanku.
Zanim udam się na policję, próbuję sprawdzić, czy coś się nie stało na przystanku po tym, jak upadłem. Może być współ pasażerem zrealizowanym i podał go na następnym przystanku. Idę na ten przystanek tramwajowy i znajduję kolejnych dżentelmenów, którzy prawdopodobnie byli tam, aby pomóc kierowcom tramwajów. Idę do niego, ale on nie mówi po angielsku. Pulsuję tę samą wiadomość z mojego telefonu. Zdaje sobie sprawę z mojej paniki i zabiera mnie na górę do swojego biura. W środku siedzi kobieta, prawdopodobnie jego przełożony. Mówi jej o sytuacji. Na szczęście zna trochę angielskiego. Mówię jej bezpośrednio. Prosi, żebym poczekał na zewnątrz. To samo dzieje się, gdy próbuje dowiedzieć się o torbie, pytając kierowców tramwajów. Wraca do mnie, aby przekazać tę samą wiadomość, nie mają żadnych informacji. Facet, który mnie zabrał, zaleca również, żebym poszedł na komisariat. Mówi, jakim tramwajem muszę jechać i w którym kierunku muszę iść ze stacji docelowej. Tramwaj przyjeżdża i mówi mi ten. Kontroler biletów jest w środku. Mówi mu, który przystanek i muszę się do niego dostać, i daje mu bilet na ten dokładny przystanek i informuje go, kiedy nadejdzie przystanek. Kolejny akt dobroci. Życzy mi również powodzenia. Jestem mu wdzięczny.

Mój cel przybywa, gdy zastanawiam się, co dalej. Kontroler biletów każe mi tu zejść. Idę na komisariat policji i wygląda na to, że jest zamknięty. Nie mów mi, że posterunek policji również jest zamknięty, ponieważ jest niedziela. Nie dlatego, że przybywa policjant i kiedy wchodzi do biura, pytam go o angielski. On tego nie mówi. Znów Google tłumaczy FTW. Wchodzi do środka, a potem wraca chwilę i wskazuje mi tablicę, która wspomina coś o zagubionym i znalezionym dla MPK. Określa godziny otwarcia i zgadnij co. Jest zamknięty, ponieważ jest niedziela. Próbuję go zapytać o cokolwiek innego, co mogę zrobić, ale on nie może mnie absolutnie zrozumieć. Moje walki trwają i podczas tej akcji 3 młode kobiety wchodzą na komisariat. Jedna z nich prowadziła samochód, więc chciała sprawdzić poziom alkoholu. Gdy mają zamiar wyjść, widzą, że walczę tutaj z komunikacją. Patrzę na jedną z kobiet. Ona już na mnie patrzy, być może z powodu mojej spanikowanej twarzy, a jej uwagę przykuła walka. Pytam, czy ona mówi po angielsku, odpowiedziała twierdząco. Jestem jak dzięki Bogu i mówię jej o mojej sytuacji. Dziewczyna, która chciała sprawdzić poziom alkoholu, licytuje adieu i odchodzi, gdy dwie kobiety zostają. Oboje mówią po angielsku. Komunikują się dla mnie z oficerem. Zapytaj o najlepsze rozwiązanie. Zapytaj go, co mogę zrobić. Mówi im, że ten facet musi udać się do ambasady indyjskiej, która znajduje się w Warszawie, i poprosić o uzyskanie duplikatu paszportu. A potem proszę ją, żeby zapytała go, czy mogę dostać dokument potwierdzający utratę paszportu. Może będę musiał coś pokazać ambasadzie. Wyciąga formularz i prosi mnie o napisanie moich danych. Następnie stempluje go dla mnie i zatrzymuje kopię. Cała ta walka i walka trwały prawie 45 minut, ale te dwie niesamowite kobiety stały obok mnie. Pomógł mi z całą komunikacją i szczegółami. Policjant wydrukował mi nawet adres ambasady z numerem telefonu. Chociaż mogłem to rozgryźć, ponieważ miałem swój telefon, ale to miło z jego strony. Kolejny akt dobroci.

Wiedziałem, że muszę teraz jechać do Warszawy. Spóźniłem się na pociąg i również spóźniłem się na lot. Muszę powiedzieć, że byłam dość załamana. Ale te akty dobroci i posiadania telefonu, a także portfela przy mnie, dały mi spokój.

Idę na dworzec w Krakowie i rezerwuję następny dostępny pociąg. Powiedziano mi, że nie ma miejsc, ale możesz stać. Świetny! 3 godziny podróży do Warszawy. Dzień staje się lepszy. Czekając na pociąg, dzwonię pod numer alarmowy ambasady indyjskiej i informuję osobę o mojej sytuacji. Cierpliwie słucha mnie i radzi, żebym przyszedł do ambasady jutro rano i opowiada o wszystkich dostępnych dokumentach, które muszę zdobyć.

W tym momencie pamiętam również, że zostawiłem swoją dużą walizkę na automatycznym stanowisku zrzutu bagażu na dworcu warszawskim, zanim pojechałem pociągiem do Krakowa, aby zapewnić sobie wygodę podczas pobytu w Krakowie. Zgadnij co? Kluczem do mojego bagażnika był mój plecak! Nadchodzi kolejny problem, by uderzyć mnie w twarz. Moim priorytetem było dotarcie do ambasady i pytanie, jak mogę wrócić do domu w tej sytuacji. Pogotowie w ambasadzie powiedziało mi, jak mogę uzyskać zaświadczenie o stanie zdrowia. W przeciwnym razie uzyskanie nowego paszportu może potrwać do 2 tygodni !!

Pociąg właśnie przyjeżdża i docieram na peron, by poszukać mojego pociągu, tekst pomieszał mnie jeszcze bardziej, gdybym był we właściwym miejscu.

Uważam, że młoda kobieta wygląda tak samo zdezorientowana jak ja. Pozdrawiam ją i proszę, żeby zobaczyła mój bilet i czy jestem we właściwym miejscu. Mówi mi, że znajduje ten sam pociąg. Byłem więc idealny, po prostu pójdę za tobą. Czyta informacje na tablicy elektronicznej i mówi mi to późno o 30 minut.
Staliśmy więc razem, czekając na pociąg i rozpoczynamy rozmowę o tym, co się dzieje w życiu. Rozmawiamy o tym, a ja oczywiście mówię jej o moich doświadczeniach. Ona jest z niedowierzaniem. Oczywiście czuje się z tego powodu okropnie. Ale mówi mi, żebym się zbytnio nie przejmował i że jutro po prostu pójdę do ambasady. Mówi mi, że nawet ona ma bilet stały. Byłem trochę szczęśliwy mając towarzystwo podczas mojej 3-godzinnej próby. Pociąg przyjechał. Jesteśmy w środku. Odchodzi i rozmawiamy przez podróż o niej i moim pochodzeniu oraz o naszych krajach. Pochodzi z Ukrainy, ale przeprowadziła się do Polski, gdy miała 15 lat. Później w naszej rozmowie rozmawialiśmy o moich problemach, a potem powiedziałem jej, że moja walizka utknęła na warszawskim dworcu i że klucz jest w moim plecaku. Wspomniałem również, że wyjaśnianie komukolwiek na stacji byłoby bolesne w tyłek, ponieważ nie mówię po polsku. Mówi mi, żebym się nie martwiła i że pójdzie ze mną, kiedy dotrzemy na dworzec warszawski, aby porozmawiać z władzami. Byłem wzruszony. Teraz rozumiem. Stoimy przez 3 godziny. Ziewamy przez podróż. Jest 23:00 w nocy i wszystko, co może myśleć, to iść do domu spać. Ona też ma pracę następnego dnia. Mimo wszystko zobowiązała się do pomocy. Kiedy dotarliśmy na stację, poszła ze mną do władz. Pomógł mi odzyskać torbę, za co musiałem zapłacić karę, a potem licytować po przyjeździe jej taksówki. Kolejny akt dobroci.

Przewiń do następnego dnia. Wyjeżdżam do ambasady absolutnie zrozpaczona sytuacją, w której się znalazłem. Dojeżdżam do ambasady. Pozwalają mi spotkać się z konsulatem, biorąc pod uwagę moją pilną sytuację. Moja kolej nadchodzi, siadam przed nią. Opowiadam jej o tym, jak zgubiłem plecak, a mój paszport był w środku i potrzebuję zaświadczenia o konieczności powrotu do domu. Prosi, żebym tu zaczekała i wstaje. Zastanawiam się, że to zimno. Nagle mnie łamie i wchodzi do środka tuż po mojej kolejce. Wraca z listem. List pochodzi z komisariatu policji w Krakowie. Pisze o znalezieniu plecaka z paszportem. Potwierdza przedmioty ze mną i moim numerem paszportu. Wszystkie pasują do siebie. Wszystkie pasują do siebie. Nie potrafię opisać, jak się wtedy czułem. Gdybym musiał podać analogię, możesz pomyśleć o Willie Smithie w pogoni za szczęściem. Przedostatnia scena, w której opisuje, kiedy w końcu poczuł się szczęśliwy. Nawet emocjonalnie piszę o tym.

Okazuje się, że bohater, ABSOLUTNY Bohater, znalazł plecak leżący w tramwaju i zabrał go prosto na policję. Byłem z niedowierzaniem, gdy zacząłem rozumieć, że właściwie mogę odzyskać wszystko. Laptop ma takie ważne dokumenty robocze. Wszyscy myśleli mi o tym, co straciłem i ile pracy musiałbym wykonać ponownie, ponieważ nie mam laptopa. Oczywiście utrata laptopa byłaby również ogromną stratą pieniężną.

Pani powiedziała mi, że powinieneś przyjechać do Krakowa i odebrać swoją torbę. Dała mi kopię listu od policji, zawierającego dane adresowe i numer telefonu.

Wybiegłem, by udać się prosto na stację. Kupiłem następny dostępny bilet na pociąg do Krakowa.

Po kilku godzinach byłem na posterunku policji. Policjantka zabrała mnie do mojej torby i poprosiła o sprawdzenie wszystkich rzeczy w środku. Nie żartuję. Nie poruszył się ani o cal. Mam wszystko tak, jak jest. Ta dama była dla mnie taka słodka. W moim kraju kontakt z policją wcale nie jest łatwy. Ale to było bardzo przyjemne. Powiedziałem jej, że jeśli przyjedzie do Delhi, będzie moim gościem. Jako specjalną prośbę zapytałem ją, czy mogę porozmawiać z tym bohaterem. Zadzwoniła do niego. Powiedziała mu, że facet chciałby z tobą porozmawiać. Prawie go nie słyszałem, a on nie rozumiał angielskiego, ale żałowałem, że nie ma najlepszego życia i zdrowia. Jest niesamowitą osobą i naprawdę mam szczęście, że mam takich ludzi na tym świecie. Nazywanie tego aktem dobroci byłoby niedopowiedzeniem. Pani wzięła telefon i przetłumaczyła mu to wszystko. Mam nadzieję, że sprawiłem, że poczuł się wyjątkowo w tym momencie. To niesamowite, nie znam tej osoby, nie znam jego twarzy i nie wiem, co robi, ale właśnie dokonał jednego z najbardziej niesamowitych czynów w moim życiu.

Siedząc w drodze powrotnej do Delhi, chcę podziękować Polsce za to, że to dla mnie zrobiła. Naprawdę dziękuję! Wszyscy ci ludzie w mojej historii są absolutnie niesamowici.

Tacy ludzie naprawdę sprawiają, że świat jest lepszym miejscem i dają nadzieję.

Pójdę powiedzieć wszystkim, których znam, aby odwiedzić Polskę. To piękne miejsce z pięknymi ludźmi.

Poza tym pracuję w branży turystycznej w Indiach, więc jeśli chcesz uzyskać porady na temat podróży tam, napisz do mnie. Indie słyną również z gościnności.

TLDR Podróżowałem po Polsce, zgubiłem plecak w Krakowie w tramwaju, który miał również paszport i laptop i znalazłem go po długiej walce z pomocą absolutnie nieznajomych.
submitted by compulsiveranter to Polska [link] [comments]


2019.02.11 01:30 lowlandslinda Samochód w wodzie w Obdamie, czterech Polaków rozbiło się

Samochód w wodzie w Obdamie, czterech Polaków rozbiło się
W Obdamie w Holandii Północnej czterech mieszkańców samochodu zmarło, ponieważ ich samochód uderzył w wodę.
Było trzech mężczyzn w wieku 20 i 21 lat oraz kobieta w wieku 48 lat, wszyscy z Polski. Wczoraj, po tym jak nie wrócili do domu z pracy w piątkowy wieczór, zostali zgłoszeni jako zaginięci. Pracowali w Obdamie i według policji byli w drodze do Zijdewind, gdzie mieszkali.
Tuż po południu po południu tego popołudnia policja znalazła samochód w wodzie. Nurkowie ze straży pożarnej odzyskali ciała i samochód został wyjęty z wody.
Czterej Polacy byli migrantami zarobkowymi, którzy od 9 stycznia pracowali na farmie żarówek w Obdamie. W przyszłym tygodniu wrócą do Polski. Firma wysłała list do pracowników i zorganizowała spotkania z pomocą ofiarom.
Okoliczności wypadku nie są jeszcze znane.

Zginęły relacje kolegów z Polski. Każdy jest głęboko dotknięty".
Wśród pracowników Borst Bloembollen jest poczucie smutku po wypadku, w którym zginęło czterech pracowników. W drodze z firmy w Obdamie, w prowincji Noord-Holland, do pensjonatu w Zijdewind, uderzyli w wodę samochodem. Ich samochód znaleziono dziś po południu.
Czterech Polaków zaginęło wczoraj, gdy okazało się, że nie dotarli na kemping - mówi Elly Borst, siostra właściciela firmy zajmującej się cebulkami kwiatowymi. "Kiedy dziś po południu okazało się, że stracili życie, ludzie nadal tu pracowali. Każdy był głęboko poruszony.
Firma zatrudnia wiele osób z okolic Obdama, ale połowa z 80 pracowników to Polacy. Wielu z nich znało ofiary. "Większość z nich znała się już poprzez via via, ale tutaj tworzą bardzo bliską społeczność. Niektórzy z nich mają przechylone ich, aby przyjechać i pracować tutaj. Odrzucenie jest wielkie.
Cztery ofiary, trzech mężczyzn w wieku 20 i 21 lat oraz kobieta w wieku 48 lat, pracowały w Obdamie od 9 stycznia. Mówi się, że trzy z nich pracowały w Holandii przez kilka miesięcy przed przełomem roku. Pod koniec przyszłego tygodnia czterech z nich wróci do Polski. "Jeden z nich ma mały, siedmiomiesięczny okres. Jego dziewczyna chciała, aby wróciły do domu.
Brak alkoholu
Nic jeszcze nie wiadomo na temat okoliczności wypadku. Policja nadal prowadzi dochodzenia. Borst mówi, że ci czterej nie mieli z nimi alkoholu, kiedy wyszli na zewnątrz o 23.00 godziny po ich zmianie. "Mamy ścisłą politykę alkoholową.
Firma wysłała list do pracowników i przygotowała również list dla rodzin w Polsce. "Jest możliwość, aby każdy mógł ze sobą porozmawiać, Victim Support jest dostępny. Jutro, kiedy odbędzie się duże spotkanie. Następnie poinformujemy wszystkich pracowników o tym, co wiemy do tej pory.
Również w pensjonacie De Boerenzwaluw w Zijdewind, gdzie królują cztery noce. Właściciel rozważał dziś powieszenie flagi na swojej farmie na półmistrzu, ale ze względu na całą uwagę mediów nie omijał jej. Może sobie wyobrazić, że zła pogoda w piątkowy wieczór odegrała rolę w wypadku. "Nie ma tam prawie żadnego ruchu, ale padał deszcz i dmuchał mocno.
Właściciel De Boerenzwaluw od lat zapewnia zakwaterowanie polskim migrantom zarobkowym w budynkach gospodarczych. "Niektórzy piją czasami piwo w weekend, ale to wszystko. Czasami są chłopcy, którzy jadą do Amsterdamu, ale nie ta grupa. Ci ludzie nie robili żadnych dziwnych rzeczy. Mieli półtora dnia wolnego i wtedy powinni byli wrócić do pracy.
Badania techniczne
Policja bada okoliczności wypadku. Według rzecznika, badanie obejmowało warunki atmosferyczne w czasie wypadku, stan drogi oraz stan techniczny pojazdu. "Może upłynąć wiele miesięcy, zanim stanie się to jasne.
Przetłumaczono przy pomocy www.DeepL.com/Translator
submitted by lowlandslinda to Polska [link] [comments]


2018.07.11 15:21 Arald98 Pasta o Julce

PROLOG
lvl 9 Dawid idę sobie radośnie do podbazy to jeszcze ten czas, w którym lubi się chodzić do szkoły na początku lekcja Religii, potem przerwa - czas zabaw wszystko supi, gramy sobie w berka myślałem już, że to będzie taki piękny dzień gdy Golem przyszedł do szkoły... Golem był dwa lata starszy, i ciągle się nade mną znęcał nauczyciele nic mu nie robili, bo jego ojciec wpłacał im jakieś dotacje na kiju właśnie biegłem od ściany do ściany, aby uciec przed berkiem wtedy Golem znikąd podstawił mi nogę i przewróciłem się na twarz straciłem wtedy chyba trzy zęby mleczne przechodząc rzucił tylko ze śmiechem "Uważaj jak biegasz młody!" moje oczy zalały się łzami a koledzy zaczęli śmieszkować byleby przypodobać się Golemowi taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy zawsze, gdy chciałem być sam, uciekałem do szkolnej kotłowni mój tata - konserwator pracujący w szkole zawsze był zajęty i nie zauważał jak przemykam przez jego pokój żeby wejść do dziury znajdującej się za dużym bojlerem pomieszczenie, do którego prowadziła dziura (nazywane przeze mnie Smoczą Grotą) mogłoby pomieścić trzech dojrzałych mężczyzn jednak sama dziura, była nawet dla małego mnie dość ciasna jak zwykle wtuliłem się w kąt wyłożony miękką gąbką po chwili, po przeciwnej stronie Groty usłyszałem jakiś dźwięk na początku uznałem, że to tylko syczenie rury podłączonej do bojlera jednak gdy po chwili źródło dźwięku zaczęło świecić mi w oczy latarką okazało się, że jest to mała dziewczynka siedziała skulona w kącie i płakała, na mój widok odrobinę się przestraszyła jako mały gówniak jeszcze nie do końca wiedziałem jak into loszki więc zacząłem rozmowę najlepiej jak potrafiłem:
(D)awid - "Co robisz w mojej kryjówce? Idź stąd!" (J)ulka - "To wcale nie twoja kryjówka, jest tak samo moja, jak i twoja!" D - "Byłem tu pierwszy! Zaraz powiem mojemu tacie i cię stąd wygoni!" J - "To zróbmy tak - ty pozwolisz mi tutaj siedzieć, a ja pomogę ci rozprawić się z tym chłopakiem, który ci dokucza." J - "Przecież dlatego tu siedzisz i płaczesz, prawda?" D - "Wcale nie płaczę! Nie jestem frajerem! A skąd wiesz, że Golem mi dokucza?" J - "Golem?" - zaśmiała się pod nosem, jakby chciała sprawiać wrażenie, że ukrywa coś przede mną J - "Twój Golem to tak na prawdę całkiem pocieszny chłopak, każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" D - "Niech będzie! Mamy układ, nie wierze ze Golem się ode mnie odczepi przez jakąś babę!" J - "Podaj mi mały palec" - powiedziała wysuwając malutki palec prawej ręki, który zdawał się znikać w świetle latarki złapałem ją za palec używając mojego, tak właśnie miała się rozpocząć moja wieloletnia przygoda z Julką plan zgładzenia Golema stworzony przez Julkę był bardzo przebiegły na początek, miałem odciągnąć szkolną sekretarkę z sekretariatu przygotowałem czerwoną farbę i rozcieńczyłem wodą bez zbędnych ceregieli, gdy drzwi do sekretariatu się otworzyły wylałem na siebie zawartość przygotowanego pojemnika i zacząłem krzyczeć gdy ja trzepałem się na ziemi i zebrałem wokół siebie jakiś tuzin nauczycieli - Julka podeszła do komputera w sekretariacie i wydrukowała około trzydziestu zdjęć ojca Golema - pana Żarowicza oczywiście moi rodzice zostali wezwani do szkoły i miałem karę na wychodzenie z domu, ale jak niedługo później się przekonałem opłacało się gdy następnego dnia przyszedłem do szkoły na każdej ścianie było zawieszone zdjęcie ojca Golema z dorysowanym wąsem i napisem "ŻARÓWA PARÓWA" jak przystało na śmieszków w naszym wieku Golem gdy przyszedł do szkoły i zobaczył swojego starego na drzwiach ubikacji zaczął krzyczeć, że dowie się kto to zrobił i zabije afera na całą szkołę, specjalnie zwołali rodziców większości uczniów żeby znaleźć sprawcę ale to był dopiero początek poczekaliśmy aż wszystko się uspokoi w międzyczasie trochę lepiej poznałem Julkę
Dziewczyna jest rok młodsza ode mnie, ma krótkie blond włosy, które często wiąże w kitki. Jej tata importuje owoce i warzywa zza granicy i sprzedaje wielu firmom w Polsce. Jej mama jest malarką i aktorką teatralną. Lubi czytać książki i oglądać filmy oraz malować. Przez 8 lat przeprowadzała się kilka razy. W skrócie - życie zupełnie inne od mojego. Ja - syn szkolnego konserwatora i bezrobotnej chorej matki żyłem w zupełnie innym świecie.
kolejną fazą naszego planu, było dać znać Golemowi kto stąpa mu po piętach, jednocześnie będąc odpornym na kontrataki planem było wkręcić mu, że mamy zdjęcia jak pije piwo i wyślemy jego tacie wszyscy w szkole wiedzieli, że Golem rzeczywiście popija od czasu do czasu zobrazujcie to sobie - mały chłopaczek i drobna dziewczynka grożą dwa razy większemu chłopakowi prosto w twarz oczywiście - plan nie wypalił w głowie przewijały mi się wszystkie możliwe sytuacje, od spłukiwania w toalecie po łamanie kości starałem się jednak udawać pewnego siebie, byłem przekonany, że Julka wpadnie na jakiś pomysł jednak gdy się odwróciłem, zauważyłem ją schowaną za drzwiami łazienki i stałem tam, sam na sam, ja i mój odwieczny wróg Golem zaczął napierać na mnie chcąc mnie złapać całe życie przeleciało mi przed oczami, a nie było ono za długie próbując zablokować cios Golema, instynktownie podniosłem kolano do góry, utrzymując się na jednej nodze dzięki bogu zrobiłem to w odpowiednim momencie i w wyniku mojej paniki mój przeciwnik już leżał na ziemi oszołomiony ciosem z kolana w brodę wtedy wszyscy wokół zaczęli klaskać i śmiać się na widok płaczącego Golema ja jednak wcale nie byłem szczęśliwy, nie mogłem uwierzyć, że w momencie apogeum naszego starcia Julka zostawiła mnie samego po chwili zobaczyłem ją wybiegającą z toalety, z uśmiechem na twarzy odsłaniającym brakujące mleczne zęby podbiegła i wystawiła rękę jednoznacznie licząc na zwycięską "piątkę" D - "Dlaczego mnie tu zostawiłaś? Mogłem zginąć!" J - "Wcale nie! Wiedziałam, że ci się uda, musiałeś tylko uwierzyć w siebie" D - "Po prostu przyznaj, że się wystraszyłaś i uciekłaś... W końcu jesteś dziewczyną, nie wiem czego się spodziewałem" odszedłem pozostawiając Julkę z pobłażliwą miną, nie wydawała się ona smutna, wręcz przeciwnie, z jakiegoś powodu czuła radość i dumę następnego dnia Golem przeprosił mnie za wszystko co mi zrobił, wytłumaczył, że jego ojciec zajmuje się tylko i wyłącznie pracą, nie ma dla niego czasu i tylko na mnie odreagowywał od tego czasu zacząłem kumplować się z dwa lata starszym chłopakiem imieniem Grzesiek w końcu "każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" zobaczyłem się z Julką i spytałem, dlaczego ona płakała gdy spotkaliśmy się w Grocie odpowiedziała "Mój tata miał wypadek" nagle zbladła po chwili ciszy spytałem "Zostaniesz moją przyjaciółką?" uśmiechnęła się do mnie i pobiegła w stronę klasy
AKT I
lvl 14 przyjaźnię się od dłuższego czasu z Grześkiem właściwie to dzięki niemu stałem się dość popularny w szkole no i oczywiście jest jeszcze Julka jej ojciec zginął w tamtym wypadku zabrał ze sobą czteroosobową rodzinę z nadjeżdżającego zza zakrętu pojazdu od tamtego czasu bardzo się do siebie zbliżyliśmy, spędzaliśmy więcej czasu razem niż samotnie łączyło nas kilka zainteresowań - filmy, podobny rodzaj muzyki mimo wielu różnic, a może właśnie dzięki nim bardzo dobrze się dogadywaliśmy i zawsze mieliśmy jakiś temat do rozmowy w każdej szkole istnieje podział na kilka grup popularni, nerdy, metalowcy itp. itd. my tworzyliśmy swoją własną - we dwoje każdy ze szkoły nas znał, chociaż nic o nas właściwie nie wiedział nazywano nas pobłażliwie "Kochasiami" w pewien piątek wracałem do domu bardzo późno, pomagałem w organizacji dyskoteki szkolnej była zima, bardzo szybko się ściemniało szedłem właśnie aleją, która skraca moją drogę do domu o jakieś 300m rodzice zawsze zabraniali mi tędy chodzić nocą, nie ma tutaj żadnych reflektorów i często nocują tu bezdomni księżyc świecący między budynkami odbijał się w kałużach powstałych po niedawno wytopionym śniegu na budynku po lewej świeci lekką purpurą hotelowy neon pod skórzanymi butami słyszę powolny, harmonijny dźwięk pluskającej wody nagle staje się on dużo szybszy zdałem sobie sprawę, że ktoś za mną biegnie zacząłem biec przed siebie w strachu przed przestrogami rodziców w końcu skręciłem chowając się w wejściu do miejscowej rzeźni stałem odwrócony do ściany, licząc na szczęście cały się trzęsłem nagle poczułem delikatny dotyk na moich plecach oczywiście przestraszyłem się i krzyknąłem jako odpowiedź otrzymałem "Cicho bądź głuptasie!" wtedy zdałem sobie sprawę, że to Julka odwróciłem się do niej i już miałem coś powiedzieć, gdy zasłoniła mi usta delikatną drobną dłonią wyraźnie dając mi znak abym zachował ciszę za jej plecami zauważyłem dwa cienie szybko przemykające przez aleję staliśmy tak około dwóch minut, Julka cały czas trzymała rękę na moich ustach w końcu wyjrzała zza rogu i dała mi znak do wyjścia w drugiej ręce trzymała dużą butelkę szkockiej D - "To ty pijesz?" J - "Jasne, że nie!" - odpowiedziała z cichym śmiechem, jakby nadal bała się, że "cienie" wrócą D - "W takim razie skąd to masz?" J - "Ukradłam" - grymas na jej twarzy ukazywał samouwielbienie i dumę co bardzo mnie zdziwiło D - "Ukradłaś!? Że co?" J - "Nie panikuj, odniosę jutro obiecuję!" J - "Chodziło tylko o odrobinę adrenaliny, rozumiesz prawda?" - powiedziała sarkastycznie, jako że wiedziała, iż nigdy nie byłem ryzykantem J - "Masz zamiar tak tu stać? No chodź, pokażę ci coś!" pobiegłem żwawo za Julką, wyraźnie podekscytowany, zawsze uwielbiałem jej tajemniczość po 30. minutach już staliśmy pod budynkiem szkoły za dziurawą rynną leżała drewniana płyta, która po odsunięciu odsłaniała wybite okno dające dostęp do kotłowni szkolnej Julka odważnie wskoczyła do środka i wyciągnęła w moją stronę rękę z uśmiechem wskoczyłem za nią, po chwili już staliśmy przed "Smoczą Grotą" staliśmy tam dobre pięć minut, wtedy złapała mnie za rękę i przytuliła do ramienia miała na sobie kremowy sweter, czarną spódnicę do kolan i czarną czapkę założoną na uszy w taki sposób aby odsłonić jedynie jasną grzywkę lekko powiewającą przez ciepłe powietrze ze szkolnej wentylacji po chwili gwałtownie wzięła z biurka młotek i zaczęła powiększać wejście do Groty weszła do środka i pociągnęła mnie za rękę usiedliśmy oboje oparci o miękką wykładzinę Julka wyjęła z plecaka świecę i z pomocą zapałek rozpaliła ją rozświetlając małe pomieszczenie oparła głowę o delikatną ścianę, jej oddech uspokoił się, stał się ledwo słyszalny J - "Myślisz, że kiedy nas już tu nie będzie, to czy ktokolwiek będzie za nami tęsknił?" jej głos był spokojny i melodyjny, był cichy ale rozniósł się po kotłowni harmonijnym echem D - "Nie wiem i szczerze mówiąc to nie obchodzi mnie to" J - "Właściwie to mnie chyba też nie..." jej ciemnozielone oczy zaszkliły się, widać było w nich rozmyty blask świecy D - "Ale zawsze możemy liczyć na siebie, prawda?" momentalnie rozpromieniała a na jej twarzy pojawił się stłumiony uśmieszek, jakoby spodziewała się moich słów przez chwilę patrzyliśmy wspólnie w ogień świecy odwróciłem się próbując coś powiedzieć zobaczyłem leżącą spokojnie Julkę, jej oddech był rytmiczny i spokojny - spała przykryłem ją moim płaszczem i zabrałem butelkę whiskey wyszedłem z dziury i odniosłem butelkę do sklepu, przepraszając za to co zrobiłem na szczęście sprzedawca okazał się całkiem miłym facetem wróciłem do szkoły i położyłem się obok Julki po chwili zasypiając
AKT II
lvl 17 wyprowadziłem się do miasta, tak się złożyło, że razem z Julką nowe znajomości, pierwsze inby właśnie na jednej z nich poznałem Natalię wysoka, śliczna brunetka, marzenie każdego faceta w okolicy trochę zacząłem olewać Julkę, w moim domu ciągle przesiadywała pierwsza miłość Julka wydawała się uradowana, że miałem dziewczynę bardzo zmieniła się przez te kilka lat, stała się bardziej skryta i cicha nawet zaczęły się lubić - wspólnie malować paznokcie i inne takie babskie sprawy cieszyłem się, ale w głębi duszy miałem nadzieję na odrobinę zazdrości minęły trzy miesiące a Natalia zamieszkała z nami nasze mieszkanie było całkiem spore, tylko dwa pokoje ale z pokaźną powierzchnią w szkole szło mi świetnie i w dodatku w każdy weekend inby ze śliczną dziewczyną moją osiemnastkę spędziliśmy w trójkę w plenerze, nie chciałem robić z niej imprezy gdy Julka zasnęła przeżyłem swój pierwszy raz z Natalią mijały kolejne tygodnie od czasu do czasu wpadał do nas Grzesiek ale nie będę tracił czasu na opisywanie moich relacji z nim w każdym razie był to mój najlepszy kumpel pewnego razu poszedłem z Grześkiem i Natalią do klubu Julka musiała uczyć się do egzaminu i tak zawsze tylko stała przy barze i wychodziła bardzo szybko typowa imprezowa rutyna lufa, lufa, do łazienki na blanta, kolejna lufa minęło tak z 2 godziny na tańczeniu, ładnie się wkręciłem poznałem jednego Tomka, gadaliśmy sobie o filmach, wydawał się spoko mordeczką z oczu zniknęli mi Grzesiek i Natalia no to idę do łazienki ich poszukać, nawet w damskiej sprawdziłem - nic idę na parking zapalić fajkę no a z mojego samochodu słychać jęki otwieram drzwi a tam Grzesiek pier,doli moją dziewczynę oczywiście tłumaczenie, że to przez alkohol i zioło kazałem im obu spier,dalać do domu wróciłem wkur,wiony jak nigdy, zebrałem rzeczy Natalii i wyrzuciłem przed mieszkanie Julka nawet o nic nie pytała, wyraźnie wyczuła co się stało położyłem się do łóżka całą noc nie mogłem spać późną nocą do mojego pokoju przyszła Julka stanęła przed moim łóżkiem, w długiej koszulce sięgającej jej prawie do kolan z mokrymi, rozpuszczonymi włosami chwilę tak stała i patrzyła na mnie, chyba myśląc, że śpię jej sylwetka była idealnie widoczna w świetle księżyca przebijającym się przez firany po chwili cicho podeszła do łóżka i delikatnie wsunęła pod grubą, ciężką kołdrę przytulając do mojej piersi oczywiście pomyślałem, że to dość jednoznaczne ale nie myślałem o tym za dużo owej nocy po dużej ilości alkoholu obudziłem się wcześnie rano, obudził mnie dźwięk rozbijanej butelki piętro wyżej Julka wciąż spała a spod puchowej kołdry wystawał tylko jej mały nosek objąłem ją delikatnie przez te wszystkie intensywne dla mnie miesiące ona pilnie się uczyła, nigdy mi nie dorównując lecz będąc niewiele gorsza nigdy nie chodziła na imprezy, zawsze wolała ciszę i spokój od facetów również się odganiała jestem też przekonany, że nigdy się nawet nie całowała - mimo niewątpliwej urody może jest lesbijką? Nie - nie ukrywałaby tego przede mną Natalia miała dwóch facetów przede mną, nie była dziewicą gdy zaczęliśmy być razem poczułem się dość wyjątkowo myśląc, że nikt nie zbliżył się do Julki tak bardzo jak ja mimo, że jedynie się czasem przytulaliśmy, to jej ciało należało do mnie tak jak do nikogo innego nigdy wcześniej co ja w ogóle gadam? ona wcale nie jest w moim typie... to po prostu dobra koleżanka muszę jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie wyskoczyłem z łóżka, ubrałem się i usiadłem na fotelu stojącym przed łóżkiem na którym wciąż spała Julka po jakiś dwudziestu minutach otworzyła oczy ziewając i przeciągając się niczym kot spojrzała na mnie ze słodkim uśmiechem czułem się okropnie będąc zobligowanym do powiedzenia jej co o nas myślę w końcu w ogóle do siebie nie pasowaliśmy! D - "Słuchaj, powiem prosto z mostu... My nie możemy być razem, ja nie myślę o tobie w ten sposób" na jej twarzy pojawił się grymas zdziwienia a jej oczy zalały się łzami D - "To nie chodzi o to, że czegoś ci brakuje, po prostu... nie pasujemy do siebie, wolę inny typ dziewczyny" mój głos stał się drżący, wręcz histeryczny nawet nic nie odpowiedziała, tylko wybiegła z płaczem ubrała się i wyszła
AKT III
Julka wróciła wtedy bardzo późnym wieczorem, śmierdziała alkoholem, była kompletnie pijana było to do niej bardzo niepodobne, wystraszyłem się położyła się na kanapie i zaczęła śmiać opowiedziała mi o poznanym chłopaku, dała mu swój numer i umówiła się za kilka dni chyba nigdy nie widziałem jej tak szczęśliwej wywołało to u mnie zakłopotanie, trochę mnie to dobiło ale w końcu czego się spodziewałem? Sam tego chciałem następnego wieczora poszedłem trochę odreagować na imprezę do pobliskiego klubu oddalonego zaledwie trzy przecznice od mojego mieszkania poznałem tam Weronikę, była bardzo ładna choć inteligencją nie grzeszyła, ale właściwie to tego było mi trzeba po kilku drinkach i gładkiej gadce była moja mi alkohol jakoś do głowy nie uderzył ale zabrałem ją do mieszkania kazałem jej być cicho, żeby nie obudzić Julki ale była tak pijana, że obijała się o wszystko na swojej drodze wreszcie doszliśmy do mojego łóżka, popchnęła mnie na nie i od razu przeszła do rzeczy jakoś nie sprawiało mi to takiej przyjemności jakiej się spodziewałem... nagle w całym mieszkaniu rozbłysło światło w progu drzwi stała Julka i patrzyła na nas przez chwilę zaczęła się wydzierać, że jest moją dziewczyną i kazała Weronice spier,dalać z naszego mieszkania gdy ta wybiegła z mieszkania całkiem naga Julka zaczęła się głośno śmiać mi wcale nie było do śmiechu D - "Wytłumaczysz mi co to było? Myślisz, że możesz odpie,rdalać takie rzeczy!?" J - "Och daj spokój, znajdziesz sobie kolejną idiotkę" D - "Ha! Ty jesteś po prostu zazdrosna bo wcale mi się nie podobasz a od tylu lat się o to starasz!" D - "Zrozum - MIĘDZY NAMI NIC NIE MA - NIC!" trochę mnie poniosło nie... bardzo mnie poniosło J - "Myślisz, że jesteś lepszy ode mnie? Ja miałam tyle facetów na twoje miejsce, że nawet sobie nie wyobrażasz ty imbecylu!" J - "Ja robiłam tak dużo dla ciebie! Myślisz, że ktokolwiek zna cię tak jak ja? Że ktokolwiek sprawi, że będziesz szczęśliwy tak jak ja bym to zrobiła?" D - "O mnie nie masz co się martwić, ja będę szczęśliwy mogę ci to nawet obiecać!" nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w taki sposób wybuchła J - "Masz rację... To koniec, mi już też nie zależy, idę do Marcina on chociaż o mnie w ogóle dba" D - "Marcina? Doroszańskiego Marcina? hahaha nie mówisz serio prawda?" J - "O co ci tym razem chodzi, co?" D - "Przecież on jest dilerem, nie mów, że nie wiedziałaś" J - "Wiedziałam ale nie obchodzi mnie to, on jest czuły i zależy mu na mnie" D - "No dalej Julka, nie bądź głupia przecież jemu zależy tylko na tym żeby cię zaliczyć i dobrze o tym wiesz!" J - "I może tego chcę! Tylko ty możesz sobie pozwolić na coś takiego?" D - "Daj spokój... ty nie jesteś taka. Przepraszam okej? Nie chciałem cię zdenerwować... Usiądźmy i pogadajmy na spokojnie" J - "Dobre mi sobie!" wybiegła z mieszkania z hukiem, byłem strasznie wkur,wiony wyjąłem z lodówki butelkę tequilli i usiadłem przed telewizorem minęły jakieś dwie godziny, było późno, zacząłem się martwić z głowy nie mogłem wyrzucić obrazu jej kochającej się z tym prostakiem co ja odje,bałem!? przecież zawsze mi na niej zależało! Zawsze ją kocha... czy ja? tak tak! Zawsze ją kochałem! Kur,wa mać co ja zrobiłem! moje serce przepełniła zazdrość i strach mimo, że ledwo stałem na nogach to wsiadłem do samochodu zadzwoniłem do Grześka on gdy tylko odebrał zaczął mnie przepraszać i pytał co się stało ja tylko spytałem o adres Marcina i rozłączyłem się minęło może 10 minut i już stałem przed blokiem, w którym mieszka Marcin wszedłem na trzecie piętro i stanąłem przed mieszkaniem nr. 7 w powietrzu czuć było zapach marihuany i alkoholu wziąłem głęboki oddech i zapukałem energicznie do drzwi otworzył Marcin, jego oczy były całe czerwone, ewidentnie był cholernie naćpany za jego plecami zobaczyłem Julkę, w samej bieliźnie, z strzykawką na stole moje serce na chwilę kompletnie stanęło powodując przeszywający ból w piersi wbiegłem do środka, delikatnie złapałem za szyję Julki próbując wyczuć tętno było bardzo słabe, a może wcale nie jest tak źle? Może to tylko alkohol uderza mi do głowy? w każdym razie muszę jej pomóc! wyjąłem z kieszeni telefon drżącymi rękoma wystukałem 112 po słowach "Potrzebuję karetki na ulicę..." poczułem pistolet przy skroni i usłyszałem "odłóż ten telefon skurwielu" zrozumiałe - zaraz wpadłaby tu policja i Marcin poszedłby siedzieć odwróciłem się do niego twarzą, spojrzałem prosto w oczy z pogardą na jego twarzy zobaczyłem uśmiech, pogardliwy kur,wa uśmiech jakby ze mnie kpił złapałem za jego ręce i podniosłem w taki sposób, że pistolet był skierowany ku górze jednak Marcin, dobrze zbudowany był silniejszy ode mnie po chwili przepychanki słychać wystrzał oboje upadliśmy na ziemię nie poczułem żadnego bólu szybko zacząłem obmacywać każdą część swojego ciała w panice szukając dziury od kul Marcin robił to samo Ha! Nic mi nie jest! ale Marcin też jest cały gdzie jest kula? nie potrzebowałem długiego czasu na odpowiedź odwróciłem się i zobaczyłem kanapę powoli zalewającą się krwią a w brzuchu Julki dziurę od kuli to co wtedy poczułem nie może zostać opisane słowami uczucie utraty ukochanej osoby przez własną arogancję i głupotę szybko wziąłem ją na ręce i pobiegłem do samochodu moje oczy były ciągle pełne łez, jechałem jak szalony nie raz mijając czerwone światła wreszcie dojechałem cały brzuch Julki był we krwi a na fotelu powstała jaskrawa kałuża szybko wbiegłem do szpitala wołając histerycznie o pomoc po chwili widziałem jak wieźli Julkę na salę operacyjną
AKT IV
minęła godzina, lekarze skończyli operować pielęgniarka powiedziała mi, że Julka jest w stanie krytycznym i jutro dowiemy się czy będą potrzebne kolejne operacje spojrzałem na nią leżącą w łóżku szpitalnym była spokojna, spała dokładnie ją obejrzałem duże czoło, krótkie nogi, lekko wykrzywiony nosek wszystkie wady jakie wcześniej zauważałem przemieniły się w odchylenia od ideału, kosmetyczne błędy popełnione przy kreacji anioła położyłem się obok głaszcząc jej miodowe włosy dużo myślałem o tym co przeszliśmy razem, o tym, że nigdy nie byłem sam dzięki niej o tym, jak ją potraktowałem i gdzie nas to doprowadziło po kilku minutach obudziła się otwierając duże zmęczone, zielone oczka i patrząc na mnie zadziwiona D - "Cześć" zacząłem śmiać się przez łzy D - "Jak się czujesz?" J - "Bywało lepiej" J - "Przepraszam... To wszystko moja wina!" D - "Nie przepraszaj! To wcale nie twoja wina, tylko i wyłącznie moja i to ja bardzo przepraszam" D - "Kocham cię, mała, na prawdę. Nie wiem dlaczego nie mogłem się do tego przyznać" objęła mnie i pocałowała w policzek D - "Wszystko już będzie dobrze. Pamiętasz co planowaliśmy? Ty będziesz aktorką a..." J - "... a ty prezydentem, tak pamiętam. Zamieszkamy na wsi i będziemy produkować bimber a potem umrzemy w wieku 80 lat jako szczęśliwi staruszkowie" D - "Ale my byliśmy naiwni jak to wszystko wymyślaliśmy!" J - "Wcale nie! Jeszcze nam się uda zobaczysz!" D - "Nie o to chodzi! Dużo lepiej byłoby hodować zioło!" na twarzy Julki pojawił się szeroki uśmiech patrzyliśmy na siebie przez długi czas wtedy pierwszy raz ją pocałowałem przytuliła się do mnie mocno i zasnęła byłem tak szczęśliwy, że chciałem zacząć krzyczeć chyba przez dwadzieścia minut śmiałem się do samego siebie wtedy zasnąłem Julka zmarła tej nocy w wyniku obrażeń wewnętrznych gdy się obudziłem w jej drobnej, zimnej rączce znalazłem pogięte zdjęcie to było nasze pierwsze wspólne zdjęcie po zamieszkaniu razem na odwrocie napisała:
"Wiem, że będziesz teraz załamany ale nie ma o co się martwić wyjdź teraz ze szpitala, pójdź do sklepu, ukradnij najdroższą butelkę szkockiej jaką znajdziesz. Teraz przyjdź do szkoły, przytul się do miękkiej wykładziny i podaj mi mały palec. I bądź szczęśliwy - obiecałeś mi to! "
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.16 01:28 koops6 Satanista

SATANISTA
Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi do klubu. Było nas dość sporo, każdy miał wolne bo to dzień po świętach bodajże, mieszana grupa. Zabalowaliśmy hardkorowo, było już pewnie koło 3 w nocy, każdy ostro nawalony i w zasadzie to mieliśmy już kończyć ten jakże uroczy wieczór i rozchodzić się do domów.
Jednak wtedy mój dobry ziomek oznajmił że spotkał w klubie swojego kumpla, mega kolesia którego musimy poznać bo jest zajebisty i chce nas zabrać do siebie na domówkę. No git, przedni pomysł.
Jednak nim powiem coś więcej to muszę Wam wytłumaczyć w paru zdaniach jakim człowiekiem jest tenże mój kolega (którego na rzecz tego fanpage będziemy tutaj zwać DŻONY SNAJPER, bo tak ;d). Otóż Dżony jest całkiem inteligenty, możesz z nim pogadać na wiele tematów, może nie jest super ekspertem ale w każdy zna chociaż powierzchownie, ma własne zdanie itd.
Ale ... jest też patosem w chuj ;D Może nie takim co biega po ulicy, wali typów z bara, zaczepia kobiety itd ale jest takim konkretnym, specyficznym patosem że nawet wszystkie "mordeczki" w naszym mieście go na swój sposób respektują - bo nie ma to jak biegać po mieście nago po naćpaniu się koki, co nie ? xD Albo nachlać się absyntu i udawać wężosmoka w centrum handlowym.
No i ogólnie kolo jest dość znany i lubiany czy to w środowisku niedorozwiniętych uśmiechających się szkorbutem i parujących fetą zwierząt, czy też normalnych ludzi - z każdym znajdzie wspólny język i temat - czy to z nerdem, czy ze studentką filozofii czy z typem co wyszedł z paki w ktorej siedział 20 lat za zajebanie swej rodziny - i co więcej każda z tych osób zapała do niego sympatią.
Dżony Snajper ma niestety pewne dwa minusy - po pierwsze nie zna słowa "dość" gdy chodzi o imprezowanie, a po dwa ... cóż, ciężko to wyjaśnić ale on gloryfikuje patologię. Sam z niej nie pochodzi ale lubi z takimi przebywać, wydaje mi się że naoglądał się za małolata filmów w stylu Trainspotting i zakochał się w zyciu żyjących poza system samobójców.
Tylko że w filmach tacy ludzie mają ideologię, są inteligentni, mają zasady - a w prawdziwym zyciu są oni często ścierwem najgorszego sortu - co z tego, Dżony po pijaku bawi się z takimi, zaprosi takich do domu, wpuści na imprezę przy ogólnym niesmaku towarzystwa. I nie widzi że naćpany typ którego wpuścił nie umie sklecić dwóch zdań, a oczami biega po mieszkaniu z nadzieją że coś ukradnie albo zgwałci - nieee, w jego oczach ma przed sobą buntownika o wolność i deptanie norm narzuconych przez zaśniedziałe społeczeństwo.
Cóż, teraz więc wiecie czemuż to po oznajmieniu mi przez Dżonego Snajpera że spotkał "świetnego kolesia którego musimy zapoznać i weźmie nas na swą domówkę o 3 nad ranem" byłem w zagwozdce niczym prawdziwy hazardzista - albo czeka mnie dziś jakaś świetna, szalona impreza którą zapamiętamy na resztę życia albo znajdę się otoczony wyrzutkami których nie chciano nawet w więzieniu.
Decyzję trzeba było podjąc natychmiast bo akurat mieliśmy opcję podwózki i jeżeli nie zdecydujemy teraz to dupa, bo "świetny koleś" jedzie teraz i jak się nie zabieramy to nie czeka na nas bo na domówkę mu spieszno. Moja grupa była w stanie nietrzeźwości i późno-nocnego niezdecydowania tak więc Dżony Snajper utkwił oczekujące spojrzenie we mnie, i wiedziałem że to moje zdanie i ma odpowiedź przeważą w naszych dalszych losach.
Żałując ze nie było mi przed odpowiedzią chociażby zerknąć na "świetnego kolesia" postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem "No kurwa, jasne że jedziemy."
Dżony Snajper uszczęśliwiony pobiegł w tłum kłębiący się w klubie i za chwilę przyprowadził swojego znajomka - i tak oto poznałem Satanistę.
I wtedy też dotarło do mnie jak złą decyzję podjąłem.
Cóż tego że była zła i znalazłem się w patologii to pewnie się domyślacie, bo inaczej bym tego nie opisywał tutaj, prawda ? Opis Satanisty i jego domóweczki wieczorem albo jutro - ciao bambino, ciąg dalszy nastąpi !
Dżony Snajper przyprowadził "tego świetnego kolesia którego musimy poznać". Był to wychudzony, powykręcany od fety typ z mordą który świadczyła jednocześnie o tym że jest i lamusem jak i patogenem. Wyraz twarzy z kolei świadczył o tym że sam ledwo ogarnia.
Wyszliśmy przed klub, szybka rozkmina kto idzie a kto nie. Dżony wrócił się do wnętrza lokalu, znaleźć i wypytać resztę ekipy o to czy chcą iść na tę domówkę. Wszyscy mieli dość ciężki przekaz, jedna z koleżanek była tak napierdolona że trzeba było ją praktycznie nieść. Znajomi próbowali ją ogarnąć a ja tymczasem stałem ze "świetnym kolesiem".
On tymczasem, mimo iż był konkretnie najebany, łaził w te i we wte (pewnie przez fetę), rozkładając chude łapsa na boki, tak że mógłbym mu pomiędzy ramię a brzuch wsadzić łeb a jeszcze ktoś koło mnie by się zmieścił. Wyciągnął telefon i puścił jakiś rap na cały regulator.
Czekamy na Dżonego, zaczynam się wkurwiać i żałować decyzji. Nagle nasz nowy towarzysz mnie zagaduje :
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony, nie bardzo wiedząc jak skwitować te wyznanie. Na szczęście nie musiałem bo zaraz sam się odezwał ponownie.
Dopiero wtedy sczaiłem że z jego telefonu rzeczywiście rozlegają się utwory Słonia. Wiecie, zapewny gdyby on powiedział mi o tym sataniźmie dzisiaj czy pół roku temu to od razu zrozumiałbym że to przez bycie fanem Słonia. Jednak to było kilka lat temu, Słoń wydał dopiero jedną czy dwie płyty, nie był tak znany i na topie, tak więc nie skojarzyłem faktów od razu.
W sumie to zabawne, jeszcze niedawno każdy pseudofan hip-hopu wyzywał "brudasów" od satanistów a teraz sam dumny się tak zwie (przez "brudasa" mam na myśli metalowca, nowe pokolenie pewnie słysząc "brudas" myśli teraz o Muzułmanach ;D).
"Satanista" łaził w prawo i w lewo, wożąc się i machając chudymi łapkami, cały czas nakurwiając na full muzę.
Chwila ciszy. Widzę że nie ogarnia. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy.
Zawył. Kilka wychodzących z klubu grupek nie zwróciło uwagi, inni się śmieli lub przyspieszyli kroku. Parę osób krzyknęło do niego coś w stylu "Stul tę pizdę lamusie !"
A mnie zaczęła odchodzić ochota podążenia na tę "domówkę". Chociaż wciąż po cichu miałem nadzieję że typ nie okaże się patologią (to znaczy : poza tym że umysłową) a będzie jedynie bananem który pozuje na rąbniętego chłopaka z ulicy by wyglądać "groźnie" a na chacie będzie normalne party pełne spoko ludzi którzy mają go w dupie i po prostu korzystają z wolnej chaty tego podludzia.
Nie byłby to pierwszy raz.
Objął mnie ramieniem i poklepał. Parował fetą i pachniał potem.
Dżony i reszta ekipy wyszli. Podjechały nagle jakieś dwa auta, jak się okazało oba prowadzone przez znajomych Dżonego.
Szybka piłka kto jedzie na tę domówkę Satanisty, kto zostaje w klubie, kto idzie do domu. Ludzie mają ciężki przekaz, schodzi się, kierowcy się niecierpliwią. Satanista jeszcze kilku osobom powiedział że o tym kim jest, i jeszcze kilka razy zapytał dlaczego (okazuje się że to dlatego że słucha Słonia, dacie wiarę ?) .
Finalnie wypadło na to że poza gospodarzem jadę ja, Dżony Snajper, nasz w miarę trzeźwy kumpel który podobnie jak ja miał minę w stylu "pożałujemy tego", nasz inny kumpel który był na granicy wyjebania się na pysk z przepicia, oraz dwie koleżanki - jedna najebana jak Meserszmit oraz druga która była dość ogarnięta i chyba jechała z nami bo włączyło jej się w głowie że musi porobić nam za niańkę.
Wsiedliśmy do aut, koledzy Snajpera byli na tyle mili (lub w niego zapatrzeni) że obaj przyjechali o 3 w nocy tylko po przerzucić jego (a także i nas) z jednego końca miasta na drugi. Debile albo dobrzy przyjaciele.
Usadowiliśmy się w autach i jedziemy. Niestety byłem w tym samym aucie co gospodarz czekającej nas imprezy, tym samym musiałem słuchać pewnego dialogu o jego upodobaniach religijno-muzycznych (możliwe że Wam wspominałem ?) który powtórzył każdemu, w tym kierowcy, minimum 3-5 razy.
Gdy auta wjechały do dzielnicy armeńskich imigrantów wiedziałem już że moje nadzieje o normalnej imprezie są jednak mrzonką.
Dotarliśmy w końcu na miejsce - obskurna dzielnica do której lepiej się nie zapuszczać, no chyba że w czołgu. Wysiedliśmy, ekipa siedmioosobowa licząc z Satanistą. Pomogliśmy wyjść koledze i koleżance którzy już niedomagali. Dżony zamienił parę słów z kierowcami i obaj się zwinęli, a ja zacząłem żałować że nie odjechałem z nimi.
Satanista tymczasem zaczął nas prowadzić - szczerze mówiąc to zdziwiłem się że czeka nas dłuższa podróż z buta bo najbliższe budynki zdawały mi się przeznaczone co najwyżej do rozbiórki. Już miałem zapytać Satanisty czemu nie kazał nas podwieźć pod swój blok/dom tylko zostawić nas w tej opuszczonej okolicy, kiedy, pogłębiając me zdziwienie, wszedł on do jednej z rozpadających się kamienic.
Wymieniłem znaczące spojrzenie z trzeźwym kumplem i trzeźwą koleżanką. Wzruszyli ramionami. Nie uszło to uwadze Dżonego Snajpera i wydawało mi się że on sam jest zakłopotany sytuacją w którą nas wciągnął. Pozostałym towarzyszom - czyli idącym niemal na czworaka kumplowi i kumpeli było wszystko jedno.
Po wejściu do klatki schodowej okazało się budynek z pewnością nie jest opuszczony - zewsząd dobywały się dźwięki patologii - wrzaski, wyzwiska, płacze dzieci, ujadanie psów, dźwięki których określać nawet nie mam zamiaru, oraz muzyka najgorszego sortu wydobywająca się z bardziej pierdzących aniżeli grających urządzeń. Gdzieś z głębi dobywała się muzyka - sądziłem że to na ta cała wspomniana domówka Satanisty.
Jednak okazało się że nie - minęliśmy dziurawe drzwi które nie tłumiły dźwięków imprezy (dziura w drzwiach nie była nawet niczym zakryta i można było spokojnie wsadzić tam głowę i ujrzeć dantejskie sceny dziejące się w środku) i ruszyliśmy na górę. Było ciemno, więc szliśmy po omacku, drewniane schody skrzypiały, wielu z nich brakowało. Były niesamowicie strome. Moja koleżanka, ta trzeźwiejsza, potknęła się w pewnej chwili ale złapałem ją za dłoń. Wiedziałem że gdyby dało sie cokolwiek dojrzeć to wysyłałaby mi oczyma bezgłośny sygnał "WYPIERDALAJMY STĄD, I TO JUŻ." Zamiast tego wbiła mi nagle paznokieć w przegub - znamy się na tyle że była to zrozumianym przeze mnie zamiennikiem.
Cóż, szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu tego miejsca - wręcz pragnąłem tego. I nie oponowałbym by oznajmić to przy Sataniście, mniej lub bardziej umiejętnie kryjąc oczywiste tego powody. Wiedziałem natomiast dwie rzeczy : A - Reszta ekipy ma słabą wolę i wystarczy jedno słowo Dżonego znaleźli się pod jego czarem i by ochoczo szli z nim choćby do chlewu, ciesząc się z nadchodzącej przygody. B - Dżony będzie nas namawiał, święcie wierząc że patologiczni ludzie skrywają w swych sercach dobro i jakąś tajemniczą, mistyczną mądrość, którą cuchnący niedorozwój się z nami podzieli pijąc wódkę, a my doznamy objawienia i obalimy system.
Stwierdziłem że wejdziemy a za pół godziny zacznę dawać sygnały mądrzejszej i trzeźwiejszej części ekipy że robimy sprytną ewakuację. Dżony niech zostanie i zdycha na dżumę jeżeli tak mu się to podoba.
Weszliśmy na, jak zdawało mi się, najwyższe z pięter tej parodii przedwojennej kamieniczki. Okazało się że przed nami stanęły jeszcze jedne schody - strome, pionowe wręcz niczym drabina. Wyglądało to tak jakby na najwyższym piętrze ktoś dobudował "izbę" jak pawlacz, bo mieszkań mało a trzeba upchnąć całą patologię.
Jakiś cudem cały orszak wlazł tam i nikt, nawet ci ledwie trzymający się na nogach nie zrobili sobie krzywdy.
Stanęliśmy przed popękanymi drewnianymi drzwiami. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, poza tym w tym miejscu klatki wpadało nieco światła z zewnątrz, także mogłem obserwować Satanistę. Myślałem że wyciągnie klucz ...
... okazało się że nie. Wsadził rękę do wybitej dziury w drzwiach. Zamka do drzwi nie było. Gmerał tam przez chwilę. Nagle zawył KURWO JEBANA. Zaczął szukać czegoś na podłodze. Podniósł coś co wyglądało na mały metalowy albo drewniany hak. Wsadził go w tę dziurę i zaczął ponownie gmerać aż usłyszeliśmy jakieś dziwne metalowe kliknięcie a drzwi się otworzyły. Zweryfikowałem swe plany : "pół godziny to za wiele, pieprzyć konwenanse, spierdalamy za 5 minut".
Nadzieja matką głupich. Jeżeli po wejściu do kamienicy miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję (chyba tylko przez upojenie alkoholowe) to widząc jak Satanista otwiera drzwi za pomocą haka którym grzebał w dziurze - porzuciłem resztki tejże nadziei i uznałem że nic co dojrzę wewnątrz nie zdoła mnie już zaskoczyć.
Gdy weszliśmy, gospodarz zapalił lampkę - więc jednak, pomimo ciemności na klatce, do kamienicy musiał być podłączony prąd (chyba że działała na baterie, nie przyjrzałem się). Pokoik, a raczej izbę oblało na tyle światła że można było od biedy nazwać to co nastało "półmrokiem".
Pokoik miał może z 4 na 5 metrów. Co (jednak !) mnie zaskoczyło to to że nie było żadnych drzwi. Nic, nada. Nawet drzwi prowadzących do jakiegoś kibla - uderzyło mnie to od razu. Ot, dziurawe drzwi którymi weszliśmy oraz duże okno naprzeciwko nich. Ten pokoik stanowił zarazem całe mieszkanie.
W pokoju znajdowały 3 (oddalone od siebie na tyle ile się dało) łóżka-barłogi. Pośrodku stał mocno odrapany stolik, pełen dziur, pozasychanych (chyba) glutów i pozdzieranych naklejek które pamiętały jeszcze pewnie komunę. Jedyną rzeczą która była tutaj nowa była wielka plazma (orzechy przeciwko diamentom że kradziona ?) ktora jednak stała na wysokości kolan, na drewnianym czymś co zapewne było kiedyś taboretem. Sam telewizor nosił na sobie ślady które widać było nawet w półmroku - jakby by jakiś czas temu obrzygany albo oblany a nikt nie zadał sobie dostatecznie wiele trudu by wyczyścić go bardziej aniżeli "z wierzchu".
Tyle dojrzałem w tym półmroku. Nie dostrzegłem wtedy nawet że w najdalej oddalonym barłogu ktoś śpi pod kocami.
"Cóż, nie jest tak źle" - pomyślałem wtedy - "Mam co najmniej dwoje sprzymierzeńców, trzeźwego kumpla i trzeźwą kumpelę. Kiedy powiemy zaraz że czas spierdalać z tej jakże zacnej domówki to oni od razu mnie wesprą. Tamta pijana dwójka będzie się upierać żeby posiedzieć (z lenistwa i pijaństwa) ale zaciągniemy ich. Dżony Snajper będzie udawał zaskoczonego ale też się nie będzie się opierał widząc gdzie my jesteśmy. Satanista z kolei mnie nie obchodzi.
Cóż i tak pozostaje się cieszyć że nie znaleźliśmy się wśród 20 wytatuowanych i zaćpanych koksów."
Usiedliśmy na łóżku blisko drzwi. Ja, moi trzeźwy i nietrzeźwy kumple. Obok walnęliśmy tę nawaloną koleżankę. Ta trzeźwiejsza kucnęła obok nas - nie chciała nawet siadać. Dżony jako jedyny usiadł z gospodarzem, chyba tylko po to by nie było głupio że wszyscy się gnieżdża z dala od niego.
Sataniście to jednak i tak nie przeszkadzało - feta, albo coś innego, dało o sobie znać - znów puścił z telefonu Słonia i wożąc się, porykując coś pod nosem łaził w kółko gibając sie jak Indianie w bajkach gdy tańczą wokół totemu.
Dżony walił jakieś niemrawe żarty by rozluźnić atmosferę. Satanista porykiwał śmiechem, tak samo mój pijany kumpel. Koleżanka która zgasła też chichotała od czasu do czasu, gdy coś do niej dotarło. Ci trzeźwi odpowiadali mruknięciami i półsłówkami. Było już jasne że TO jest ta cała "świetna domówka świetnego koleżki", a poza nami to gospodarz jest jej jedynym gościem.
Wysłałem Dżonemu wkurwione spojrzenie. Gdy spojrzał mi w oczy z drugiego końca pokoju, odpowiedział mi spojrzeniem, który przez wieloletnią znajomość zrozumiałem jako "no co ?".
"Ty już kurwa wiesz co" - wsadziłem telepatyczny przekaz w me spojrzenie i nić znajomości. Wzruszył ramionami.
Trzeźwa koleżanka zapytała czy wyjdę z nią na dwór na fajkę. Satanista od razu że tu można palić - jasne, przecież kurwa widzimy że pety leżą po całej podłodze. Ona jednak że chce wyjść na dwór w jakimś celu, chce pogadać. Wyszliśmy.
Na zewnątrz oznajmiła mi tylko że już tam nie wraca, że zamawia taksówkę i spierdala. Bała się, brzydziła - nie winiłem jej nawet za to że zostawia mnie tam. Dobrze wiedziałem co jest grane : my się będziemy męczyć i czekać aż ci pijani zdecydują się pójść stamtąd, oczywiście zbyt najebani by zrozumieć że to jedyna opcja którą rozpatrzył by każdy normalny człowiek. A nawet jeżeli zacznie to do nich docierać to Dżony będzie pierdolił że jest przecież fajnie a ci idioci będą wierzyć, nie wiedzieć czemu ulegając jego krasomówstwu.
Zapytacie pewnie - czemu nie napisać sms'a temu trzeźwemu kumplowi co został i nie odjechać we trójkę ? Odpowiedź jest prosta : zostawilibyśmy w patologii, poza Dżonym i tym pijanym kumplem - tę nawaloną do nieprzytomności koleżankę.
A nie ufałem tym dwóm na tyle by ją z nimi pozostawić. Wiedziałem że w popartej alkoholem naiwności gdy będą się zbierać to są w stanie ją zostawić tam, wierząc w słowo Satanisty że nic jej przecież nie będzie.
Wyobrażacie sobie co by się stało z upitą do nieprzytomności dziewczyną z dobrego domu gdyby została całą noc w takim miejscu, w łóżku naćpanego gnoja ?
Tak więc widzicie, sytuacja nie była zabawna. Podjechała taksówka, moja znajoma przeprosiła mnie po raz kolejny, wymusiła kolejną przysięgę że za nic nie zostawię tamtej i odjechała. Zapewniłem że nie mam jej tego za złe ale jednak, gdy odjechała, poczułem ukłucie żalu, odtrącenia i złości. Wróciłem na górę, pozbawiony jednego z dwóch sprzymierzeńców.
Znów pieprzony, odpowiedzialny ja, na którym można wymusić zadbanie o kogoś.
Gdy wlazłem na górę zobaczyłem całkiem "przyjazną" atmosferę - Dżony opowiadał jedną z niesamowitych opowieści ze swego życia. Obaj moi kumple zaśmiewali się do łez. Satanista nadal robił kółka, robiąc "tubę" z dłoni dla telefonu i też się czasem śmiał, choć nie wiem ile rozumiał. Nawet ta pijana dziewczyna zaczynała nieco kontaktować - chichotała a powieki były półprzymknięte. Dobry znak.
... złym znakiem było to że ten mój pijany kumpel pił inne piwo niż te z którym wszedł. Jego piwo, w puszce, stało koło jego nogi. Pił piwo butelkowe ... które jak zauważyłem musiało stać już niewiadomo ile w tym syfie i robiło nawet za popielniczkę bo pływały w nim pety. Miałem odruch wymiotny ale powstrzymałem się od rzygania. Delikatnie wyciągnąłem mu piwo z dłoni, udając że chce łyka, a tak naprawdę podmieniłem tę popielniczkę na jego piwo. Nie poinformowałem go. Przy odrobinie szczęścia nie złapie HIVa.
Usiadłem. Korzystając z tego że Dżony nadal opowiada powiedziałem dyskretnie trzeźwiejszemu kumplowi że zara bierzemy tamtą laskę choćby na plecy i wypierdalamy, z chłopakami albo bez.
Pokiwał ochoczo głową. Zrobiło mi się lepiej.
Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Rozluźniłem się. Siedziałem między moimi dwoma kumplami, Dżony naprzeciwko a Satanista łaził po pokoju jak Indianin. Kumpela która została wpółdrzemała koło nas. Zrobiło się zabawnie, dodatkowo raczyłem się świadomością że niedługo bez problemów schodzimy na dół i wsadzamy dupska w taxi.
Postanowiłem wykorzystać tyle ile się da z tej nędznej sytuacji i oddać się zajęciu które lubię - ponabijać się z idioty. No bo w końcu Idioci to podludzie. Głupotę należy tępić., prawda ?
No i mam z bliskimi kumplami taką ... "zabawę". Jak zauważyliście ostatnio w modzie jest że różne ziomeczki odzywają się do siebie nawzajem per "mordo" albo "prawilniaku". No to my se robimy z tego jaja i przykładowo, dzwoniąc do kumpla, mówię do niego "No siema Prawilny Ryju" albo "Harda Paszczo" i tym podobne, aż do absurdu
I postanowiłem tytułować tymi imionami Satanistę. Wiedziałem że nie bardo będzie wiedział o co chodzi a moi kumple będą z tego zlewać. Satanista chrzani coś tam w stylu "Przybiłem kiedyś piątkę Eldo" albo "Raz zajebałem w nos dwie sztuki naraz, sam". A ja na te jego teksty odpowiadałem :
"No nie no, strasznie Prawilna z Ciebie Ryjówka" albo "Jesteś Najszpachwinniejszym z Dobrych Chłopaków Co Nie Sprzedają".
Tytuły robiły się coraz dłuższe i głupsze. Moi kumple, w tym Dżony, parskali śmiechem. Satanista był lekko zagubiony ale ... po każdym z moich komentarzy potrafił przybić mi piątkę i po krótkim przetrawieniu informacji zakrzyknąć "NO KURWA ! A JAK ! JEBAĆ KSIONDZÓW MORDO!"
Trwało to przez dłuższą chwilę, było nawet zabawnie. Miałem już zarządzać wyjście, kiedy nagle ktoś otworzył drzwi z kopa. Do wnętrza wpadła odziana w ortalion dziewczyna z nadwagą. Na mordzie pisała się agresja i głupota. Lat mogła mieć 20, a mogła 30 - przećpana i przepita facjata nie pozwalała dokładnie określić.
Miałem okazję oglądać pato-gatunek w środowisku naturalnym. I widziałem że wszyscy, nie wyłączając Dżonego Snajpera, jesteśmy zagubieni. W zachowaniu Satanisty i Grubej nie było niczego ludzkiego, niczego z czego normalny człek mógłby wywnioskować co się dzieje.
Zakładałem że sytuacja jest raczej nerwowa - ona stała w drzwiach zdyszana i rozczapierzona. On zastygł bez ruchu w połowie tego swego indianskiego tańca i patrzył na nią z otwartą mordą i miną przyłapanego dziecka. Stali naprzeciw siebie jak zwierzęta, który niby żyją w jednym stadzie, ale wciąż istnieje w nim walka o dominację.
"No co ?" - Bąknął. "CO SIĘ ODPIERDALA ?" - zawyła na niego. "niiic ... pijemy ..." - odparł.
Wyciągnęła zza pazuchy piwsko i usiadła z nami. Ot tak po prostu.
Kurwa mać. Co to było ? Myślałem że to jakaś sąsiadka której przeszkadzały rozmowy nocną porą (mimo darcia japy w całej kamienicy). Że to jakaś zaćpana agresywna mieszkanka. Że to jego współlokatorka, siostra, dziewczyna, który zrobiła sobie z nas jaja. Ale nie, nie otrzymaliśmy wyjaśnień. Ot, normalne zachowanie patologii. Usiadła i zaczęła, jak każdy niewychowany człowiek opowiadać coś o jakimś typie co ją wkurwił. Co chwila "zajebaniec zajebany" "ten chuj" itd. Żłopie to piwsko i opowiada. Chuj że nikt z nas nie wie o co chodzi ani kim ona w ogóle jest. Jeszcze żeby ona mówiła to tylko do Satanisty, ale gdzież tam - ona jeszcze do nas, co parę zdań opowieści "rozumiesz to kurwa jaki chuj?". Kiwałem głową gdy akurat pytała mnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem bo po pierwsze nie słuchałem, po drugie mówiła nieskładnie a po trzecie nadal byłem w szoku po jej wtargnięciu.
Wejście Grubego Smoka miało jeszcze jedną konsekwencję : na najdalszym z barłogów coś się poruszyło - okazało się że spał tam jakiś niezauważony dotąd okolo 40letni mężczyzna. Rozejrzał się zaskoczony a po chwili jakby lekko zrezygnowany ale i wkurzony obecnością nieznajomych wstał. Spał w spodniach i koszulce, miał na sobie nawet buty. Nie był duży ani napakowany ale miał w wyrazie twarzy coś takiego że podświadomie wiedziałeś że nawet będąc trzykrotnie większy od niego nie powinieneś go zaczepiać.
A poza tym przeciwieństwie do Satanisty i Grubej ten Koleś miał w oczach inteligencję.
Satanista również i jego nie przedstawił. Mruknął mu cześć a my poszliśmy jego przykładem. Ten odmruknął coś, usiadł na łóżku i wyciągnął spod niego otworzonego już wcześniej Kasztelana. Najbardziej rozdarta osoba, czyli Gruba, pytała go o jakieś bzdury drąc mordę HEHEHE CO KURWA RUCHAŁES ŻE SIĘ SPAĆ CHCIAŁO CHYBA HEHEHEHEH. Koleś odpysknął jej coś pod nosem i nie zwracał na nią więcej uwagi, także zaraz i ona przestała.
Po pięciu minutach ja i mój trzeźwy kumpel zarządziliśmy wyjście. Dżony i Pijany Kumpel się ociągali, koleżanka jęczała w półświadomym sprzeciwie - jednak i tak zaczynali się zbierać. Zadowolony widziałem że koniec tej wielkiej pomyłki już w zasięgu ręki.
Nagle Rozbudzony Koleś, który tlił szluga i popijał swego Kasztelana odezwał się.
(Mnie już nawet nie zdziwiło że kolejna patologia go dobrze zna)
Nastała ciężka cisza, nawet Gruba się zamknęła. Od razu połapaliśmy się że chodzi o te "ryjówki" itp. Dżony zaczął coś niemrawo tłumaczyć, zganiać winę na ogół itd.
Koleś spojrzał jednak na mnie i powiedział "To Ty ?"
"No tak, ja."
Patrzył na mnie chwilę w ciszy paląc papierosa. Cisze można było już kroić nożem. Po chwili rzekł "Dobra beka stary" i uśmiechnął się.
Każdy jednak wiedział o co chodzi. To było celowe - facet był na tyle inteligenty że wiedział że zasieje w każdym przez chwilę ziarno niepokoju. Nie był niegroźnym głuptasem jak jego znajomkowie.
"Posiedźcie sobie z nami jeszcze, mam bimber, z chęcią go otworzę i was poczęstuję."
Mialem zaoponować, tym bardziej że to brzmiało bardziej jak rozkaz niż zaproszenie, ale Dżony i Satanista ucieszeni tą wielką zgodą która nastała zaczęli wiwatować. Mój pijany kumpel dołączył do nich. Koleżanka znowu zasnęła.
Spojrzałem na mego trzeźwego kolegę. Wzniósł oczy do nieba. Sytuacja która już tak ładnie się rozwinęła znów zaczęła wyglądać beznadziejnie.
40latek pogrzebał chwilę pod łózkiem i wyciągnął mocno sfatygowaną butelkę po litrowej wodzie mineralnej. Przezroczysta zawiesin która ją wypełniała była zapewne tym wspomnianym bimbrem.
Zacząłem obmyślać plan który pozwoli grzecznie ale stanowczo odmówić spożycia oraz opuścić ten lokal wraz z kolegą i nieprzytomną dziewczyną - niemniej jednak podświadomie czułem że obudzenie się tego starszego faceta będzie przeszkodą cokolwiek bym nie wymyślił ... Zgred łyknął solidnie bimbru, po czym podał go reszcie patologii - Sataniście i Grubej. Nie zdziwiło mnie że również i oni ochoczo pociągnęli ze sfatygowanej butelki po Muszyniance, tak samo jak nie zdziwiło mnie że Dżony Snajper i mój pijany kumpel równie chętnie przyłożyli do niej usta.
Sam bimber mnie nie odrzucał, brzydziłem się raczej myślą dotykania wargami czegoś co dotykały wcześniej te zwierzęta i leżało tutaj Bóg wie ile, służąc być może wcześniej za toaletę (przypominam, w tej izbie nie było nawet łazienki a nie sądziłem by za każdym razem te opijusy biegały z samej góry do jakiegoś wychodka na zewnątrz - oczami wyobraźni widziałem retrospekcję w której patosy odlewają się do butelki a parę dni później wylewają szczyny by nalać do niej bimbru).
Kiedy zechcę to potrafię być asertywny - powiedzieć NIE i tyle, mimo irytującego pierdolenia nie dać się przekonać gdy naprawdę czegoś nie chcę. Kiedy, na propozycję bimbru odparłem że ja spasuję mam dość, rozległo się ogólne trajkotanie z którego wyławiałem jedynie "No co Ty Mordo" "Dawaj, pij, nie pierdol", "Pijemy wszyscy, nie wal w chuja" "Ej jestem satanistą, a wiesz czemu ? Bo słucham Słonia" i tym podobne. Zbywałem to wszystko gestem "Talk to the motherfuckin' hand".
Do momentu kiedy Zgred wstał i podszedł do łóżka które dzieliłem z kolegą i koleżanką, pofatygował się pod sam mój ryj z tą swoją butelczyną i bardzo spokojnie powiedział "Musisz się napić, jesteś moim gościem a to bimber mojej roboty. Nie wypada chociaż nie skosztować."
"Dobrze, skoro to Twoja robota to wezmę łyka choćby dla spróbowania" - odparłem z przesadną teatralnością, co miało wyglądać przemienienie sytuacji w żart - a tak naprawdę było moją próbą bezkonfliktowego wyjścia z niej.
Nie podobał mi się ten staruch. Było z nim coś nie tak. Najbardziej nie pasującą do niego rzeczą były oczy w których widać było przenikliwą inteligencję - tak oderwaną od jego aparycji, kamratów i otoczenia że aż zdawały się być groźne i nie z tej bajki. Może przywiązuję do tego za dużą wagę ale czytałem z nich jakiś zimny sadyzm i podłość.
Cóż, może popadałem w lekką paranoję ale miałem ku temu powody - gość był dziwnie nachalny. Widziałem że niezbyt pasuje mu nasza obecność, nie zachowywał się jak ten zapijaczony Satanista który skakał wokół nas jak piesek by było nam fajnie, a pomimo to wciąż nalegał by zostać chwilę dłużej, by siedzieć tam i z nim pić.
Nie podobało mi się też spojrzenie którym oblepiał co chwila ciało naszej nawalonej koleżanki. A ta jak wiecie to ona była jedyną kotwicą trzymającą mnie jeszcze w tym miejscu - bez niej wyszedłbym stamtąd w trybie natychmiastowym i wsiadł w taksówkę nim ktokolwiek by się kapnął - sztuczka trudna do wykonania gdy niesiesz pijaną dziewczynę.
Tak więc siedziałem tam rozkminijąc plan ucieczki i pogłębiając się w paranoi że Zged chce nas upić bo chce nas/kogoś z nas w jakiś sposób skrzywdzić. Nie pytajcie mnie dlaczego w to wierzyłem - tak po prostu było, szósty zmysł mi to komunikował naprawdę wyraźnie. Chce nas upić by okraść ? Chce się ze mną napierdalać za te "harde ryjówki" ? Chce czekać aż padniemy albo da się nas wygnać i spróbuje przelecieć tę dziewczynę ? Albo może po prostu patologiczny umysł nakaże mu zachowanie którego normalny umysł nie przewidzi i nagle wyciągnie na nas bez powodu kosę ?"
Tak czy siak dzwonek w głowie bił na alarm.
A co do bimbru który trzymałem w dłoni to zostałem uratowany przez niespodziewane szczęście - Zgred stał nade mną i skurwiel naprawdę wyczekująco patrzył czy skosztuje (moja paranoja podpowiadała mi że mogły być tam proszki nasenne xD) ale wydarzyło się coś co odwróciło jego uwagę.
Satanista wyciągnął skądś saszetkę z białym proszkiem i zawył tryumfująco. Kilka "głodonosków" zaczęło również zacieszać, w tym Dżony i Grubaska. Zgred odwrócił się jak oparzony.
"Te, te, te, kurwa ! Satanista ! Pozwolił Ci kto ?" - Zgred rzucił się przez pokój jednym susem i wyrwał mu proszek z ręki. Gruba, Satanista i Dżony Snajper zaczęli od razu się z nim kłócić.
Powstało zamieszanie, Dżony od razu wyliczył ile kto z nas zajebie w nos i próbował się doprosić by Zgred posypał nam wszystkim. Wyciągnął portfel i zaczął się z nim rozliczać. Zgred jednak nie chciał się dzielić. Powstało zamieszanie.
Znałem już patologię na tyle że wiedziałem że przez najbliższe 3-4 minuty Zgred będzie oponował, oni będą go przekonywać, Dżony wzbije się na wyżyny krasomówstwa, padną obietnice że jutro rano dostanie tyle prochu że mu się to zwróci z nawiązką itd. Aż w końcu Zgred da się przekonać i zacznie się sypanie.
Niezmienny rytuał odprawiany przez Podludzi niczym Zdrowaśka klepana przez mohera.
Niemniej ucieszyłem się z zamieszania. Położyłem butelkę z tym niby-bimbrem na usyfionej pełnej petów podłodze. Puściłem oko to mego trzeźwego kumpla.
"My już łyknęliśmy, nie ?"
"No oczywiście że tak."
W tym czasie patologia dokończyła swe wielkie biznes plany i zaczęło się sypanie "szczurów" na upierdolonym taborecie.
Zgred przypomniał sobie o swoim bimbrze i podczas gdy Dżony i Satanista sypali (w asyście Grubej która darła na nich mordy tak jakby dzielili złoto które zajebała z Fortu Knox) podszedł do nas.
"Czemu nie pijesz ?"
"Bo już wypiłem"
"Co ty pierdolisz ?"
Podniósł butelkę na wysokość oczu i przyjrzał się jej.
"CO TY KURWA PIERDOLISZ ŻE PIŁES JAK NIC NIE UBYŁO ?"
"Uspokój się człowieku, wziąłem małego łyka na spróbowanie, dlatego ubyło mało".
Położył mi butelkę na kolanach.
"Pij kurwa tak żebym widział, teraz przy mnie."
Oho, zaczęło się. Udawałem szok.
"Coo ? O co ci biega ? Dlaczego niby ?"
"No pij kurwa !"
"Nie, mówiłem ci że jestem najebany i nie chcę już pić - wziąłem łyka dla spróbowania bo to bimber Twojej roboty i mi styknie. Czemu Ci tak zależy ?"
"NIE PIERDOL NIC NIE WYPIŁES"
Dopiero teraz ekipa która zajmowała się sypaniem kapnęła się że zaczyna się jakaś awantura.
  • Ej, daj spokój, przecież wypił, widziałem - powiedział Dżony Snajper.
  • No przecież widzę że nic nie ubyło ! Nie pił !
  • Możesz mi wyjaśnić - zapytałem, korzystając że cała uwaga się skupiła na nas - dlaczego aż tak ci zależy żebym się napierdolił ?
Zapadła cisza, Dżony uznając że kryzys już zażegnany zaczął niemrawo opowiadać coś Grubej i Sataniście, próbując rozluźnić atmosferę.
Zgred patrzył się na mnie nienawistnym spojrzeniem. "Co ty planujesz skurwielu ?" - pomyślałem sobie. Przecież wiedziałem że tak naprawdę ani przez chwilę mu nie chodziło o to bym zakosztował i ocenił jego kunszt. Wiedziałem że nie rzuci żadną odpowiedzią, wymówką usprawiedliwiającą dlaczego chce być pewien że każdy z nas się napił tego syfu. No bo co miał powiedzieć ? "Mam nadzieję że będzie w stanie umożliwiającym mi przejrzenia waszych portfeli i zgwałcenie znajomej ?"
"Dobra, tej, chuj z tobą, więcej dla nas." - powiedział Zgred. Odchodząc mruczał coś pod nosem po o ciotach co się boją pić, ale uznałem że udam niedosłyszenie tej zaczepki. Zacząłem się coraz bardziej czuć jak w surrealistycznym śnie, gdzie stado szczęśliwych lemmingów prowadzone jest na rzeź przez wilka przebranego za jednego z nich a ja jako jedyny znam prawdę, wiedząc że nikt mi nie uwierzy.
Spojrzałem na mojego trzeźwego kumpla. Miałem wyrzut do niego że podczas słownej szarpaniny o bimber milczał jak mała pipka patrząc się w podłogę, ale z drugiej strony cieszyłem się że widzę po jego spojrzeniu że ma podobne odczucia co i ja, a sprzymierzeniec, choćby i milczący, był mi teraz na wagę złota. Reszta była zajęta sypaniem.
Namawianie zaczęło się od nowa, tym razem poszło o ćpanie. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem co to było - stawiałbym że jakaś feta najgorszej kategorii, bo o kokę to bym tych biednych robaczków nawet nie śmiał podejrzewać.
Oczywiście odmówiłem. Nie to żebym był jakimś przeciwnikiem dragów. Wszystko jest dla ludzi, to po pierwsze. Ale tak jak z alkoholem - dragi muszą być odpowiedniej jakości a sytuacja i ludzie muszą być na poziomie. Ćpać syf z brudnego taboretu w towarzystwie tych wszy to gorsze niż picie taniego jabola z menelami pod sklepem o 6 nad ranem.
Poza tym nawet gdybym był mnie wybredny to pozostaje mój brak zaufania do Zgreda.
Tym razem jednak namawianie nie było aż tak nachalnie - widocznie w głębi serc cieszyli się że więcej dla nich, a to z pewnością cieszyło ich bardziej aniżeli tamten bimber.
Uznałem że nie jest tak źle - zaraz wkręcą się w gadke a ja w tym trajkotaniu zarzucę sobie znajomą na ramię i wyjdziemy.
Niestety, Zgred podszedł nagle do nas ponownie i ku mojemu zdziwieniu zaczął szturchać ramię naszej koleżanki.
  • Hej, Królewno. Chcesz szczura ? Dawaj, zostało bo koledzy się bali, wiesz ? Chodź, weźmiesz ich porcję to będzie ci lepiej, otrzeźwiejesz od razu.
  • Daj spokój, ona tego nie chce, to po pierwsze, a po drugie to ona nie ogarnia. Nie widzisz że zasnęła ?
Zgred jakby mnie nie widział. Trzymał jej rękę na ramieniu i nadal "królewnował". Naprawdę nie chciałem by się to skończyło na rękoczynach, ale wiedziałem że : A - same słowa na niego nie podziałają. B - jak go odepchnę od niej, nawet delikatnie, to tylko na rękoczynach się to może skończyć.
Nie żebym bał sie bójki samej w sobie. Gorzej że miałem do czynienia z pijaną i naćpaną patologiczną postacią która przegrała życie. Kto wie co takiemu strzeli do łba ? Poza tym byliśmy w siedlisku takiego bydła.
Także tak, uniknięcie rękoczynów było naprawdę wysokim priorytetem. A to że gość mnie nie lubi czułem już od momentu gdy zapytał Dżonego kto z nas robił sobie jaja z Satanisty. Nie wypicie bimbru i zapytanie go dlaczego tak mu zależy pogłębiło tylko tę naszą wzajemną niechęć.
"Nie lubi Cię bo tylko ty jesteś tu na tyle ogarnięty by robić za zawór bezpieczeństwa który nie da ponieść się tej ekipie bo wie co jest grane" - powiedziała mi moja stara, dobra paranoja.
Koleżanka rozbudziła się lekko, na tyle by wyjęczeć "nie chcę" i zgasnąć ponownie. Zgred stał nad nią i zapytał jeszcze z 5 razy "czy aby na pewno" i odpuścił dopiero gdy wyjęczała coś co od biedy można było uznać za "acha".
Myślałem że da sobie spokój, ale nie - wrócił z bimbrem i usiadł na krawędzi łóżka. Tak blisko niej że dotykał ją całym bokiem swego ciała. Odkręcił butelkę i próbował jej podsunąć ją pod samą twarz. "Napij się, dawaj". Gdy nie było odpowiedzi to próbował ją znowu szturchać - tym razem szturchanie przypominało raczej klepnięcia w tyłek.
Miarka się przebrała, objąłem ją ramieniem i odsunąłem od niego na ile się dało - tak że mój trzeźwy kumpel który siedział na drugiej krawędzi łóżka niemal z niej zleciał, ja znalazłem się na jego miejscu, a ona na moim. "Kurwa mać człowieku, sam jej przed chwilą chciałeś dać fety na otrzeźwienie a teraz chcesz ją poić bimbrem ? Nie widzisz w jakim jej stanie czy po prostu chory jesteś ?"
Typ patrzył na mnie szklistym od używek spojrzeniem. Był wkurwiony nie na żarty, widziałem że ma wielką chęć po prostu mi zajebać, ale wstrzymuje się. W zasadzie to nie wiem czemu - wydawało mi się że gość był niespełnionym samcem alfa który nagle kapnął się że niczego w życiu nie osiągnął a najlepsze lata już za nim. Tacy frustraci zawsze są skorzy do walenia w ryj. Nie wiem, może nie chciał jeszcze tracić przyjaznej maski przed resztą ekipy ?
Niemniej i tak zrobił coś godnego naćpanego niedorozwoja - złapał ją za drugie ramię ... i pociągnął w swoją stronę, dość mocno. Rozumiecie ? Jak pieprzony jaskiniowiec, chciał chyba żebyśmy siłą wyrywali sobie oniemiałą kobietę, i chyba myślał że ten który wygra w tej parodii przeciągania liny będzie miał niekwestionowane prawo wbicia w nią swego fiuta.
Dobra, nie ma co zwlekać i czekać na okazję, zrozumiałem że później może być tylko gorzej. Wstałem. Zacząłem jej pomagać wstać, ale ten pijany cwel, nadal leżąc na łóżku zaczął ciągnąć ją na ten paskudny barłóg.
"Co wy robicie ? Gdzie idziecie ? Siedźcie kurwa, no co wy ?"
Wyszarpnąłem jej rękę z jego uścisku, bez agresji ale stanowczo, jednocześnie szykując się na cios na odlew, który na szczęście nie nastąpił. Mój trzeźwy kumpel pojął w lot i stanął koło mnie. Reszta zaczęła się nam przyglądać.
"Chcecie już iść ? Szkoda ..." - powiedział Dżony Snajper. Widziałem że z jednej strony mu głupio bo rozumie w co nas wpętał, ale z drugiej nie chce przynać że ci Idioci to podludzie, przecież to tylko pijackie niegroźne żarty przeciwników systemu i norm społecznych, nieprawdaż ?
Podczas gdy kolega pomagał mi prowadzić kumpelę do drzwi, Zgred wstał i stanął zagradzając je.
"Ej to jak chcecie wypierdalać to droga wolna, ale koleżanka powinna zostać. Otrzeźwieje na spokojnie jak się prześpi i posiedzi sobie z nami"
"Nie, wydaje mi się że ona ma na dzisiaj dość wrażeń, wiesz ? Powinna iść do domu" - powiedziałem i zrobiliśmy krok w stronę drzwi.
"Nie, nie powinna" odparł spokojnie.
"Ej stary ..." - zaczął Dżony
"Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię" - rzucił mu Zgred.
Rzuciłem okiem po towarzyszach. Wiedziałem że na Dżonego niby mogę liczyć gdyby Zgred się na mnie rzucił, ale nie pocieszało mnie to. Grubaska patrzyła na nas. Była wprost obrzydliwa, wcierała sobie resztę fety w dziąsła i chłonęła nasz widok, podniecona wiszącą w powietrzu atmosferą możliwej bójki na pięści dyszała ciężko. Satanista z rozdziabioną mordą rzucał oczami od jednej osoby do drugi. Mój nietrzeźwy kumpel zgasł i nic go już nie obchodziło. Nie widziałem tylko tego który pomagał mi trzymać dziewczyną ale widziałem że się boi a ręka mu się lekko trzesię. Cóż, nie winiłem go wcale.
"Odejdź od drzwi, ona musi wyjść"
"Ty wypierdalaj ale ją zostaw"

submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.16 01:17 koops6 Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać

Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać. Piękna dziewczyna z innego kierunku studiów oczarowała mnie swoim wyglądem, wdziękiem i poczuciem humoru. Gdy w chłodny lutowy poranek zobaczyłem ją pierwszy raz na zajęciach to przysiągłem sobie, że zrobię wszystko aby ją posiąść. Od razu tak się ustawiłem, żeby usiąść obok niej, a że dopisując się na nasze zajęcia nikogo nie znała, to byłem pewny że mnie o coś zapyta. I faktycznie, spytała o prowadzącego, jakieś zaliczenie wykładu, rozmowa potoczyła się zgrabnie i ładnie, dokładnie tak jak jej pupa. Jestem dość przystojny, pewny siebie i dowcipny, więc z miejsca zacząłem ją urabiać i widać było że mnie polubiła. Po zajęciach wpadam do domu i zapraszam ją do znajomych na facebooku. Zaakceptowała. Następne 3 godziny spędziłem na przescrollowaniu całej jej tablicy wstecz aż do 2010 roku oraz przejrzeniu wszystkich polubień. Gra o Tron, Kobiety Bez Serca, Beyonce, ciężko tu się było czegoś złapać aby znaleźć z nią wspólny język.. W końcu jest - Komitet Obrony Demokracji oraz kilka wegańskich fanpejdży. Oto moja szansa.
Oczywiście sam jestem twardym kucem i generalnie aprobuję #dobrazmiana , no ale uznałem że w życiu towarzyskim zawsze się trochę oszukuje. Od lat szydziłem w internecie z wegan i uważam ich za groźną sektę, jednak i w tym przypadku trzeba było złamać swoje ideały. Przez następne dni przeczytałem kilka wypożyczonych książek i artykułów na temat weganizmu tak aby osiągnąć dostateczny poziom pozwalający nie tylko na swobodną rozmowę, ale także zarzucanie dziewczyny ciekawostkami o których nie słyszała. Zagłębiłem się również w struktury KOD-u, a nawet polubiłem ich fanpage. Dwóch znajomych kuców wyskoczyło do mnie z mordą, ale uspokoiłem ich że to tylko ironiczne polubienie aby infiltrować wroga. Ok, mogłem działać. Co tydzień siedziałem obok Magdy na zajęciach i rozmawialiśmy sobie o tym i owym. Na czwartych zajęciach gdy wyjmowała z torby zeszyt, zauważyłem że miała tam też małą plakietkę KOD-u, którą najwyraźniej chciała wziąć na sobotni marsz. Rzuciłem mimochodem 'o, widzę że też wspierasz KOD?' a ona od razu zrobiła wielkie oczy i uśmiechnęła się szeroko. To jest to. Po zajęciach siedzieliśmy sobie na korytarzu i równo obrzucaliśmy łajnem złowrogi reżim Kaczyńskiego, skandal z TK i antyludzką ustawę aborcyjną. Setki razy toczyłem dyskusje z lewakami na te tematy więc po prostu powtarzałem ich co rozsądniejsze argumenty, a Magda słuchała z wypiekami na twarzy. Po godzinie spytała czy pójdę z nią na marsz.
Jasne, oczywiście, że tak. Magdzie wyraźnie ulżyło, otworzyła się i zaczęła mówić, że mało kto się tym interesuje, zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy wolą jakichś radykałów typu Korwin (odkaslnąłem po cichu) i tak bardzo się cieszy bo jestem taki fajny. Zastanawiałem się czy od razu przyznać się jej że jestem też weganinem, ale uznałem, że trzeba dawkować emocje. Nazwałem Korwina starym idiotą i raz jeszcze posługując się argumentami lewicowców zbeształem go równo z świeżo skoszoną trawą w pobliskim parku do którego się wybraliśmy. Magda kiwała entuzjastycznie głową a ja modliłem się aby nigdy nie zobaczyła że mam polubione na facebooku wszystkie możliwe prawicowe fanpejdże i portale. Uznałem że to zbyt ryzykowne i jak tylko wsiadła w autobus do domu to ręcznie wszystkie odlajkowałem. Jednocześnie uznałem że jak wieczorem zobaczę ją online to polubię 'Weganizm Udomowiony'. I tak też uczyniłem jak tylko się zjawiła. Niestety, musiała to przeoczyć. Dwa dni później natknąłem się na nią na korytarzu, porozmawialiśmy chwilę, ustawialiśmy się już na marsz gdy nagle spytała czy pójdę z nią do centrum handlowego bo jej znajomi z KOD-u będą rozdawać tam ulotki i moglibyśmy pomóc. Bałem się, że zobaczy mnie ktoś znajomy, ale po chwili zgodziłem się wesoło. Niewidzialna ręka wolnego rynku ewidentnie mi sprzyjała, bo gdy doszliśmy na miejsce to okazało się, że rozdali już wszystkie ulotki i poszli do domu. Smutna Magda nie wiedziała co zrobić więc pomyślałem że zaproszę ją na obiad. I prawie popełniłbym błąd swojego życia.
Chciałem zaproponować jakiś fast food bo niedaleko było KFC i McDonald's ale na szczęście w porę ugryzłem się w język. Chwila ciszy i mówię 'wiesz co, zgłodniałem przez te ulotki, zabrałbym cię do jakiejś knajpy, ale sam jestem weganinem i takie jedzenie może ci się nie spodobać..'. Szok. Niedowierzanie. Magda w ekstazie mówi piskliwym głosem że to niezwykłe że też jestem weganinem, że ona jest od dawna i znajomi ją wyśmiewają i tak się cieszy że taki jestem i w ogóle zna tutaj jedno miejsce gdzie dostaniemy sałatkę warzywną. Źrenice miała poszerzone, na ustach błogi uśmiech a ja zacząłem się zastanawiać czy penetracja jej pochwy będzie warta konsekwencji ewentualnego przystąpienia do sekty wegan. No nic, poszliśmy tam i zamówiliśmy dwie warzywne sałatki, 20 zł za sztukę. Jakieś liście sałaty i inne krzewy, istny dramat, jak ja to zjem.. Motywowały mnie maślane oczy Magdy więc nadludzkim wysiłkiem wyjadłem całą koniczynę i popiłem koktajlem z rukoli, jednocześnie myśląc o ulubionym kotlecie z kurczaka. Toczyliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat weganizmu i dziwiliśmy się jak ludzie mogą jeść mięso. Na pożegnanie dała mi buziaka w policzek i pomachała z uśmiechem. Penis od razu podniósł głowę, a ja zastanawiałem się czy to efekt Magdy czy spożycia pokrzywy. Na marszu KOD-u było zaskakująco fajnie, ludzie byli weseli, były rodziny z dziećmi, starsi ludzie, radosna atmosfera, wiele ładnych dziewczyn, a tuż obok mnie szedł sam Ryszard Petru. Dla Magdy to było niemal jak religijne przeżycie, widziałem jej łzy w oczach gdy Tomasz Lis i Mateusz Kijowski wykrzykiwali rewolucyjne hasła. W końcu stało się to na co czekałem od tak dawna - Magda spytała czy chcę przyjechać do niej do domu.
Jasne, oczywiście, że tak. Wracając Magda mówiła, że jest przeciwna karze śmierci, ale Kaczyńskiego to wypadałoby jakoś usunąć bo to jest chore jak niszczy Polskę i dzieli Polaków. Gorliwie kiwałem głową i szydziłem z PiSu. Dojeżdżamy pod blok, wchodzimy do mieszkania, Magda mówi że jej współlokatorka wróci dopiero za 2 dni, zaprowadziła mnie do swojego pokoju a tam na ścianie plakat Kijowskiego. Zniesmaczyło mnie to bo pomyślałem sobie, że będzie mi robić loda a ja będę zmuszony wpatrywać się w oblicze starego alimenciarza. No nic. Zrobiliśmy prasówkę, przyniosła mi kilka owoców, porozmawialiśmy o innych sprawach, robiło się późno więc odpaliliśmy jakiś film i powoli zacząłem się do niej dobierać. W ogóle nie opierała się moim konserwatywnym palcom, a głaskanie szybko zmieniło się w macanie i po chwili połączyliśmy nasze usta w błogim demokratycznym tańcu. Pomyślałem, że jak teraz mi się odda to z wdzięczności spłacę alimenty Kijowskiego. Nic bardziej mylnego. Magda nagle wszystko przerwała i powiedziała, że to się dzieje za szybko, że ona musi mieć pewność, że jestem super i w ogóle ale chce zobaczyć czy zależy mi tylko na jednym i czy wytrwam choć jedną noc. Wkurwiłem się, ale oczywiście pokazując lewicową wrażliwość uznałem, że w porządku i po krótkim całowaniu poszliśmy spać.
Na śniadanie kolejna sałatka warzywna, rozmowa, a potem Magda powiedziała że chętnie pożyczy ode mnie książkę o weganizmie o której tak wiele jej opowiadałem. Spoko. Pojechaliśmy do mnie do domu, rodzice byli wstrząśnięci że sprowadziłem tak piękną dziewczynę. Niestety, ta wizyta była fatalnym błędem. Siedzieliśmy w moim pokoju, ale dokładnie było słychać jak mój tata, twardy PiSowiec, oglądając TV wyklina od najgorszych uczestników marszu KOD-u. 'Banda idiotów', 'alimenciarz pierdolony', 'ten Lis jebany ma czelność coś mówić, powinno się go rozstrzelać', 'pedał Petru', '100 tysięcy debili', 'pieprzona żydówa Holland' to najmilsze epitety jakimi rzucał. Odciąłem się cicho od tych słów i miałem nadzieję, że Magda nie będzie mnie oceniać przez ten pryzmat. Uznałem, że trzeba brać tę książkę i wracać do niej do domu. Szybko idziemy do przedpokoju a tam tata woła do mnie 'hehe synu widziałeś tych debili? Twój Korwin dobrze mówił, na protestujących trzeba wysłać czołgi'. Gulp. Nerwowo przełknąłem ślinę, a tu po chwili drugi cios, bo mama pyta się czy zostaniemy na obiad, bo zrobiła mój ulubiony filet z kurczaka. Złapałem się za głowę, a Magda cicho szlochając wybiegła z domu. Oczywiście pobiegłem za nią, ale nie chciała ze mną rozmawiać, krzycząc że jestem oszustem. Miała rację. Oszukiwałem ją perfidnie, aby zaruchać. Taka była bolesna prawda. Mówiłem jej że olać ten KOD i rośliny, że mi na niej zależy ale odeszła dodatkowo usuwając mnie ze znajomych. Od tamtej pory na zajęciach siedzi w kącie i nawet na mnie nie patrzy. Jadłem rośliny i szedłem w marszu KOD-u by skończyć w szambie. Nie warto było.
submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2017.12.13 18:10 fergun Co się dziś dzieje pod Sejmem? (13.12)

Mieszkam przy Wiejskiej, jeszcze siedzę w pracy ale dziewczyna wracała do domu i policja nie chciała jej wpuścić w okolice Wiejskiej, żądali dowodu że tam mieszka (ciekawe jakiego, skoro nawet w nowych dowodach adresu zameldowania nie ma), w końcu ją przepuścili w eskorcie policjantów pod drzwi.
O co chodzi?
Edit: Ok, znalazłem: Uroczystości upamiętniające rocznicę, na które zaprasza PiS, odbędą się o godz. 18 na pl. Trzech Krzyży, pod pomnikiem Witosa. Mają wziąć w nich udział przedstawiciele rządu oraz parlamentarzyści, a prezes PiS Jarosław Kaczyński wygłosi przemówienie.
Zajebiście, w związku z tym że Kaczka chce sobie pogadać, ja nie wyjdę do sklepu, bo już mnie nie wpuszczą z powrotem (tak powiedzieli dziewczynie)...
submitted by fergun to Polska [link] [comments]


2017.01.01 11:54 Technolog Czego zazdroszczę normalnym ludziom. Opowieść o radości, smutku i problemie. [OC]

Opowieść która wyszła o wiele dłuższa, niż myślałem, o tym jak moja obsesja na punkcie karpia i inne moje dziwactwa doprowadziły dziś rano do spazmów śmiechu, po czym do moich smutnych konstatacji.
TL;DR na dole.
Moja obsesja w kwestii karpia jest dosyć znana wśród moich znajomych i nikt się specjalnie nie zdziwił, jak wczoraj na imprezie u znajomych, po którymś drinku dumnie poszedłem do kuchni usmażyć sobie karpia. Nie specjalnie wychodzi mi gotowanie pod wpływem, ale będąc pod wpływem, specjalnie mi to nie przeszkadza. :)
Lenistwo wygrało i zamiast karpia usmażyć sobie wcześniej w domu i na imprezie tylko podgrzać na patelni, smażyłem na imprezie od surowego. Oczywiście skończyło się to tym, że nie był usmażony wystarczająco, ale jak pisałem, w takim stanie mi to nie przeszkadza. Najebałem przyprawy do ryb co któryś kęs i smakowało.
Dziś obudziłem się nagle, przed świtem. W pierwszych sekundach, jeszcze wciąż nieco zamroczony alkoholem, nie wiedziałem co się dzieje. Gdy się dowiedziałem, to jednocześnie dwóch rzeczy. Dowiedziałem się, co się dzieje oraz, że prawdopodobnie nie zdążę.
Niedosmażenie karpia postanowiło dać o sobie zdać.
Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, uznaję swoje osiągnięcie za pół-sukces. Tak, nie zdążyłem do ubikacji. Szczęśliwie przynajmniej zdążyłem wyskoczyć z łóżka, a że nie mam w domu dywanów, to straty nie okazały się znaczące.
Tak czy inaczej, kakofonia "fanfar" i hałasów przy otwieraniu drzwi do łazienki, obudziły moją dziewczynę, która spała w innym pokoju. Wybiega ona z niego i jej oczom ukazuje się nowe zabarwienie wykładziny w przedpokoju.
Z wrażenia zachłysnęła się powietrzem.
Duży błąd.
Kojarzycie smród własnej kackupy, prawda? Smród taki, że aż szczypią oczy.
Teraz zintensyfikujcie ten zapach po wielokroć.
Gdyż ponieważ kolejnym moim dziwactwem jest to, że po zakrapianej imprezie lubię się nawpierdalać jedzenia. Trudno nazwać tę czynność jedzeniem, to jest łapczywe wrzucanie w siebie jedzenia, wręcz zwierzęce.
A że nie chciało mi się już nic przygotowywać, niewiele myśląc dorwałem się do jednego ze słoików, którymi się czasem zaspokajam głód (bo trudno to nazwać odżywianiem się), gdy nie chce mi się dla siebie gotować. Słoik, który dziś w nocy opróżniłem, wyglądał przed opróżnieniem tak: https://secure.ce-tescoassets.com/assets/PL/314/5051007042314/ShotType1_328x328.jpg
Ponad pół kilo zupy grochowej przed zaśnięciem.
To w połączeniu z niedosmażonym karpiem spowodowało, że moja skacowana dziewczyna zachłysnęła się niemożliwym do opisania smrodem.
Drugi odruch: chciała biec do łazienki. Pierwszym był oczywiście wymiotny.
Pobiegła do zlewu w kuchni i zaczęła się naciągać.
Znowu zaczynam się śmiać jak to sobie przypominam. Im głośniejsze odgłosy wydawałem z łazienki (nie zdążyłem zamknąć za sobą drzwi), tym bardziej ją naciągało w kuchni z obrzydzenia. Im ona głośniej stękała w kuchni, tym ja bardziej pierdziałem, bo zaczynałem się śmiać. W końcu wybuchnąłem głośnym śmiechem, pierdząc przeraźliwie jednocześnie. Absurdalna komiczność sytuacji dotarła w końcu do świadomości mojej dziewczyny i też zaczęła się śmiać. Zaczęła się karuzela śmiechu, ja śmiałem się patrząc na pozostawione na podłodze w łazience brązowe ślady, ona patrząc na niegdysiejszą treść swojego żołądka w zlewie, oboje ryczeliśmy ze śmiechu przy nieustającym akompaniamencie dźwięków z mojej dupy, które powodowały kolejne eksplozje śmiechu.
To, że ludzie potrafią zesrać się ze śmiechu, nie jest legendą. Ruchy, które nasze ciało wykonuje śmiejąc się do rozpuku, mogą spowodować utratę kontroli nad jelitami i zwieraczem.
Szczęśliwie ja byłem już w tym szczególnym miejscu w mieszkaniu, w którym mi nie przeszkadzało, że srałem ze śmiechu.
W końcu udało nam się zatrzymać tę radosną karuzelę, ona zaczęła otwierać okna, ja podmyłem siebie, podłogę i kibel.
Ostatecznie zamknęła się w swoim pokoju, opatulona w łóżku, z mikrouchylonym oknem. Ja też postanowiłem zamknąć się w swoim, żeby nie smrodzić na całe mieszkanie, bo co prawda sraczka się skończyła, ale gazy nie, wobec czego mieliśmy jeszcze kilka napadów śmiechu przez zamknięte drzwi wywołane spontanicznymi odgłosami części ciała, która przydaje się także do siedzenia.
Teraz ona śpi, ale ja oczywiście kurwa nie dałem rady zasnąć, bo przylazły demony. Normalny człowiek po takim wspólnym uśmianiu się do łez, zasnąłby spokojnie sobie. Próbowałem. Do pierwszego szarpnięcia. I się wkurwiłem.
Zazdroszczę ludziom normalnym, bo nie wiedzą, jaką cenę ja płacę za bycie nieprzeciętnym. Nie chcę brzmieć tutaj wyniośle, ale spytajcie się siebie, kiedy ostatnio będąc samemu z partnerem w domu śmialiście się do łez.
My dzisiaj. I zdarza nam się to nierzadko. Gdy czasem pytamy o to jakąś parę, kiedy ostatnio śmiali się do łez będąc tylko we dwoje, niektórzy patrzą po sobie ze wstydem.
Ale zastanawiam się, czy taki śmiech nie jest odreagowaniem problemu. Problemu, którego ciężaru chyba nigdy nie zrozumie osoba, która go nie doświadczyła. Tak jak najedzony nie rozumie głodnego.
Czasem mocno rzucam się w trakcie snu, a w szczególności przed zaśnięciem. Moje byłe i aktualna mniej więcej raz w miesiącu doznawały jakichś lekkich obrażeń. Traktowaliśmy to jako niezbyt duży problem, bo nim nie był. Do czasu, aż pewnej nocy o mało nie wybiłem swojej ukochanej oka łokciem. Nie obyło się bez kurewskiego strachu i jazdy na pogotowie. Gałka oczna zakrwawiona w środku, pod okiem wielkie limo.
Od tego zdarzenia przestaliśmy spać w jednym łóżku. Miałem nadzieję przez jakiś czas, że może mi się polepszy, ale nie, szarpnięcia wciąż się zdarzały. Co jakiś czas spałem przy zapalonym świetle i nagrywałem swój sen na wideo, mam też apkę mierzącą fazy snu. Nadal się rzucam.
Są szczęśliwe pary, które śpią oddzielnie. Ale nie na etapie związku, gdy wciąż jesteśmy siebie głodni, gdy jeszcze nie mieszkamy razem. Półśrodków w postaci takiej, że ja z nią leżałem, czekałem aż zaśnie i wychodziłem do swojego łóżka, próbowaliśmy. Jak wychodziłem, ona się budziła i była smutna, że idę, jednocześnie miała świadomość, że jak zostanę, mogę jej niechcący wyrządzić prawdziwą krzywdę. Z eks zdarzyło mi się, że przygryzła sobie język, gdy się szarpnąłem śpiąc i uderzyłem ją w szczękę. Gdybym dowalił łokciem w szczękę z taką siłą, jak walnąłem swoją ukochaną w oko, to język by został zapewne odgryziony.
Duże łóżko? King size i tak za małe. I tak muszę mieć duże, bo jestem bardzo wysoki. To kolejna kwestia. Ja po prostu mam masę. Będąc kobietą średniego wzrostu, nie czujesz się bezpiecznie leżąc przy dwumetrowym, ponad stu-kilowym dryblasie, który może nagle szarpnąć się z całej siły albo machnąć ręką.
I w tym tkwi chyba największy problem. Poczucie bezpieczeństwa, bliskości, ciepła, którego nie mogę dać w łóżku na całą noc ani jej, ani żadnej innej kobiecie. Rzecz w tym, że ona nie potrafi nic poradzić na to, że pragnie tej bliskości całą noc, że czuje smutek, gdy budzi się w nocy, a mnie nie ma przy niej. A ja widzę ten smutek i jestem bezsilny. Ona chciałaby go ukryć, ale nie potrafi. Zdarzyło się, że płakała z tego powodu w nocy. Słyszałem, jak ją wczoraj na imprezie koleżanka pytała, czy wciąż nie śpimy razem w nocy.
Z tego powodu prawie zupełnie przestała zostawać na noc. Po co, skoro nawet jeśli uprawiamy seks, ja potem w końcu muszę iść do innego łóżka, a ona rankiem i tak obudzi się w pustym łóżku. Wspólne powroty z imprez są wyjątkiem.
Nie robiłem żadnych postanowień noworocznych, dla mnie to dziecinada. To znaczy jak ktoś ma ochotę i mu to pomaga, proszę bardzo. Wielu z nich nie udaje się zrealizować. Jak ktoś chce naprawdę postanowi coś zrobić, to zrobi nie z powodu daty w kalendarzu, ale z powodu wytrwałości i silnej woli, niezależnie od okresu w roku.
Natomiast te dzisiejsze wydarzenia spowodowały, iż rzeczywiście mam postanowienie. Wstępnie orientowałem się w temacie wcześniej i wiem, że są specyfiki ograniczające takie nocne zachowanie i nie mam tutaj na myśli jakichś ziółek z reklam telewizyjnych na problem nóg, ale odpowiednie leki przepisane przez lekarza specjalistę. Są specjaliści od zaburzeń sennych.
Wcześniej zdawało mi się, że trucie się chemią nie jest tego warte i moja dziewczyna podzielała ten pogląd. Leki te nie mają bardzo wysokiej skuteczności i nie likwidują problemu, ale go zmniejszają, co w moim przypadku uznałem za niewystarczające. Mój cios nawet słaby, może być silny. Jednak dziś postanowiłem przynajmniej spróbować. Do tego rozeznam temat głębiej, popytam tutaj na Reddit w jakichś odpowiednich miejscach jak sobie ludzie z tym radzą.
Na razie poza lekami, rozsądnym pomysłem wydaje mi się pewna konstrukcja. Zasadniczym problemem są moje ręce, którymi mogę wyrządzić prawdziwą szkodę jej głowie. Kopnięciami nogi dziewczynie nie złamię, najwyżej będzie siniec (był i to nie jeden).
Myślę o przesuwanej szybie ze szkła hartowanego o długości może niecałego metra, której krawędzie byłyby pokryte jakąś gumą albo pluszem. Przed zaśnięciem bym zsuwał szybę na łóżko. Wciąż byśmy się mogli widzieć, wciąż moglibyśmy się trzymać za dłonie w okolicach moich bioder, wciąż mogłaby grzać sobie stopy o moje nogi. Byłaby to jakaś bliskość, byłaby to prawdziwa bliskość z pewną niewygodą. Nie byłaby sama, budząc się w nocy. Byłbym tam, mogłaby mnie dotknąć. Ja nie byłbym sam. Chociaż mnie to w sumie aż tak nie przeszkadza. Ale bardzo mi przeszkadza to, że ją ta sytuacja smuci.
W międzyczasie pisania tego zdążyłem już się ucieszyć, poszedłem do niej położyć się na chwilę licząc na to, że ją to obudzi, nie przeliczyłem się i już cała w skowronkach robi śniadanie ze świadomością, że postanowiłem rozwiązać problem.
Ten post ma jakąś terapeutyczną wartość, zacząłem go pisać chcąc się jedynie podzielić anegdotą, trochę wyżalić. Ostatecznie podczas pisania zacząłem więcej o nim myśleć i podjąłem decyzję, żeby potraktować go poważnie i rozwiązać.
Nie mam pojęcia, czy komuś zechce się czytać tę ścianę tekstu, ale to raczej drugorzędna sprawa teraz już dla mnie. Chociaż jeśli ktoś dotrwał i ma jakieś inne pomysły na rozwiązanie naszego problemu, chętnie się zapoznam.
Zastanawiam się także, jak znaleźć kogoś, kto by mi taką konstrukcję wykonał. Może na lokalnym forum poszukam jakiegoś inżyniera-konstruktora. Bazą konstrukcji może mógłby być ścienny uchwyt na telewizor? Będzie na ten temat myślane.
TL;DR: Sraczka, rzygi, śmichy chichy, poważny problem, decyzja o jego rozwiązaniu.
submitted by Technolog to Polska [link] [comments]


2016.12.06 17:06 darosoldier Młoda dziewczyna zasłabła w metrze. Starsza kobieta nie chciała ustąpić miejsca

Młoda dziewczyna zasłabła w metrze. Starsza kobieta nie chciała ustąpić miejsca submitted by darosoldier to Polska [link] [comments]


2016.12.03 19:05 subreddit_stats Subreddit Stats: polska top posts from 2010-11-28 to 2016-12-03 03:20 PDT

Period: 2196.44 days
Submissions Comments
Total 1000 31380
Rate (per day) 0.46 14.29
Unique Redditors 276 1992
Combined Score 56431 164869

Top Submitters' Top Submissions

  1. 5015 points, 73 submissions: repostuje
    1. Tymczasem w Polsce... (210 points, 48 comments)
    2. (niektóre) Wykopki odkrywają reddit. (176 points, 59 comments)
    3. Piątkowe zamówienie. (163 points, 14 comments)
    4. Tuwim. (144 points, 3 comments)
    5. Łódź, budowa nowego Dworca Fabrycznego i jego podziemi (144 points, 11 comments)
    6. Matka Boska Klimatyzowana (139 points, 12 comments)
    7. Jak odróżnić prawdę od farszu. (131 points, 13 comments)
    8. Kielce, po prostu. (126 points, 19 comments)
    9. Łódzkie pogotowie. (121 points, 8 comments)
    10. Polskie drogi. (119 points, 8 comments)
  2. 4308 points, 69 submissions: illmaticmat
    1. Przeciętny wyborca PiS by @rzep (247 points, 24 comments)
    2. Przeciętny Polski internauta. (146 points, 49 comments)
    3. Sapkowski have no chill. (140 points, 57 comments)
    4. Rysunkowy komentarz do panującej obecnie "mody" na historię. (103 points, 62 comments)
    5. Brudasy! (98 points, 57 comments)
    6. Tak wyobrażam sobie wyborcę PiS po dzisiejszym dniu. (98 points, 57 comments)
    7. Polska przegania zachód! (94 points, 35 comments)
    8. Zbiórka na chore dziecko. Soon. (93 points, 13 comments)
    9. Semantyka jest ważna. (92 points, 12 comments)
    10. Kto teraz rządzi w Polsce? (91 points, 10 comments)
  3. 2038 points, 36 submissions: Kacu5610
    1. Rekt (172 points, 30 comments)
    2. Gwałtu, rety! (163 points, 21 comments)
    3. Rozdział Kościoła od państwa (111 points, 57 comments)
    4. Śmigłowce (100 points, 7 comments)
    5. Pała (98 points, 17 comments)
    6. Lekarze usunęli Sejm. Uznali, że zagrażał życiu lub zdrowiu kobiety (74 points, 8 comments)
    7. Kolano (70 points, 0 comments)
    8. meirl (67 points, 3 comments)
    9. Prowokacje (66 points, 25 comments)
    10. "Mama dziewczynki, której od świeczki zapaliły się włosy, poszła o krok dalej. - Zmieniłam małej szkołę. Nie chciałam już dłużej ciągnąć tej sprawy. Widziałam, że szkoła stoi za nauczycielką religii, a z nas – rodziców - robi jakichś spiskowców – mówi" (64 points, 25 comments)
  4. 1985 points, 28 submissions: dukenPL
    1. Those polish boys only care about one thing (224 points, 62 comments)
    2. Śmierć wrogom ojczyzny (129 points, 67 comments)
    3. Zaduma (124 points, 2 comments)
    4. Edward Gierek ze swoim kubańskim szoferem (119 points, 12 comments)
    5. Kto jest Polakiem (91 points, 52 comments)
    6. Nie znajduję słów (82 points, 37 comments)
    7. Typowy Korwin (81 points, 63 comments)
    8. Post bez tytułu (81 points, 76 comments)
    9. Gdzie leży Polska (77 points, 11 comments)
    10. Idzie nowe! (76 points, 5 comments)
  5. 1569 points, 29 submissions: Technolog
    1. Stanisław Lem "Powrót z gwiazd", 1961 r. (246 points, 33 comments)
    2. Wesołych świąt! (70 points, 14 comments)
    3. Tomasz Raczek: "Rodziny tych, którzy zginęli w katastrofie samolotowej w Smoleńsku (...), od Barbary Nowackiej po Jarosława Kaczyńskiego, powinny czuć się głęboko zranione stopniem artystycznej nieudolności, jaką prezentuje film pt. „Smoleńsk”. Równie boleśnie powinniśmy odczuwać to my wszyscy..." (64 points, 40 comments)
    4. Zapłakany facet porusza ustami zgodnie z tekstem piosenki disco polo, gdy wyświetlana jest prośba o wysyłanie SMSa aby pomóc, a prowadząca podryguje w rytm muzyki. Szanowni państwo, oto publicystyka w TVP (63 points, 29 comments)
    5. Nowe kalendarze w CBA z Kaczyńskim, Dudą i Szydło (60 points, 49 comments)
    6. Wierzę, że Czesław jest w niebie, więc się pierdolnę na dywan w wyjściowym stroju i butach na obcasach (60 points, 13 comments)
    7. Antoni Macierewicz w fartuszku w łosie, przyrządzający polędwicę Chateaubriand opowiada o Smoleńsku. (56 points, 24 comments)
    8. W centrum Poznania zasłabła młoda dziewczyna. Znajomy, który udzielał jej pomocy, dał swój telefon stojącemu obok mężczyźnie i poprosił o wezwanie pogotowia ratunkowego. Ten, korzystając z zamieszania, uciekł z nim. Skradziony telefon odnalazł się w lombardzie, teraz złodzieja szuka policja. (55 points, 33 comments)
    9. Euro 2016: Zwycięstwo ze Szwajcarią, Polska w ćwierćfinale! Po 120 minutach był remis 1:1, ale nasza reprezentacja okazała się lepsza po rzutach karnych (52 points, 14 comments)
    10. "Uwielbiam się wpatrywać w to zdjęcie. Mona Lisa to przy tym bazgroły na drzwiach od szaletu. Ten uśmiech zawiera wszystko, co dobre. Troskę o kraj. Miłość do ludzi. Ale też drobną nutkę szelmostwa - to ta zmarszczka na prawym policzku. Z oczu emanuje dobro. Choć gdy tak zajrzeć głębiej..." (51 points, 17 comments)
  6. 1466 points, 32 submissions: Hagee0r
    1. Podsumowanie Caracali Black Hawków i MON (79 points, 95 comments)
    2. [funny content] W Czelabińsku adblock ewoluował do reala (78 points, 10 comments)
    3. Kto mówi prawdę, kto zaś kłamie? (71 points, 46 comments)
    4. Ateiści do ateistanu. Kogo wyrzuci z Polski posłanka PiS (63 points, 61 comments)
    5. Wilki wróciły w okolice Wałbrzycha po ponad 100 latach (61 points, 5 comments)
    6. Radek Sikorski o rewelacjach znalezionych przez Maciarewicza w mailach MSZ z 2010r. (61 points, 22 comments)
    7. Śląskie: 500 zł za każde nieszczepione dziecko (54 points, 33 comments)
    8. Rząd konsultuje pomysł "czarnej listy stron" ale tak, by nikt o tym nie wiedział (54 points, 35 comments)
    9. Biedroń pokazuje budżet Słupska. Na infografikach. 'Tak powinno być w każdym mieście' (53 points, 49 comments)
    10. Macierewicz bada OKO.press (53 points, 10 comments)
  7. 1389 points, 26 submissions: nautilius87
    1. A ja chciałem tylko napisać... (158 points, 55 comments)
    2. Polska dola w brexitowej Wielkiej Brytanii [humor] (96 points, 20 comments)
    3. Wielki sukces polskiej dyplomacji! Ramię w ramię z Rosją, Iranem i państwami arabskimi doprowadziła do usunięcia z rezolucji ONZ apelu o dekryminalizację homoseksualizmu. (79 points, 127 comments)
    4. Dobry rzecznik jest wart swojej wagi w złocie xD (nie, to nie fejk) (78 points, 27 comments)
    5. Takie rzeczy leżą w kioskach (63 points, 59 comments)
    6. “Patriota” z Legnicy zabił młotkiem “zdrajców narodu” (59 points, 53 comments)
    7. Szaleństwo władzy: Ziobro grozi, że ujawni podsłuchy z prywatnych rozmów nieskazanego człowieka, jeśli ludzie będą brzydko pisać o prokuratorach w Internecie (56 points, 26 comments)
    8. Łaskawy okupant: "Episkopat pozwoli na dyskusję w Sejmie nt. aborcji. Zaznaczy tylko, w jakim kierunku powinny pójść zmiany" (55 points, 12 comments)
    9. TIL Partia Razem, jak jacyś masoni rządzi całym Facebookiem, pociąga za sznurki i ma wszędzie układy xD (53 points, 41 comments)
    10. Jaka będzie pierwsza decyzja nowego króla? (52 points, 47 comments)
  8. 1151 points, 21 submissions: kwahoo2
    1. Partia Razem wyświetliła wyrok TK na budynku KPRM (114 points, 57 comments)
    2. Wpadka w "Pytanie na śniadanie" [nie dla wrażliwych] (85 points, 37 comments)
    3. Porady dla oddanego zwolennika PiS (79 points, 39 comments)
    4. Okładka najnowszego numeru tygodnika Angora (73 points, 23 comments)
    5. PiS chce znieść zakaz wykorzystywania nielegalnie zdobytych dowodów (66 points, 65 comments)
    6. Coraz weselej na tym polskim Twiterze... (64 points, 36 comments)
    7. Wystąpienie Barbary Nowackiej podczas debaty o aborcji (59 points, 21 comments)
    8. PiS opodatkuje nawet Aliexpress. 40 zł od każdej przesyłki (56 points, 32 comments)
    9. Dwie wydawczynie zwolnione z TVP Info. 'Uznały, że protest KOD powinien być najważniejszym wydarzeniem' (51 points, 53 comments)
    10. Polacy wygrywają 1.5 mln złotych w finale CS:GO (50 points, 22 comments)
  9. 1142 points, 25 submissions: SoleWanderer
    1. Kto jest Polakiem (111 points, 34 comments)
    2. Amber Gold i SKOK - porównanie (68 points, 24 comments)
    3. Wszystkim redditorkom życzymy wszystkiego najlepszego! (66 points, 17 comments)
    4. MACIE ŻYĆ TAK, JAK MY ŻYJEMY - Tygodnik Powszechny (65 points, 101 comments)
    5. Dziś przypada 73. rocznica wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim. Cześć ich pamięci. (56 points, 3 comments)
    6. Co się teraz w sejmie odpierdala... (48 points, 49 comments)
    7. Klasy o profilu call center powstaną w polskich szkołach (48 points, 48 comments)
    8. Poland's Grand Experiment in Open Source Education (46 points, 3 comments)
    9. Nie zapomnijmy - 75 lat temu miał miejsce pogrom w Jedwabnem (46 points, 53 comments)
    10. TOK FM: Szyszko chce wykreślenia Puszczy Białowieskiej z listy przyrodniczego światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO (44 points, 23 comments)
  10. 992 points, 17 submissions: ben13022
    1. Energia wiatrowa w Polsce [Andrzej Rysuje] (114 points, 1 comment)
    2. My też byliśmy kiedyś Syryjczykami. (93 points, 92 comments)
    3. Myśl polityczna obecnego i byłego szefa MSW w jednym obrazku [Dobra zmiana] (80 points, 54 comments)
    4. "Żałosna logika" o sytuacji w Polsce. (74 points, 96 comments)
    5. Trzeba mierzyć siły na zamiary. [Andrzej Mleczko] (72 points, 9 comments)
    6. Epickie zwycięstwo polskiej prawicy w walce z islamizacją Polski. (71 points, 50 comments)
    7. Prawdziwy rozmiar Polski na mapie światowej. (odwzorowanie Merkatora) (65 points, 25 comments)
    8. Cicha tragedia konserwatystów (63 points, 31 comments)
    9. Jak wstąpiłam do ONR [Duży Format] (55 points, 35 comments)
    10. Nowa okładka OdRzeczy "Polska kontra Homoimperium" [Satyra] (49 points, 112 comments)
  11. 991 points, 21 submissions: darosoldier
    1. Rekord Świata Anity Włodarczyk! 82,29m deklasuje rywalki (72 points, 64 comments)
    2. Dramat Popka. Po likwidacji gimnazjów w jednej chwili stracił całą swoją publiczność (69 points, 5 comments)
    3. Helikoptery już nieaktualne. Ministerstwo obrony ogłosiło plan budowy Husarskiej Gwiazdy Śmierci (65 points, 13 comments)
    4. Powódź zniszczyła dom mężczyzny, który twierdzi, że Bóg zsyła klęski żywiołowe, żeby karać gejów (58 points, 11 comments)
    5. Ustawa antyterrorystyczna wprowadzi blokowanie stron, a miała nie dotyczyć internetu! (56 points, 22 comments)
    6. Steam trains in Poland in the 1980's - rare footage (53 points, 8 comments)
    7. 13 kwietnia 1996r. (50 points, 6 comments)
    8. Nie żyje Zdeněk Smetana, twórca Wodnika Szuwarka oraz Żwirka i Muchomorka [CZ] (49 points, 4 comments)
    9. O maszyniście-bohaterze z Wielkopolski, który wybiegł z kabiny i ostrzegł pasażerów przed wypadkiem piszą media na całym świecie, nawet w Wietnamie i Iranie. (48 points, 10 comments)
    10. Zabili matkę, bo nie chciała całować krzyża. Mówią, że to egzorcyzmy (47 points, 37 comments)
  12. 924 points, 15 submissions: 936535898
    1. Najlepszy mem z prezydentem wszechczasów. Szkoda tylko, że zamkną autora. (126 points, 49 comments)
    2. Niedziela jest dla Boga. (83 points, 36 comments)
    3. Biedny koń. (82 points, 21 comments)
    4. To zdjęcie to kwintesencja polskości. (68 points, 53 comments)
    5. 🎵 Deportuj mnie! 🎵 (68 points, 22 comments)
    6. Wieloletnie badania w seminariach. (67 points, 10 comments)
    7. Ból dupy heteroseksualnych Polaków-katolików jest piękny. (67 points, 171 comments)
    8. Porównanie czasu antenowego rządu i opozycji w TVP, II kwartały 2015 i 2016. (58 points, 23 comments)
    9. TIL wszyscy Słowianie to Izraelici (55 points, 56 comments)
    10. Brak mi kurwa słów. Dmowski czczony na marszu KODu zaczynającym się na ulicy Narutowicza. (53 points, 41 comments)
  13. 873 points, 9 submissions: jedrekk
    1. Google Translate, not even once. (261 points, 18 comments)
    2. Pycha (166 points, 114 comments)
    3. Za każdym razem jak widzę polskiego neo-nazistę (125 points, 36 comments)
    4. Jak tu nie kochać polskiej wiosny? (różnica jednego miesiąca w lasku bielańskim) (73 points, 13 comments)
    5. Stylówka nadrzeczna. (64 points, 8 comments)
    6. Polska szlachta go nienawidzi! (63 points, 12 comments)
    7. Ponowny minister środowiska, Jan Szyszko, dwa lata temu wysłał do premiera zapytanie w sprawie 'chemitrails'. (44 points, 81 comments)
    8. Klasa maturalna z warszawskiego liceum z 1966 r. (42 points, 14 comments)
    9. Grafik od karty dań chyba nie wstrzelił się z tłumaczeniem... (35 points, 5 comments)
  14. 819 points, 15 submissions: Cairneann
    1. Meanwhile in Warsaw (x-post z /europe) (96 points, 5 comments)
    2. Dexterewicz (88 points, 6 comments)
    3. Analiza powyborcza - ilość dzików vs polityczne preferencje. Przypadek? Nie sądzę. (87 points, 17 comments)
    4. me irl (78 points, 9 comments)
    5. Domek z Kart (63 points, 10 comments)
    6. Tak wygląda Słowenia po wprowadzeniu ustawy o ochronie krajobrazu. Miejmy nadzieję, że Polska niedługo też będzie tak wyglądać (54 points, 15 comments)
    7. Nowy wygląd — opinie, pytania, uwagi (51 points, 26 comments)
    8. Guten Tag /de! Welcome to our cultural exchange session! (45 points, 132 comments)
    9. Rząd skasował wyrok Trybunału Konstytucyjnego - Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia nie wejdzie w życie, powiedziała szefowa Kancelarii Premiera Beata Kempa. (45 points, 72 comments)
    10. Welcome /Sweden! Join us in celebration of 3rd of May and our cultural and question exchange session! (40 points, 109 comments)
  15. 801 points, 17 submissions: betraying_chino
    1. Gdy myślisz, że Ziemkiewicz sięgnął dna - on bierze łopatę i kopie głębiej (90 points, 35 comments)
    2. Przełomowa decyzja SN: Pary jednopłciowe mają takie samo prawo do odmowy zeznań jak małżeństwa (72 points, 39 comments)
    3. Radny PiS o szczepionkach przeciw HPV: To przygotowanie dziewcząt do prostytucji (64 points, 19 comments)
    4. Polska, 2015 rok. Sejm się śmieje, bo czarnoskóry poseł mówi 'bananowy' (52 points, 51 comments)
    5. Już jutro intronizacja Jezusa Chrystusa na króla. Prezydent weźmie udział w uroczystościach (51 points, 41 comments)
    6. Najlepszy w tym roku żart primaaprilisowy (49 points, 5 comments)
    7. Zbigniew Ziobro łamie przepis konstytucji. Ustawa mówi jasno: Nie może łączyć tych dwóch funkcji (46 points, 21 comments)
    8. 25-latek, bez doświadczenia, z karierą w organizacji studentów. Oto nowy szef rady nadzorczej Agencji Mienia Wojskowego (43 points, 32 comments)
    9. Kraków na ŚDM wyda miliony, a strona kościelna za logo na biletach zażądała zapłaty (40 points, 18 comments)
    10. Komisja Europejska dała PiS trzy miesiące. Wprowadza wyższy etap kontroli praworządności w Polsce (40 points, 54 comments)
  16. 756 points, 15 submissions: _Xanthia_
    1. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne (97 points, 5 comments)
    2. Homeopatia - wygrana Naczelnej Izby Lekarskiej w sporze z UOKiK. Homeopatia nie może być stosowana w terapii, nareszcie! (92 points, 20 comments)
    3. Kiedy chcesz się przywitać, ale jesteś tylko prezydentem i nikt cie nie zauważa... (64 points, 31 comments)
    4. Apteka oferuje 'lek' na depresję po aborcji i in vitro, czyli ulotka z modlitwami i ikona Za jedyne 9,90 zł. Sprawa trafiła do prokuratury. (50 points, 32 comments)
    5. Nowa ustawa antyterrorystyczna - wyłączą miliony kart pre-paid, od 1 czerwca obowiązkowa rejestracja danych. (48 points, 47 comments)
    6. Microsoft nikogo nie oszczędza... (48 points, 13 comments)
    7. Kaczyński dla Rządu nie pracuje, nie ma oficjalnej funkcji ale wożą prezesa... policyjnym śmigłowcem. PiS nie zamierza się tłumaczyć. (47 points, 28 comments)
    8. Smok Wawelski dowodem na dinozaury wśród ludzi, a Ziemia ma 6000 lat. Pseudonauka ma się w Polsce coraz lepiej (45 points, 51 comments)
    9. Młodzi, z tzw. dobrych domów dostali "zawiasy" za gwałt zbiorowy, syn polityka otrzymał najniższą karę. Będzie apelacja. (43 points, 15 comments)
    10. Tusk powołał, Szydło rozwiązała. Rada ds. walki z rasizmem i ksenofobią przestaje istnieć. (40 points, 55 comments)
  17. 696 points, 9 submissions: The_Cl0ud
    1. No woman, no cry (169 points, 6 comments)
    2. Tomasz Lis nie wie jak działają reklamy. (94 points, 18 comments)
    3. Czcij bliźniego swego jak siebie samego. (94 points, 19 comments)
    4. Hillary dzwoni do Kijowskiego. (84 points, 19 comments)
    5. Tomasz Lis przewiduje przyszłość niczym wyrocznia delficka. (65 points, 25 comments)
    6. Obama o Trybunale (żeby każdy sobie sam posłuchał) (61 points, 23 comments)
    7. Poczta Polska sprzedaje znaczek na 25-lecie Radia Maryja. WOŚP takiego zaszczytu nie dostąpiła (57 points, 22 comments)
    8. Spotkanie kibiców Polski i Irlandii pn. (39 points, 3 comments)
    9. Jedyne zdanie z którym się zgadzam o sytuacji z apelem powstania. (33 points, 15 comments)
  18. 636 points, 12 submissions: metmike89
    1. Świetny występ polskich lekkoatletów na Mistrzostwach Europy. Sześć złotych medali i zwycięstwo w klasyfikacji medalowej. (82 points, 9 comments)
    2. Plakat tegorocznej trasy Behemotha po Polsce. Ciekawe jak zareagują nasze władze. (65 points, 85 comments)
    3. Richard Dawkins o Janie Pawle II (64 points, 136 comments)
    4. Sąd ponownie nie zgadza się na rejestrację Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Bo nie. (59 points, 40 comments)
    5. "Błaszczak: Polska znalazłaby się w takiej sytuacji, jak Francja, gdyby nie zmiana rządu". IS HE FUCKING SERIOUS? (58 points, 86 comments)
    6. Naukowa analiza ostaniach sekund lotu Tupolewa. Warto podesłać tym którzy twierdzą, że to nielogiczne i wbrew prawom fizyki, żeby brzoza doprowadziła do katastrofy samolotu. (56 points, 56 comments)
    7. Dni Makłowicza w TVP są już chyba policzone... (49 points, 21 comments)
    8. Ksiądz skazany za molestowanie 15-latki prowadzi ośrodek kolonijny. "Ja też mam swoje prawa". (46 points, 20 comments)
    9. Rozmówki angielskie z 1857 roku (46 points, 14 comments)
    10. Ciemna strona legendy żołnierzy wyklętych (38 points, 21 comments)

Top Commenters

  1. illmaticmat (8451 points, 760 comments)
  2. Xarvas (6102 points, 513 comments)
  3. wonglik (4782 points, 601 comments)
  4. kalarepar (3342 points, 417 comments)
  5. vonGlick (2946 points, 388 comments)
  6. Technolog (2942 points, 421 comments)
  7. pothkan (2750 points, 485 comments)
  8. Nudysta (2409 points, 213 comments)
  9. Writerro (2278 points, 299 comments)
  10. NeFu (2277 points, 271 comments)
  11. wgszpieg (2155 points, 253 comments)
  12. nautilius87 (2146 points, 311 comments)
  13. wodzuniu (1997 points, 267 comments)
  14. SoleWanderer (1928 points, 471 comments)
  15. jelonek (1911 points, 367 comments)
  16. spotter (1791 points, 270 comments)
  17. metmike89 (1657 points, 173 comments)
  18. Hagee0r (1642 points, 221 comments)
  19. Yadovid (1617 points, 251 comments)
  20. daneelr_olivaw (1575 points, 270 comments)
  21. Aunt_Lisa (1524 points, 198 comments)
  22. Sithrak (1438 points, 294 comments)
  23. podian (1396 points, 223 comments)
  24. InVin0Veritas (1364 points, 214 comments)
  25. Zangusta (1344 points, 201 comments)
  26. Draki1903 (1292 points, 213 comments)
  27. leBuska (1272 points, 100 comments)
  28. Thebackup30 (1269 points, 243 comments)
  29. NieustannyPodziw (1242 points, 162 comments)
  30. ishi_hauser (1178 points, 217 comments)
  31. jPaolo (1178 points, 156 comments)
  32. kwahoo2 (1144 points, 149 comments)

Top Submissions

  1. Google Translate, not even once. by jedrekk (261 points, 18 comments)
  2. Przeciętny wyborca PiS by @rzep by illmaticmat (247 points, 24 comments)
  3. Stanisław Lem "Powrót z gwiazd", 1961 r. by Technolog (246 points, 33 comments)
  4. Those polish boys only care about one thing by dukenPL (224 points, 62 comments)
  5. Tymczasem w Polsce... by repostuje (210 points, 48 comments)
  6. One picture is worth a thousand words by TroubledWalrus (191 points, 34 comments)
  7. Poprawiona wystawa na kieleckim rynku by pasekwgazie (185 points, 85 comments)
  8. Wojciech Kossak - "Józef Piłsudski na Kaszance" by Niedowiarek (185 points, 22 comments)
  9. Beautiful wooden church in Polish Tatra Mountains [OC] by JuriStropkov (184 points, 12 comments)
  10. (niektóre) Wykopki odkrywają reddit. by repostuje (176 points, 59 comments)

Top Comments

  1. 130 points: Bazyleo's comment in Mój chłopak zaczął się uczyć polskiego...
  2. 115 points: Xarvas's comment in Sebowie wyklęci, na murze zaklęci
  3. 111 points: pasekwgazie's comment in Ból dupy heteroseksualnych Polaków-katolików jest piękny.
  4. 94 points: pasekwgazie's comment in Ból dupy heteroseksualnych Polaków-katolików jest piękny.
  5. 93 points: wonglik's comment in (niektóre) Wykopki odkrywają reddit.
  6. 93 points: Carasee's comment in Sejm zdecydował: projekt "Ratujmy kobiety" upadł, "Stop aborcji" do dalszych prac
  7. 92 points: nautilius87's comment in Abp Hoser w TVP o ciążach z gwałtu: "Tych przypadków nie ma wiele. Stres jest tak silny, że do zapłodnienia dochodzi rzadziej".
  8. 85 points: deleted's comment in Tymczasem na fejsbukowym profilu PiS-u
  9. 83 points: Xarvas's comment in PAP: Kaczyński: "Chcemy, by kobiety rodziły, nawet jeśli dziecko jest mocno zdeformowane. By zostało ochrzczone"
  10. 81 points: kalarepar's comment in Tymczasem w Polsce...
Generated with BBoe's Subreddit Stats (Donate)
submitted by subreddit_stats to subreddit_stats [link] [comments]


2016.12.03 18:35 subreddit_stats Subreddit Stats: polska top posts from 2010-11-28 to 2016-12-03 03:20 PDT

Period: 2196.44 days
Submissions Comments
Total 1000 31377
Rate (per day) 0.46 14.28
Unique Redditors 276 1992
Combined Score 56385 164760

Top Submitters' Top Submissions

  1. 4977 points, 73 submissions: repostuje
    1. Tymczasem w Polsce... (211 points, 48 comments)
    2. (niektóre) Wykopki odkrywają reddit. (175 points, 59 comments)
    3. Piątkowe zamówienie. (169 points, 14 comments)
    4. Tuwim. (145 points, 3 comments)
    5. Matka Boska Klimatyzowana (142 points, 12 comments)
    6. Łódź, budowa nowego Dworca Fabrycznego i jego podziemi (142 points, 11 comments)
    7. Jak odróżnić prawdę od farszu. (128 points, 13 comments)
    8. Kielce, po prostu. (128 points, 19 comments)
    9. Łódzkie pogotowie. (120 points, 8 comments)
    10. Polskie drogi. (118 points, 8 comments)
  2. 4315 points, 69 submissions: illmaticmat
    1. Przeciętny wyborca PiS by @rzep (249 points, 24 comments)
    2. Przeciętny Polski internauta. (140 points, 49 comments)
    3. Sapkowski have no chill. (137 points, 57 comments)
    4. Rysunkowy komentarz do panującej obecnie "mody" na historię. (105 points, 62 comments)
    5. Tak wyobrażam sobie wyborcę PiS po dzisiejszym dniu. (102 points, 57 comments)
    6. Zbiórka na chore dziecko. Soon. (96 points, 13 comments)
    7. Freudian slip (95 points, 8 comments)
    8. Polska przegania zachód! (94 points, 35 comments)
    9. Kto teraz rządzi w Polsce? (94 points, 10 comments)
    10. Semantyka jest ważna. (92 points, 12 comments)
  3. 2028 points, 36 submissions: Kacu5610
    1. Rekt (171 points, 30 comments)
    2. Gwałtu, rety! (162 points, 21 comments)
    3. Rozdział Kościoła od państwa (111 points, 57 comments)
    4. Śmigłowce (100 points, 7 comments)
    5. Pała (97 points, 17 comments)
    6. Lekarze usunęli Sejm. Uznali, że zagrażał życiu lub zdrowiu kobiety (73 points, 8 comments)
    7. Kolano (73 points, 0 comments)
    8. meirl (66 points, 3 comments)
    9. Prowokacje (63 points, 25 comments)
    10. "Mama dziewczynki, której od świeczki zapaliły się włosy, poszła o krok dalej. - Zmieniłam małej szkołę. Nie chciałam już dłużej ciągnąć tej sprawy. Widziałam, że szkoła stoi za nauczycielką religii, a z nas – rodziców - robi jakichś spiskowców – mówi" (63 points, 25 comments)
  4. 1975 points, 28 submissions: dukenPL
    1. Those polish boys only care about one thing (221 points, 62 comments)
    2. Śmierć wrogom ojczyzny (126 points, 67 comments)
    3. Zaduma (123 points, 2 comments)
    4. Edward Gierek ze swoim kubańskim szoferem (122 points, 12 comments)
    5. Kto jest Polakiem (89 points, 52 comments)
    6. Typowy Korwin (85 points, 63 comments)
    7. Post bez tytułu (80 points, 76 comments)
    8. Nie znajduję słów (76 points, 37 comments)
    9. Gdzie leży Polska (76 points, 11 comments)
    10. Robert Gwiazdowski (75 points, 42 comments)
  5. 1551 points, 29 submissions: Technolog
    1. Stanisław Lem "Powrót z gwiazd", 1961 r. (248 points, 33 comments)
    2. Wesołych świąt! (67 points, 14 comments)
    3. Wierzę, że Czesław jest w niebie, więc się pierdolnę na dywan w wyjściowym stroju i butach na obcasach (67 points, 13 comments)
    4. Tomasz Raczek: "Rodziny tych, którzy zginęli w katastrofie samolotowej w Smoleńsku (...), od Barbary Nowackiej po Jarosława Kaczyńskiego, powinny czuć się głęboko zranione stopniem artystycznej nieudolności, jaką prezentuje film pt. „Smoleńsk”. Równie boleśnie powinniśmy odczuwać to my wszyscy..." (64 points, 40 comments)
    5. Nowe kalendarze w CBA z Kaczyńskim, Dudą i Szydło (60 points, 49 comments)
    6. Zapłakany facet porusza ustami zgodnie z tekstem piosenki disco polo, gdy wyświetlana jest prośba o wysyłanie SMSa aby pomóc, a prowadząca podryguje w rytm muzyki. Szanowni państwo, oto publicystyka w TVP (60 points, 29 comments)
    7. Antoni Macierewicz w fartuszku w łosie, przyrządzający polędwicę Chateaubriand opowiada o Smoleńsku. (55 points, 24 comments)
    8. W centrum Poznania zasłabła młoda dziewczyna. Znajomy, który udzielał jej pomocy, dał swój telefon stojącemu obok mężczyźnie i poprosił o wezwanie pogotowia ratunkowego. Ten, korzystając z zamieszania, uciekł z nim. Skradziony telefon odnalazł się w lombardzie, teraz złodzieja szuka policja. (53 points, 33 comments)
    9. Wyzwanie dla miasta stołecznego Warszawy: ściąć trawę obok chodnika i przystrzyc gałęzie (51 points, 6 comments)
    10. Euro 2016: Zwycięstwo ze Szwajcarią, Polska w ćwierćfinale! Po 120 minutach był remis 1:1, ale nasza reprezentacja okazała się lepsza po rzutach karnych (49 points, 14 comments)
  6. 1477 points, 32 submissions: Hagee0r
    1. Podsumowanie Caracali Black Hawków i MON (80 points, 95 comments)
    2. [funny content] W Czelabińsku adblock ewoluował do reala (79 points, 10 comments)
    3. Kto mówi prawdę, kto zaś kłamie? (69 points, 46 comments)
    4. Ateiści do ateistanu. Kogo wyrzuci z Polski posłanka PiS (66 points, 61 comments)
    5. Radek Sikorski o rewelacjach znalezionych przez Maciarewicza w mailach MSZ z 2010r. (63 points, 22 comments)
    6. Wilki wróciły w okolice Wałbrzycha po ponad 100 latach (57 points, 5 comments)
    7. Biedroń pokazuje budżet Słupska. Na infografikach. 'Tak powinno być w każdym mieście' (55 points, 49 comments)
    8. Rząd konsultuje pomysł "czarnej listy stron" ale tak, by nikt o tym nie wiedział (52 points, 35 comments)
    9. Macierewicz bada OKO.press (52 points, 10 comments)
    10. Śląskie: 500 zł za każde nieszczepione dziecko (49 points, 33 comments)
  7. 1393 points, 26 submissions: nautilius87
    1. A ja chciałem tylko napisać... (157 points, 55 comments)
    2. Polska dola w brexitowej Wielkiej Brytanii [humor] (99 points, 20 comments)
    3. Dobry rzecznik jest wart swojej wagi w złocie xD (nie, to nie fejk) (81 points, 27 comments)
    4. Wielki sukces polskiej dyplomacji! Ramię w ramię z Rosją, Iranem i państwami arabskimi doprowadziła do usunięcia z rezolucji ONZ apelu o dekryminalizację homoseksualizmu. (79 points, 127 comments)
    5. Takie rzeczy leżą w kioskach (62 points, 59 comments)
    6. Jaka będzie pierwsza decyzja nowego króla? (58 points, 47 comments)
    7. “Patriota” z Legnicy zabił młotkiem “zdrajców narodu” (55 points, 53 comments)
    8. Między obchodami rocznicy powstania a ŚDM Andrzej Duda zdążył podpisać ustawę o TK. Pamiętacie jak szef tego pana apelował o nieprowadzenie sporów politycznych do końca wizyty papieża? (52 points, 41 comments)
    9. Łaskawy okupant: "Episkopat pozwoli na dyskusję w Sejmie nt. aborcji. Zaznaczy tylko, w jakim kierunku powinny pójść zmiany" (51 points, 12 comments)
    10. Szaleństwo władzy: Ziobro grozi, że ujawni podsłuchy z prywatnych rozmów nieskazanego człowieka, jeśli ludzie będą brzydko pisać o prokuratorach w Internecie (51 points, 26 comments)
  8. 1152 points, 25 submissions: SoleWanderer
    1. Kto jest Polakiem (109 points, 34 comments)
    2. Amber Gold i SKOK - porównanie (66 points, 24 comments)
    3. MACIE ŻYĆ TAK, JAK MY ŻYJEMY - Tygodnik Powszechny (66 points, 101 comments)
    4. Wszystkim redditorkom życzymy wszystkiego najlepszego! (65 points, 17 comments)
    5. Dziś przypada 73. rocznica wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim. Cześć ich pamięci. (57 points, 3 comments)
    6. Nie zapomnijmy - 75 lat temu miał miejsce pogrom w Jedwabnem (49 points, 53 comments)
    7. Polska wstaje z kolan! (47 points, 18 comments)
    8. Co się teraz w sejmie odpierdala... (47 points, 49 comments)
    9. Klasy o profilu call center powstaną w polskich szkołach (47 points, 48 comments)
    10. Poland's Grand Experiment in Open Source Education (45 points, 3 comments)
  9. 1128 points, 21 submissions: kwahoo2
    1. Partia Razem wyświetliła wyrok TK na budynku KPRM (112 points, 57 comments)
    2. Wpadka w "Pytanie na śniadanie" [nie dla wrażliwych] (85 points, 37 comments)
    3. Porady dla oddanego zwolennika PiS (73 points, 39 comments)
    4. Okładka najnowszego numeru tygodnika Angora (71 points, 23 comments)
    5. PiS chce znieść zakaz wykorzystywania nielegalnie zdobytych dowodów (62 points, 65 comments)
    6. Wystąpienie Barbary Nowackiej podczas debaty o aborcji (61 points, 21 comments)
    7. PiS opodatkuje nawet Aliexpress. 40 zł od każdej przesyłki (60 points, 32 comments)
    8. Coraz weselej na tym polskim Twiterze... (60 points, 36 comments)
    9. 500+ po włosku, każdy Włoch dostanie 500€ na 18 urodziny do wydania na książki, bilety do teatru, kina [ang.] (51 points, 16 comments)
    10. Dwie wydawczynie zwolnione z TVP Info. 'Uznały, że protest KOD powinien być najważniejszym wydarzeniem' (50 points, 53 comments)
  10. 986 points, 21 submissions: darosoldier
    1. Rekord Świata Anity Włodarczyk! 82,29m deklasuje rywalki (74 points, 64 comments)
    2. Dramat Popka. Po likwidacji gimnazjów w jednej chwili stracił całą swoją publiczność (68 points, 5 comments)
    3. Helikoptery już nieaktualne. Ministerstwo obrony ogłosiło plan budowy Husarskiej Gwiazdy Śmierci (68 points, 13 comments)
    4. Powódź zniszczyła dom mężczyzny, który twierdzi, że Bóg zsyła klęski żywiołowe, żeby karać gejów (60 points, 11 comments)
    5. Ustawa antyterrorystyczna wprowadzi blokowanie stron, a miała nie dotyczyć internetu! (53 points, 22 comments)
    6. Steam trains in Poland in the 1980's - rare footage (52 points, 8 comments)
    7. 13 kwietnia 1996r. (51 points, 6 comments)
    8. O maszyniście-bohaterze z Wielkopolski, który wybiegł z kabiny i ostrzegł pasażerów przed wypadkiem piszą media na całym świecie, nawet w Wietnamie i Iranie. (51 points, 10 comments)
    9. Nie żyje Zdeněk Smetana, twórca Wodnika Szuwarka oraz Żwirka i Muchomorka [CZ] (48 points, 4 comments)
    10. Zabili matkę, bo nie chciała całować krzyża. Mówią, że to egzorcyzmy (47 points, 37 comments)
  11. 977 points, 17 submissions: ben13022
    1. Energia wiatrowa w Polsce [Andrzej Rysuje] (115 points, 1 comment)
    2. My też byliśmy kiedyś Syryjczykami. (89 points, 92 comments)
    3. Myśl polityczna obecnego i byłego szefa MSW w jednym obrazku [Dobra zmiana] (80 points, 54 comments)
    4. "Żałosna logika" o sytuacji w Polsce. (72 points, 96 comments)
    5. Epickie zwycięstwo polskiej prawicy w walce z islamizacją Polski. (71 points, 50 comments)
    6. Trzeba mierzyć siły na zamiary. [Andrzej Mleczko] (69 points, 9 comments)
    7. Prawdziwy rozmiar Polski na mapie światowej. (odwzorowanie Merkatora) (66 points, 25 comments)
    8. Cicha tragedia konserwatystów (64 points, 31 comments)
    9. Jak wstąpiłam do ONR [Duży Format] (54 points, 35 comments)
    10. Nowa okładka OdRzeczy "Polska kontra Homoimperium" [Satyra] (47 points, 112 comments)
  12. 919 points, 15 submissions: 936535898
    1. Najlepszy mem z prezydentem wszechczasów. Szkoda tylko, że zamkną autora. (126 points, 49 comments)
    2. Biedny koń. (84 points, 21 comments)
    3. Niedziela jest dla Boga. (81 points, 36 comments)
    4. Ból dupy heteroseksualnych Polaków-katolików jest piękny. (72 points, 171 comments)
    5. Wieloletnie badania w seminariach. (67 points, 10 comments)
    6. Porównanie czasu antenowego rządu i opozycji w TVP, II kwartały 2015 i 2016. (64 points, 23 comments)
    7. To zdjęcie to kwintesencja polskości. (64 points, 53 comments)
    8. 🎵 Deportuj mnie! 🎵 (62 points, 22 comments)
    9. TIL wszyscy Słowianie to Izraelici (56 points, 56 comments)
    10. Brak mi kurwa słów. Dmowski czczony na marszu KODu zaczynającym się na ulicy Narutowicza. (53 points, 41 comments)
  13. 855 points, 9 submissions: jedrekk
    1. Google Translate, not even once. (260 points, 18 comments)
    2. Pycha (162 points, 114 comments)
    3. Za każdym razem jak widzę polskiego neo-nazistę (125 points, 36 comments)
    4. Jak tu nie kochać polskiej wiosny? (różnica jednego miesiąca w lasku bielańskim) (71 points, 13 comments)
    5. Polska szlachta go nienawidzi! (64 points, 12 comments)
    6. Stylówka nadrzeczna. (63 points, 8 comments)
    7. Ponowny minister środowiska, Jan Szyszko, dwa lata temu wysłał do premiera zapytanie w sprawie 'chemitrails'. (41 points, 81 comments)
    8. Klasa maturalna z warszawskiego liceum z 1966 r. (36 points, 14 comments)
    9. Grafik od karty dań chyba nie wstrzelił się z tłumaczeniem... (33 points, 5 comments)
  14. 830 points, 15 submissions: Cairneann
    1. Meanwhile in Warsaw (x-post z /europe) (98 points, 5 comments)
    2. Analiza powyborcza - ilość dzików vs polityczne preferencje. Przypadek? Nie sądzę. (89 points, 17 comments)
    3. Dexterewicz (85 points, 6 comments)
    4. me irl (78 points, 9 comments)
    5. Domek z Kart (64 points, 10 comments)
    6. Tak wygląda Słowenia po wprowadzeniu ustawy o ochronie krajobrazu. Miejmy nadzieję, że Polska niedługo też będzie tak wyglądać (58 points, 15 comments)
    7. Nowy wygląd — opinie, pytania, uwagi (47 points, 26 comments)
    8. Rząd skasował wyrok Trybunału Konstytucyjnego - Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia nie wejdzie w życie, powiedziała szefowa Kancelarii Premiera Beata Kempa. (46 points, 72 comments)
    9. Guten Tag /de! Welcome to our cultural exchange session! (44 points, 132 comments)
    10. Test na Murzyna, czyli jak prawicowcy tępili lewactwo na Wykopie automatycznymi skryptami (39 points, 64 comments)
  15. 804 points, 17 submissions: betraying_chino
    1. Gdy myślisz, że Ziemkiewicz sięgnął dna - on bierze łopatę i kopie głębiej (85 points, 35 comments)
    2. Przełomowa decyzja SN: Pary jednopłciowe mają takie samo prawo do odmowy zeznań jak małżeństwa (76 points, 39 comments)
    3. Radny PiS o szczepionkach przeciw HPV: To przygotowanie dziewcząt do prostytucji (63 points, 19 comments)
    4. Polska, 2015 rok. Sejm się śmieje, bo czarnoskóry poseł mówi 'bananowy' (53 points, 51 comments)
    5. Już jutro intronizacja Jezusa Chrystusa na króla. Prezydent weźmie udział w uroczystościach (49 points, 41 comments)
    6. Najlepszy w tym roku żart primaaprilisowy (47 points, 5 comments)
    7. Zbigniew Ziobro łamie przepis konstytucji. Ustawa mówi jasno: Nie może łączyć tych dwóch funkcji (46 points, 21 comments)
    8. 25-latek, bez doświadczenia, z karierą w organizacji studentów. Oto nowy szef rady nadzorczej Agencji Mienia Wojskowego (41 points, 32 comments)
    9. Cała prawda o Empiku (40 points, 8 comments)
    10. Gdy przed północą telewizje zakończyły transmisje z posiedzenia, na sejmowej sali wydarzyło się coś bardzo ważnego (40 points, 27 comments)
  16. 765 points, 15 submissions: _Xanthia_
    1. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne (102 points, 5 comments)
    2. Homeopatia - wygrana Naczelnej Izby Lekarskiej w sporze z UOKiK. Homeopatia nie może być stosowana w terapii, nareszcie! (92 points, 20 comments)
    3. Kiedy chcesz się przywitać, ale jesteś tylko prezydentem i nikt cie nie zauważa... (63 points, 31 comments)
    4. Microsoft nikogo nie oszczędza... (51 points, 13 comments)
    5. Apteka oferuje 'lek' na depresję po aborcji i in vitro, czyli ulotka z modlitwami i ikona Za jedyne 9,90 zł. Sprawa trafiła do prokuratury. (51 points, 32 comments)
    6. Tusk powołał, Szydło rozwiązała. Rada ds. walki z rasizmem i ksenofobią przestaje istnieć. (46 points, 55 comments)
    7. Smok Wawelski dowodem na dinozaury wśród ludzi, a Ziemia ma 6000 lat. Pseudonauka ma się w Polsce coraz lepiej (46 points, 51 comments)
    8. Nowa ustawa antyterrorystyczna - wyłączą miliony kart pre-paid, od 1 czerwca obowiązkowa rejestracja danych. (45 points, 47 comments)
    9. Kaczyński dla Rządu nie pracuje, nie ma oficjalnej funkcji ale wożą prezesa... policyjnym śmigłowcem. PiS nie zamierza się tłumaczyć. (45 points, 28 comments)
    10. Młodzi, z tzw. dobrych domów dostali "zawiasy" za gwałt zbiorowy, syn polityka otrzymał najniższą karę. Będzie apelacja. (43 points, 15 comments)
  17. 686 points, 9 submissions: The_Cl0ud
    1. No woman, no cry (169 points, 6 comments)
    2. Tomasz Lis nie wie jak działają reklamy. (93 points, 18 comments)
    3. Czcij bliźniego swego jak siebie samego. (90 points, 19 comments)
    4. Hillary dzwoni do Kijowskiego. (83 points, 19 comments)
    5. Tomasz Lis przewiduje przyszłość niczym wyrocznia delficka. (62 points, 25 comments)
    6. Obama o Trybunale (żeby każdy sobie sam posłuchał) (60 points, 23 comments)
    7. Poczta Polska sprzedaje znaczek na 25-lecie Radia Maryja. WOŚP takiego zaszczytu nie dostąpiła (56 points, 22 comments)
    8. Spotkanie kibiców Polski i Irlandii pn. (40 points, 3 comments)
    9. Jedyne zdanie z którym się zgadzam o sytuacji z apelem powstania. (33 points, 15 comments)
  18. 623 points, 12 submissions: metmike89
    1. Świetny występ polskich lekkoatletów na Mistrzostwach Europy. Sześć złotych medali i zwycięstwo w klasyfikacji medalowej. (78 points, 9 comments)
    2. Plakat tegorocznej trasy Behemotha po Polsce. Ciekawe jak zareagują nasze władze. (65 points, 85 comments)
    3. Richard Dawkins o Janie Pawle II (61 points, 136 comments)
    4. "Błaszczak: Polska znalazłaby się w takiej sytuacji, jak Francja, gdyby nie zmiana rządu". IS HE FUCKING SERIOUS? (57 points, 86 comments)
    5. Sąd ponownie nie zgadza się na rejestrację Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Bo nie. (55 points, 40 comments)
    6. Naukowa analiza ostaniach sekund lotu Tupolewa. Warto podesłać tym którzy twierdzą, że to nielogiczne i wbrew prawom fizyki, żeby brzoza doprowadziła do katastrofy samolotu. (53 points, 56 comments)
    7. Dni Makłowicza w TVP są już chyba policzone... (52 points, 21 comments)
    8. Rozmówki angielskie z 1857 roku (46 points, 14 comments)
    9. Ksiądz skazany za molestowanie 15-latki prowadzi ośrodek kolonijny. "Ja też mam swoje prawa". (44 points, 20 comments)
    10. Ciemna strona legendy żołnierzy wyklętych (39 points, 21 comments)

Top Commenters

  1. illmaticmat (8352 points, 760 comments)
  2. Xarvas (6085 points, 513 comments)
  3. wonglik (4742 points, 601 comments)
  4. kalarepar (3363 points, 417 comments)
  5. vonGlick (2979 points, 388 comments)
  6. Technolog (2907 points, 421 comments)
  7. pothkan (2718 points, 485 comments)
  8. Nudysta (2385 points, 213 comments)
  9. Writerro (2295 points, 299 comments)
  10. NeFu (2256 points, 270 comments)
  11. nautilius87 (2157 points, 311 comments)
  12. wgszpieg (2145 points, 253 comments)
  13. wodzuniu (2002 points, 267 comments)
  14. jelonek (1902 points, 367 comments)
  15. SoleWanderer (1900 points, 471 comments)
  16. spotter (1782 points, 270 comments)
  17. metmike89 (1660 points, 173 comments)
  18. Hagee0r (1634 points, 221 comments)
  19. Yadovid (1609 points, 251 comments)
  20. daneelr_olivaw (1567 points, 270 comments)
  21. Aunt_Lisa (1544 points, 198 comments)
  22. Sithrak (1441 points, 294 comments)
  23. podian (1399 points, 223 comments)
  24. InVin0Veritas (1353 points, 214 comments)
  25. Zangusta (1346 points, 201 comments)
  26. Draki1903 (1312 points, 213 comments)
  27. leBuska (1297 points, 100 comments)
  28. Thebackup30 (1261 points, 243 comments)
  29. NieustannyPodziw (1244 points, 162 comments)
  30. jPaolo (1182 points, 156 comments)
  31. ishi_hauser (1174 points, 217 comments)
  32. kwahoo2 (1155 points, 149 comments)

Top Submissions

  1. Google Translate, not even once. by jedrekk (260 points, 18 comments)
  2. Przeciętny wyborca PiS by @rzep by illmaticmat (249 points, 24 comments)
  3. Stanisław Lem "Powrót z gwiazd", 1961 r. by Technolog (248 points, 33 comments)
  4. Those polish boys only care about one thing by dukenPL (221 points, 62 comments)
  5. Tymczasem w Polsce... by repostuje (211 points, 48 comments)
  6. Beautiful wooden church in Polish Tatra Mountains [OC] by JuriStropkov (191 points, 12 comments)
  7. One picture is worth a thousand words by TroubledWalrus (190 points, 34 comments)
  8. Poprawiona wystawa na kieleckim rynku by pasekwgazie (186 points, 85 comments)
  9. Wojciech Kossak - "Józef Piłsudski na Kaszance" by Niedowiarek (183 points, 22 comments)
  10. (niektóre) Wykopki odkrywają reddit. by repostuje (175 points, 59 comments)

Top Comments

  1. 131 points: Bazyleo's comment in Mój chłopak zaczął się uczyć polskiego...
  2. 114 points: Xarvas's comment in Sebowie wyklęci, na murze zaklęci
  3. 112 points: pasekwgazie's comment in Ból dupy heteroseksualnych Polaków-katolików jest piękny.
  4. 93 points: Carasee's comment in Sejm zdecydował: projekt "Ratujmy kobiety" upadł, "Stop aborcji" do dalszych prac
  5. 92 points: nautilius87's comment in Abp Hoser w TVP o ciążach z gwałtu: "Tych przypadków nie ma wiele. Stres jest tak silny, że do zapłodnienia dochodzi rzadziej".
  6. 92 points: pasekwgazie's comment in Ból dupy heteroseksualnych Polaków-katolików jest piękny.
  7. 88 points: wonglik's comment in (niektóre) Wykopki odkrywają reddit.
  8. 88 points: deleted's comment in Tymczasem na fejsbukowym profilu PiS-u
  9. 83 points: Bazyleo's comment in Szkoda.
  10. 79 points: kalarepar's comment in Tymczasem w Polsce...
Generated with BBoe's Subreddit Stats (Donate)
submitted by subreddit_stats to subreddit_stats [link] [comments]


2016.10.13 17:17 ben13022 "Ja bym radziła rodzić." Kobiety ze wsi o aborcji i czarnym proteście.

Widzę w telewizji: wszyscy na czarno idą, krzyczą, deszcz leje. "Czy to żałoba jakaś? - pomyślałam. - Aaa, to tylko kobiety". Machnęłam ręką i poszłam zmywać. Na wsiach nie wszyscy słyszeli o czarnym proteście. Kobiety zapewniają, że żadnej ciąży by nie usunęły. Ale nikomu swojej decyzji nie chcą narzucać. Proszą, by zabieganym kobietom z miasta przekazać wiadomość: zastanówcie się dwa razy, zanim podejmiecie decyzję.
Jak nie dzieci, to co?
Beata ma 28 lat, troje dzieci. Nie pracuje, zajmuje się dziećmi i domem.
Beata: - Mąż wiadomości oglądał. Tak tylko w telewizor spojrzałam, bo wszystko nie poprane, nie pomyte. A tu wszyscy na czarno, idą, krzyczą, deszcz leje, a ludzie zawzięci. "Czy to żałoba jakaś? - pomyślałam. - Aaa, to tylko kobiety". Machnęłam ręką i poszłam zmywać.
W życiu to ja generalnie poszłam za mężem. Wiedział, czego chce. Mówił, że rodziny, dzieci i domu. A ja chciałam dzieci mieć, nawet czworo. I pomyślałam: on pracę ma, na cementowni, przy maszynach. Wiadomo, zarobi. Jego mama blisko, siostra jego tu mieszka. W razie czego pomoc będzie. Potem sobie policzyłam: dom będzie po rodzicach, duży, jest działki kawałek. To się ułoży.
Mnie nie ciągnęło do chłopaków. Ale dzieci zawsze chciałam. Mama opowiadała, że ledwo sama chodziłam, a już wózek z lalką chciałam pchać. Kobietę ciągnie do opieki.
Nigdy nie byłam jakaś taka, no, urodziwa. Ani dobrych ocen nie miałam. Pieniędzy też nie miałam w domu. Nic nie umiałam. Tyle że ugotowałam. Mamie pomogłam. No normalna dziewczyna. Zwykła. Do czego ja bym była potrzebna? Na co komu? Co ja mogłam chcieć? Ojciec się zapił na śmierć. To ja ojca chyba szukałam. Nie dla siebie. Dla swoich dzieci. Chciałam dzieciom dać ojca. Tak dziś to widzę.
Kim ja bym bez tych dzieci była? Nikim. Mnie by nie było. Gdyby nie dzieci, nie miałabym po co żyć.
Nigdy nie pomyślałam o aborcji. Jak te kobiety szły, to ja się zastanawiałam: na co im to życie? Czego one chcą, dorosłe kobiety, jak nie dzieci, to co? Co one w życiu robią? Jak facetowi się odwidzi i do innej pójdzie, to co one zrobią? Same zostaną. To dopiero tragedia. Mnie samej by się tak przykrzyło, że nie chciałabym żyć. Jak czasem sama w domu pobędę, to już mi się płakać chce. Nie wiem czemu. Jak dzieci są, to się nie ma czasu na takie tam.
Gdyby mi ktoś zrobił krzywdę, znaczy zgwałcił, tobym urodziła. Każdego trzeba kochać. Mnie ojciec nie kochał, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek trzeźwy był. Pasem dostałam nie raz. On by pewnie wolał, żeby mnie na świecie nie było. Nieraz krzyczał, że my - ja z bratem - za przeproszeniem, "mamy wypierdalać", bo nikt nas nie chciał. Albo mówił do mnie: "I na co się toto urodziło?". No i ja bym miała być taka?
Ja powiem jak kobieta do kobiety: chłop każdy sobie pójdzie. Tak się wydaje, że oni kochają. Ale oni kochają tylko przed. Jak już dostaną, co chcieli - wie pani, o co mi chodzi - to każdy by poszedł w swoją stronę. Rację mam? A dziecko się nie odwróci od matki. Każdy się odwróci, ale dziecko od matki nigdy.
Gdyby dziecko było chore, urodziłabym. Gdyby miało żyć tylko chwilę, też bym urodziła. Natura sama zrobi swoje. Ale zabijać, bo jest chore? Przecież ciągle lekarze wymyślają nowe leki. I gdyby trzeba było, tobym przy łóżku siedziała. A jakby cierpiało? Miałoby rodzeństwo, które by je kochało. I matkę, która by się go nie wyrzekła. Gdyby miało Downa, to też przecież człowiek. Inny, ale człowiek.
Ja bym urodziła. Ale nikogo innego bym nie zmuszała.
Gdyby było ryzyko, że sama umrę? No to chyba nie zdarza się często? Nie umiem sobie tego wyobrazić.
Magda ma 23 lata i dwoje dzieci. Nie pracuje, czasem dorabia sezonowo, zbierając owoce. Chce iść do pracy, gdy odchowa półtoraroczną Monikę. Paweł, jej mąż, złota rączka, tanio naprawia samochody i skutery.
Magda: - Nie myślałam o dzieciach. Ani o seksie. Ale że mi się chłopak spodobał, to poszłam z nim do łóżka. Chciałam, żeby mu się ze mną podobało. Chciałam mieć chłopaka takiego, co samochodem mnie zawiezie a to na zakupy, a to na dyskotekę, a to na wakacje. Czy ja byłam zakochana, to nie umiem powiedzieć. Co ja w głowie miałam? Nie pamiętam. Ani mi w głowie nauka była, ani nic. Wiadomo, że każda dziewczyna by chciała ślubu, a potem rodzinę założyć. Nie wierzę, że nie. Każda jedna feministka też chce. Tylko może tak wychowana, że się nie przyzna. Może się wstydzi. Może myśli, że lepsza jest.
Jak zaszłam w ciążę i miał urodzić się Kubuś, to miałam 19 lat. Mamie mówiłam, że wcześnie. A ona: "Wcześnie? Ja już w twoim wieku dwójkę miałam". Mówię mamie: "A może by tak zrobić, żeby tego dziecka nie było. Bo chciałam za granicę na stałe jechać do pracy, do Anglii". Jak mnie mama w łeb walnęła ręką, to aż się o ścianę oparłam. "Gdzie będziesz dziecko wozić - zapytała. - Trzeba było nóg nie rozkładać". Aż tak mi powiedziała.
Mnie się chciało latać to tu, to tam, ja chciałam, żeby jeszcze być córunią. U nas się mówi: "ciekać". Tak mi mama mówiła: "Ciekać ci się chce? Ja ci zaraz z głowy wybiję głupoty". Mnie się wydawało, że to taka kara - ta ciąża - za to, że ja niegrzeczna byłam. Nie chciałam pomagać przy świętach ani grobów czyścić. Wszystko mnie nudziło.
Co mnie interesowało? Lubiłam ze zwierzętami być, wszystkie bym głaskała i brała na ręce. Ale ani z tego zawód, ani nic.
Jak już brzuch było trochę widać, to ciotki się zeszły i mówiły, że ja już dziewczynka nie jestem, jak kiecę zadzieram. Patrzyły na mnie już inaczej. Już gotowanie mnie czekało, już sprzątanie, już nie było, że się można powłóczyć. Jak zaszłam w ciążę, to mnie już nikt po głowie nie pogłaskał. Ja już nie byłam mała Madzia. Dopóki Kubusia nie urodziłam, to byłam takie nie wiadomo co. Ani szkoły nie skończyłam, do matury w liceum nie dociągnęłam. Nie miałam planu. Pustka w głowie. Nawet nie pamiętam, kim ja wtedy byłam i o czym myślałam. Paweł, ty pamiętasz, jaka ja wtedy byłam?
Z pokoju słychać męski głos. Paweł: - No jaka? Taka sama. Mówiłaś, że dzieci chcesz.
Magda: - Ja mówiłam, że dzieci chcę?
Paweł: - No a jak?
Magda: - Może tak mówiłam. Jak się Kubuś urodził, to zmądrzałam. Już byle gdzie nie biegłam. Już tak syna pokochałam, że mi nikt nie był potrzebny. Już się nie przejmowałam kłótniami z mamą, już o Pawła taka zazdrosna nie byłam. Zaraz potem drugiego synka pod sercem nosiłam. Ale poroniłam. Nie wiem czemu. Naprawdę nie wiem. Broń Boże nie popalałam. Ani nic. Mama mi powiedziała, że też poroniła jak ja. Może to rodzinne. Bałam się, że już w kolejną ciążę nie zajdę przez to. A chciałam, nie powiem. A potem znowu zaszłam w ciążę. Mnie wtedy znowu nikt nie obchodził, tylko ta córeczka. Bo to cały sens mojego życia. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Niech się ze mnie miastowe śmieją.
Paweł wchodzi do pokoju: - Będą chciały te w mieście dzieci mieć, to się ockną tak późno, że już nie będą mogły. A jak się nie wie, co się chce, bo człowiek młody i głupi, to trzeba zobaczyć, jak inni żyją.
Magda: - Dopóki się dziecka nie urodzi, to samej jest się dzieckiem. Każda jedna, co chce usunąć, to tak jakby chciała jeszcze małą dziewczynką być. A tak się nie da. Więc ja tobym radziła rodzić, bo jak się usunie, to nie wiadomo, czy się będzie potem mogło znowu zajść. No i przede wszystkim: ile tak można ciekać w życiu?
Paweł: - Nie chcesz mieć dzieci? A ty skąd się wzięłaś? Ciebie ktoś urodził przecież, nie? No to na logikę to weź. Tak już jest.
Magda: - Gdyby nie mogło mówić, w łóżku tylko leżało? Może jestem zacofana, ale mnie się w głowie nie mieści zabijać dzieci. Wiadomo, że bałabym się, że my tu rady nie damy, że tyle tysięcy by trzeba wydać, a to na leki, a to na maszyny podtrzymujące życie. Skąd by na to brać? Nie wiem. Jak o tym myślę, to mi przykro, ale mimo wszystko ja usunięcia dziecka bym nie zniosła. Może jestem samolubna, ale nie dałabym rady.
Paweł: - Wszystkie dzieci się kocha. Zarobiłbym, pożyczył, wyjechał za granicę, ale bym nie dał zabić potomka. Nawet Downa.
Magda: - Że w mieście trudniej, w jakiej wynajętej kawalerce, bez rodziny, pieniędzy? Zawsze gdzieś jest jakaś rodzina, zawsze można się przeprowadzić. Po prostu jak masz dziecko, to już nie ma, co ty wolisz. Dzieci są najważniejsze, a nie to, że chce się w mieście mieszkać. Zawsze jakieś wyjście jest.
Czy innym kobietom bym aborcji zakazała? Ja nie jestem taka mądra, żeby komukolwiek czegoś zakazywać.
Terlikowski? Nie znam. Marsz esesmanek? Nie, no to przesada.
Agnieszka ma 21 lat. Mieszka na wsi, u rodziców, w małym pokoiku ze swoim synkiem. Rodzice pomagają. Zajmują się chłopcem, wspierają finansowo.
Agnieszka: - Wszyscy o tym wiedzą, wszyscy plotkują, choć to już cztery lata. Ojcem Michałka jest mój kuzyn. Nie chcę o tym rozmawiać za dużo. Zresztą wystarczy, że wyjedziesz na wieś i powiesz, że u mnie byłaś. Od razu wszystkiego się dowiesz. Michaś ma dziś cztery lata. Nawet się nie interesowałam, czy go usunąć, czy nie. Co on winny?
Wszystko to się stało przez alkohol. Ja byłam młoda i też wstawiona. Byliśmy u nas pod sklepem, a potem na dyskotece. Miałam 17 lat, a kuzyn 28. Ciągnęło nas do siebie. Jeszcze do domu nie wróciłam w nocy, a już wszyscy wiedzieli, co się stało między nami. Nakrzyczeli na Marka, że to gwałt. Ja tego tak nie nazywam, bo może i młoda byłam, ale on mi się podobał. Nie wiem już sama, co jest prawdą, a co nie. Najgorsze, że kuzyn wyjechał za pracą i nas zostawił. To było większe zło niż ta ciąża. Ani się do nas nie odzywa, ani nie przysyła pieniędzy. Jego rodzina Michasia nie uznała. Nawet na niego nie patrzą, jak się mijamy na ulicy.
Kuzyn chciał, żebym usunęła, powiedział, że zabierze mnie do miasta i zapłaci za zabieg. Bo to przypadek, pijany był i żałuje. A ja jeszcze myślałam, że będziemy razem. Aż tu nagle sama zostałam z dzieckiem.
Mieszkam z mamą i z tatą. Dzięki nim skończyłam szkołę, zdałam maturę, a teraz pracuję w sklepie. Ale wtedy nie było człowieka, który by mi nie mówił, żebym usunęła. Był moment, kiedy codziennie namawiali mnie mama, tata i siostra. Ale ja wiedziałam, że to by było złe. Wierzyłam w Boga i nie chciałam mieć grzechu. Pomyślałam, że Bóg mi pomoże. Że na pewno jest jakiś większy sens niż tylko to, co sami widzimy. I nigdy nie żałowałam.
Ale jak dziecko miałoby umrzeć po porodzie, to sama nie wiem, jaką decyzję bym podjęła. Gdyby ciąża zagrażała mojemu życiu, może zdecydowałabym się na aborcję. Ale nie wiem, kto powinien o tym wszystkim decydować. Nie jestem pewna, czy kobieta sama podejmie odpowiednią decyzję.
Dobrze, że aborcję trudno zrobić, że schodzą się komisje, że jest czas, żeby się zastanowić. Bo jakby można zrobić tak od ręki, to w emocjach każdy by poszedł usunąć od razu. Kiedy ma się problem, każdy od razu chciałby ten problem usunąć. Myślę, że nawet kobiety zgwałcone, porzucone, młode powinny urodzić. Nie dlatego, że ja im życzę źle, ale właśnie dlatego, że życzę dobrze. Jeśli urodzisz dziecko, nawet w trudnych okolicznościach, i wytrwasz ten najgorszy moment, potem będziesz szczęśliwsza. A jak usuniesz, może na chwilę będziesz szczęśliwa, ale potem będziesz nieszczęśliwa do końca życia. Każdy coś myśli i każdy coś czuje. Ale z czasem człowiek czuje inaczej i co innego myśli.
Kasia i Darek, rodzice trzyletniej Elizy, mieszkają w podsandomierskiej wsi. Ale spotykamy się w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie przyjeżdżają co miesiąc na kontrolę. Eliza cierpi na niewydolność nerek spowodowaną wadą wrodzoną układu moczowego. Kasia ma 27 lat, poświęca się całkowicie opiece nad chorą córką.
Kasia: - Eliza zachorowała, kiedy miała dwa lata. Najpierw zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Czy czegoś nie zauważyłam w odpowiednim momencie? Czy to moja wina, że jej układ moczowy nie wykształcił się odpowiednio?
Kiedy dowiedzieliśmy się, że trzeba jechać do Warszawy na badania, zamarłam. Zrezygnowałam z pracy, miałam swój sklep 1001 Drobiazgów. Przejęła go szwagierka z mężem. Inaczej musiałabym zamknąć. A tak oni mogą sobie zarobić i mnie skapnie kilka złotych miesięcznie. Darek jeździ w Sandomierzu jako kierowca w dużym sklepie z hydrauliką i budowlanką. Dorabia na taksówce wieczorami.
Ja już nie marzę o tym, żeby Lizka była zdrowa, ale żeby jak najdłużej mogła żyć bez dializ.
Jestem przeciwko aborcji, zawsze byłam. To, że Lizka jest chora, nie znaczy, że powinna nie żyć! Ale kiedy na oddziale spotykam mamy, które czekają z dzieckiem na przeszczep, to czasem mówią: "Co to było wszystko warte? Czy nie lepiej, żeby się dziecko w ogóle nie rodziło, niżby miało tak cierpieć?". Nic nie mówię. Ale kiedy patrzę na te dzieci, to żal serce ściska. Chwilami myślę, że tak, może i lepiej, żeby ich nie było. Ale potem tak sobie siedzę w kaplicy i myślę, że nie da się świata oczyścić z cierpienia.
Cieszę się, że nie wiedziałam o chorobie Elizki, kiedy była jeszcze w brzuchu, bo może bym chciała podjąć pochopną decyzję. Może bym chciała usunąć ciążę ze strachu.
Małżeństwo? Z mężem cierpimy razem. Cieszymy się razem. Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej.
Darek: - Ja? Nigdy bym nie wymagał od żony, żeby usunęła. Facet nie powinien się wypowiadać na te tematy. Wolałbym, żeby kobiety nie usuwały ciąż. Ale nikogo nie oceniam. Niech każda para robi, co chce. Bo kiedy dziecko jest chore, nie ma słusznego wyjścia. Wszystko jest tylko minimalizowaniem cierpienia dziecka, minimalizowaniem błędnych decyzji.
Kasia: - Mieszkamy na wsi, jeśli Elizka będzie miała dializy, a niestety tak może się stać w niedługim czasie, to nie wiem, jak damy radę. Co, jeśli będzie padał śnieg, zepsuje się samochód? I nie będziemy mogli jej dowieźć na dializy? Aż boję się o tym myśleć. A o takich historiach na oddziale słucham prawie codziennie. Kuleje wsparcie państwa, głównie finansowe. Jakieś śmieszne dodatki, kilkadziesiąt złotych - co to jest? Przydałyby się pieniądze, rehabilitacja, pomoc miejscowych pielęgniarek. Kiedy człowiek zostaje sam z chorym dzieckiem, myśli o najgorszym. Kiedy codziennie budzisz się z lękiem, czy z twoim dzieckiem nie jest gorzej, to obecność pielęgniarki środowiskowej czy lekarza, choćby miejscowego lekarza domowego, byłaby dla nas wielkim wsparciem. Człowiek czuje ulgę, gdy ktokolwiek chce na dziecko spojrzeć, sprawdzić, czy nic groźnego się nie dzieje.
Czy innym kobietom kazałabym rodzić chore dzieci? Po tym, co tu widzę, nie śmiem nic mówić. Wierzę matkom chorych dzieci. Ufam im. Czasem się śmiejemy z dziewczynami na oddziale, że my powinnyśmy zostać prezydentami czy jakimiś innymi przywódcami, tak wszystko o życiu wiemy.
Patrycja ma 29 lat i pięcioro dzieci. Mieszka w starym domu, który wynajmuje dla niej gmina. We wsi ludzie mówią, że dzieci chodzą głodne, brudne, z niezmienionymi pieluchami. A nawet, że dzieci powinni jej zabrać, a ją wysterylizować. Patrycja nie wpuszcza mnie do domu, rozmawiamy w progu.
Patrycja: - Chcą mi je zabrać. Myślisz, że ja nie wiem, że na mnie donoszą do opieki społecznej? Ja nie piję. Leki biorę na padaczkę.
Żaden chłop nie chciał zostać ze mną i z dziećmi. Takie są chłopy. Moją mamę ojciec też zostawił, nie dała rady i zabrali mnie i siostry do domu dziecka. Ja sobie obiecałam, że choćby nie wiem co, to moich nie zabiorą. Choćbym się tu miała z nimi spalić!
Nie mam, jak pracować - bo kto się dziećmi zajmie? Ja nikogo nie mam. Żadnej rodziny. Wszyscy tu o mnie gadają, ale inni mają kogoś do pomocy przy dzieciach, mamę, teściową, koleżanki, sąsiadki. A ja jestem sama. Ale moje dzieci chodzą czyste. Zdrowe.
Prawie przy każdym dziecku mi aborcję proponowali. Sami lekarze mi mówili, że da się to załatwić. Panie w opiece i nawet jakiejś obce kobiety, które znam tylko z widzenia, a nawet wierzące takie babki, co w kościele w pierwszych ławkach siedzą, na "dzień dobry" mówiły mi, żebym usunęła. Że mi będzie łatwiej. Bo takie jak ja to mają usuwać, a bogate mają rodzić. Tacy ci katolicy są wszyscy do Pana Boga, dopóki biedna kobieta nie ma pięciorga dzieci. Wtedy toby sami wyskrobali.
Ale ja wtedy od razu w płacz: jak to dzieci zabijać? To ich wina, że ojcowie poszli w pizdu? Ja nikogo nie mam, tyle tylko co te dzieci. Nawet matka, jak wyszłyśmy z domu dziecka, to nas widzieć nie chciała. "Życie zmarnowane przez was" - mówiła. Sebastianek! Chodź, się pani pokaż.
W drzwiach stoi umorusany kilkuletni chłopiec z plastikowym pociągiem w ręce. Za nim po starej wygiętej podłodze raczkuje uśmiechnięta Olga. Dwoje dzieci jest w przedszkolu, najstarszy chłopiec w szkole.
Patrycja: - Mamy takiego grzyba na ścianie, że nie chcę nikomu pokazywać. Nie wiem, co z nim zrobić. Nie wpuszczam, bo boję się, że za chwilę przyjdą i zabiorą dzieci. A ten grzyb był, jak już tu przyszłam. Skromnie u nas. Tak teraz ludzie myślą, że musisz mieć pieniądze na dziecko. A jak nie masz, to co, usunąć? Mnie się to nie mieści w głowie. Czy ja jestem jakaś gorsza, bo nie stać mnie na nowe zabawki? Czy ja jestem gorsza matka? Czasem do mnie nawet ktoś powie w sklepie, że takie jak ja to powinno się podwiązać, bo robią dzieci jak pcheł. Ile razy ja z płaczem wychodzę z tego sklepu.
Czarny protest? Nie słyszałam. Żeby nie było całkowitego zakazu aborcji? Ja bym nie usunęła. Ale niech każdy robi, co mu się podoba. Chociaż może gdyby nie można byłoby robić aborcji, to ja bym nie słyszała, że jestem kurwa. Tylko bym była wtedy normalna matka. Bo mówią, że ja nieodpowiedzialna jestem. Nawet w opiece tak gadają, że nieodpowiedzialna matka, jak tak jedno za drugim rodzi. No a taka, co zachodzi i usuwa, to jest odpowiedzialna?
Gdyby okazało się, że dziecko będzie chore, a ja nie będę mogła mu pomóc? To chyba jedyna sytuacja, że pomyślałabym o aborcji. Żeby nie cierpiało, wolałabym. Ja ledwo szczepienia znoszę, jak moje dziecko płacze, nie mogę tego wytrzymać. A co dopiero, gdyby było chore.
Dlatego te kobiety wyszły na ulicę? Żeby chore dzieci nie musiały się rodzić i cierpieć? To miały rację. Niech one tu do nas, na Podlasie, przyjadą porządki robić w głowach.
Ela, 65 lat, ma córkę, syna i dwoje wnuków. Ani syn, ani córka nigdy nie rozmawiali z nią o aborcji.
Ela: - Pamiętam czasy, kiedy aborcja była legalna. I z pewnością nadużywana. Moje koleżanki robiły, nikt o tym specjalnie nie dyskutował. A ginekolog mi opowiadał, że kobiety traktowały ją jak późną antykoncepcję. Takie z głębokich wsi, nieświadome, robiły te aborcje bez zastanowienia. Nie chciałabym, żeby te czasy wróciły. Tak jak jest teraz, jest dobrze. A każdy, jeśli już koniecznie chce, znajdzie sposób na usunięcie ciąży.
Nie powinno być kar za zrobienie aborcji. Ci, co chcą absolutnego zakazu, poszaleli. Ale ci, co chcą, żeby można było jak kiedyś dziecko usunąć jak migdałki, też nie mają racji. Ja nikomu nie zabraniam, nikogo nie oceniam. Sama nie urodziłabym chorego dziecka. Nie zdecydowałabym się na poród, gdyby zagrażał mojemu życiu albo zdrowiu. Nie kazałabym nikomu rodzić na siłę i spuszczę zasłonę milczenia, kiedy ktoś chce ciążę usunąć, bo po prostu nie chce mieć dzieci. Widziałam w życiu dzieci zaniedbane, bo pracowałam wiele lat w opiece społecznej. Patrząc na nasze klientki, co ledwo miały na bilet, a przychodziły z gromadką dzieci, oceniałam je ostro. Myślałam: kolejne nieszczęścia chodzą po świecie, w nędzy mieszkają, lepiej, żeby cię matka nie urodziła. Ale dziś wiem, że nie mnie oceniać ludzi, nie mnie mierzyć macierzyństwo innych kobiet.
A państwo niech łapy trzyma gdzie indziej, niech da lepiej pieniądze na pomoc. Niech przymyka oko na czarny rynek aborcyjny. Niech każdy robi, co chce, i rozstrzyga we własnym sumieniu.
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.09.21 17:07 SoleWanderer Bezdomny ochroniarz na służbie za 3.50 - wyborcza

Ochroniarz z Katowic nie dostał wypłaty, więc z fontanny wyciągnął 3 zł na jedzenie. I za to wyleciał.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20690992,bezdomny-ochroniarz-na-sluzbie-za-3-50.html
Wrocław. Deszczówka zbiera się w słoiku. Krople gaszą Jankowi papierosa skręconego z gazety. Chowamy się do betonowej budy, w której śpią razem z Zośką. Ogródki działkowe na Oporowie spowija zasłona wody.
Janek jedzie do pracy. Przez 72 godziny będzie ochraniał teren, na którym buduje się politechnika. Za każdą z godzin dostanie 3 zł i 70 gr.
Bunt w ogródku. Dlaczego wyrzuca się ludzi mieszkających na działkach?
Myj się w strumyku
Poznań. Lato 2013 roku, agencja TG Security Group werbuje ludzi do pracy w schronisku dla bezdomnych w podpoznańskich Borówkach. "Zakres obowiązków - dozorowanie, umowa - zlecenie, liczba godzin pracy - 40". Ktoś się zgłasza, przyjmują go, anonsuje innych.
Na rozmowę idzie Włodzimierz Knasiecki, były pracownik ambulansu pocztowego, na rencie, od dwóch lat bezdomny. O nic go nie pytają.
Na ulicy znalazł się w 2011 roku. Wcześniej mieszkał z ojcem, z zawodu rzeźnikiem. Na dwupokojowe mieszkanie na Wildzie czekają w PRL-u 10 lat. Po maturze Włodek chce iść na studia, ale u matki wykrywają raka. Musi zarabiać. Zostaje kurierem, jeździ ambulansem pocztowym. Najczęściej do Krakowa. Trochę baluje, ale większość pieniędzy oddaje matce. W czasie rozładunku przesyłek doznaje urazu kręgosłupa - trafia do szpitala, przerzucają go na magazyn. Ale tu też musi nosić paczki. Nie jest w stanie dalej pracować - dostaje rentę. Ojciec nie wykupuje mieszkania na własność, jest głównym najemcą. Po jego śmierci czynsz wzrasta trzykrotnie - do ponad 800 zł. Włodkowi nie starcza 700 zł renty, wpada w pętlę zadłużenia i ląduje na ulicy.
Włodzimierz jest na początku zadowolony z pracy. Pilnuje budowy, firma płaci w miarę regularnie. Wynajmuje pokój na osiedlu Batorego i opuszcza schronisko dla bezdomnych. W kwietniu 2014 roku słyszy, że w Poznaniu nie ma już roboty, i musi jechać na Kaszuby. Przez trzy tygodnie ma pilnować budowy rurociągu, aż znajdą kogoś innego. Robi się z tego ponad pół roku.
Nie ma internetu, więc nie czyta komentarzy z sieci: "Warunki pracy w tej firmie przerażają mnie. Chronię maszyny za 5 zł na godzinę. Siedzę w przyczepce, w której nie ma prądu, wody". "Jedno wielkie gówno, kary za wszystko, zero wypłaty". "Jednemu ochroniarzowi kazali pilnować pustego placu na drewnianej ławce przez 24 godziny".
Budowa jest w okolicy Lęborka. Pilnuje koparek i spychaczy, kiedy zjeżdżają do bazy po pracy. Maszyny stoją na łące, kilka kilometrów za wsią. Nie ma płotu, alarmu, oświetlenia. Stróżówka to kempingowa przyczepa na dwóch kółkach. W środku - butla z gazem i polowe łóżko. Nie ma toalet, prądu, wody. Gdzie ma się umyć? Pokazują strumyk na łące. Gdzie ma się załatwiać? Pokazują krzaki. Żeby naładować telefon, idzie kilka kilometrów do sklepu. Telefon musi mieć zawsze naładowany, bo dzwonią i sprawdzają, czy pilnuje. W nocy stróżuje w przyczepie, a śpi w niej w dzień. Potem przerzucają go do kolejnych wsi. Dwa razy w miesiącu przyjeżdża pracownik z alkomatem. Za picie można dostać 300-500 zł kary. Kara jest też za brudny mundur. Po kontroli podpisuje oświadczenie, że zgadza się z wynikiem badania alkomatem. Czasem przechodzi kilka badań z rzędu: po południu, przed północą, po północy.
Wyliczył, że winni są mu kilka tysięcy. Płacą 500, 600 zł, choć pracuje dwa razy tyle. Kiedy nie ma za co żyć, pomagają mu Kaszubi. Sprzedają taniej chleb i ładują komórkę.
Ma rentę, ale komornik ściąga z niej 150 zł za jazdy na gapę, kiedy był bezdomny, bank odciąga kredytowe raty. Zostaje 450 zł. Ile może, przesyła właścicielce pokoju. Prosi firmę o zaliczkę na mieszkanie i podaje adres właścicielki. Kobieta dwa razy zjawia się w firmie po pieniądze: po awanturze dostaje raz 650 zł, drugi raz 800 zł.
Godziny i nadgodziny notuje w notesie: 7 grudnia - 24 godziny. 8 grudnia - 13 godzin.
9 grudnia wody podziemne zalewają budowę. Firma się zwija.
Z Poznania przyjeżdża do niego osobiście szef spółki i były ochroniarz- Mariusz Hemmerling. Elegancki, w dobrym aucie. Każe wracać do Poznania pociągiem, choć ma wolne miejsce w aucie.
Włodek jedzie: najpierw autobusem do Lęborka, z Lęborka do Gdańska, a w Gdańsku wsiada w pociąg do Poznania. O 5 nad ranem jest w Poznaniu, o 9 dzwoni telefon, że za chwilę zaczyna kolejną pracę. Stróżuje w Środzie Wielkopolskiej, pod Słubicami i w podpoznańskich Sadach. W tej samej przyczepie kempingowej. W Wigilię kończy się gaz, kierownik mówi, że przywiozą mu dopiero po świętach.
Od Bożego Narodzenia do Nowego Roku pracuje po 24 godziny dziennie.
1 stycznia przestaje wierzyć, że cokolwiek się zmieni. Wraca do Poznania.
W siedzibie TG Group Security składa wymówienie i prosi o zwrot pieniędzy. Dają do podpisania oświadczenie, że zrzeka się roszczeń; odmawia.
Kornelia, streetworkerka, radzi, żeby poszedł do sądu. Jedzie do Państwowej Inspekcji Pracy i pisze pozew. Sąd podlicza, że Knasiecki spędził od kwietnia do stycznia 3305 godzin na budowie. W przeliczeniu - 4 zł netto za godzinę - wychodzi 15 tys. 432 zł. Po odliczeniu zaliczek firma jest winna Knasieckiemu - 9 tys. 522 zł. Ale kiedy Włodzimierz wygrywa proces, firmy już nie ma.
O godność 250 tys. pracowników ochrony w Polsce
3 zł z fontanny na chleb
Wrocław. Janek z ogródków na Oporowie wylicza, gdzie ochraniał: Martold, Wolf, grupa ALFA, Kompleks. Najgorzej było w Wolfie (3,50), po godzinach kazali odśnieżać 300 metrów parkingu. Teraz na czarno, nie powie gdzie. 340 godzin w miesiącu po 3,70, ale obiecali, że jak się postara, to dostanie piątaka. Sam wolał na czarno, bo ma komornika - 15 tys. za alimenty. Zarzeka się, że chciałby spłacić, ale jak weźmie umowę-zlecenie, to z wypłaty nic mu nie zostanie. Wszystko zabiorą alimenty.
Solidarność alimenciarzy. Mój ojciec nie płacił, mój szef nie płaci, ja też nie zapłacę!
Więcej, mówi Janek, niż w ochronie da się wyciągnąć na złomie. Jednak zimę trzeba gdzieś przeczekać, a w schronisku, jeśli pracujesz, zostawiają ci tylko stówę z wypłaty. Schroniskowa fala też potrafi dokopać.
A w ochronie, jak się ma szczęście, to jest czajnik i rosołek zjesz. Janek przyznaje: czasem się też łyknie, ale trzeba z głową. Za jedno, dwa piwa od razu nie zwolnią, raczej każą zmienić obiekt. - Szajs i wegetacja, bezapelacyjnie - mówi. - Kurde, ja bym sobie coś wynajął, a co mogę za 3,70? Nie zdechnąć. Patrz, mam tu dziewczynę - przytula Zośkę, która marznie od deszczu i wyciera nos w rękaw. - Zabrałbym ją do kina, ale dwa bilety po 25 zł to 15 godzin pracy. Wiesz, że ona nigdy w życiu w kinie nie była?
Tak właśnie, będziemy mówić o tych na samym dole.
5,5 tys. koncesji firm ochroniarskich, około 300 tys. pracujących w ochronie. Na górze - ochrona z licencjami, pracownicy patroli, konwojów, obstawa VIP. To niewielka część. Schodzimy niżej, dalej są obiekty "z listy wojewody", pilnowanie ważnych budynków, jednostek wojskowych. A na samym dnie - to jest większość, 150-200 tys. ludzi - pilnujący budów, osiedli, instytucji publicznych. Najgorzej płatna branża w Polsce. Studenci, renciści, emeryci, niepełnosprawni, bezdomni. Bez umów o pracę, bez ubezpieczenia. Z długami, z komornikiem, z alimentami, brudnymi kredytami. Niewyspani, poniżani. Próbujący przeżyć za 5 zł za godzinę, za 4,70, za 3,50, za 2,70. Pracują 300, 400, 500 godzin w miesiącu.
Niewolnik do wynajęcia
Jak ten w Bolechowie, który siedzi w rozsypującej się budce z trzech płyt pilśniowych na całodobowych dyżurach. Jak Zygmunt z Wrocławia, który pracuje 500 godzin w miesiącu (na budowie praktycznie zamieszkał). Jak tamten z Katowic, który nie dostał wypłaty, więc z fontanny w centrum handlowym, którego pilnował, wyciągnął sobie 3 zł na jedzenie (i za to go zwolniono).
Siedzimy z Jankiem, Zośką i Romanem na ławce w parku, gdzie zawsze sobie siedzą i palą papierosy z gazety.
Roman, kolega Janka, zaliczył ekonomię, zanim ekonomia przygniotła Romana. Zanim trafił do ochrony, w latach 90. studiował na Akademii Ekonomicznej (dziś Uniwersytet Ekonomiczny), potem trzy lata w dziale sprzedaży Toshiby. Wyjechał do Anglii, przez dekadę był kucharzem, szefem kuchni w knajpie od burgerów. W koledżu na lekcjach angielskiego poznał żonę, mieli dom, dziecko. - I narobiłem głupot. Żona chciała rozwodu. Wróciłem do Polski, ale nie chcieli mnie w sprzedaży ani w kuchni, więc poszedłem do ochrony - opowiada.
Pierwsza robota - Nord-Wacht, 29 kamer skierowanych na trzy biurowce.
W Stabilu pilnował parkingu (4 zł). Potem za pieniądze sprawdzał śmietniki, czy ludzie segregują (jeśli nie, trzeba poprzekładać). Od śmietnika do śmietnika jeździł na rowerze. Teraz znowu idzie do ochrony, ma dziś rozmowę o pracę.
Równiej. Co właściwie zrobił Piketty?
Śmierć ochroniarza
Warszawa. Puk, puk w szybę. Rysiek naciska brzęczący guzik. Siedzimy w pokoju ochrony na eleganckim osiedlu, które właśnie oddawane jest do użytku. Rysiek miesza herbatę i opowiada, że w Warszawie jest tak samo: ze schroniska na Wolskiej agencje ochrony wyciągają bezdomnych. Rysiek ma dom i nawet samochód, tylko nie ma życia. W PRL-u był taksówkarzem, wyjechał do Szwecji, wrócił w 1990 roku i załapał się do jednej z pierwszych firm ochroniarskich w Polsce, wtedy brzmiało to dobrze.
Rysiek: - Defendor, jeszcze nie weszły przepisy o ochronie, a oni byli krok do przodu, wiedzieli, o czym będzie się mówić w Sejmie. Łyknęli zlecenia na stacje benzynowe. Woziłem kasę w konwoju, ale zwolnili mnie, bo miałem pretensje o procedury bezpieczeństwa. Miałem, bo wróciłem raz z dziurą po kuli w błotniku. Potem był boom, agencji się namnożyło, gigantyczne pieniądze. Każdy wiedział, że nocami na tramwaju wodnym w Warszawie, bo to dyskretne i ciche miejsce, szły kontrakty i lewe walizeczki z kasą. No, tylko ochroniarze dostawali coraz mniej. Pracowałem w Juwentusie, pilnowałem osiedla: dwie agencje towarzyskie, dwie firmy przewozowe, basen, przedszkole, parking, kort tenisowy. 3,40 na rękę za godzinę. Na drodze pożarowej stawały samochody, trzeba było wzywać policję. Nie do wszystkich - prezes dał mi kilka numerów rejestracyjnych. Nie miałem farta. Policja wypisała mandaty, o 2 w nocy wchodzi blondynka w czerwonej sukience i daje mandat: pan zapłaci albo pan nie pracuje. Samochód dostała od męża na 40. urodziny. Nie zapłaciłem, to szef wysłał mnie na urlop, a potem zwolnił, bo tamta kobieta nie czuła się komfortowo, gdy mijała mnie w budce. Poszedłem ochraniać budowę. Miałem zadanie: przy wejściu badać Ukraińców alkomatem. Na sąsiedniej budowie spadł chłopak. Wszyscy u nas wiedzieli, że przebrali go tam w ciuchy cywilne i zrobili wtargnięcie, no bo pracował na czarno - opowiada. - Ale teraz jestem sprytny! - doda zaraz. Ma dwie prace - w jednej ochrania za 6 zł za godzinę, w drugiej za 5,50.
Na stole obok herbaty kładzie zapełnione drobnym maczkiem grafiki dyżurów.
Ta liczba na początku niewiele powie, przyda się matematyka. Iloraz z 520 podzielonych na 24 godziny da prawie 22 doby w miesiącu wypełnione tylko pracą. Albo prawie 17 godzin dziennie wypełnionych pracą. W pozostałych siedmiu godzinach Rysiek musi zmieścić wszystko inne: sen, rozmowę z synem, prysznic, zakupy. W tym roku udało mu się wyjechać na wakacje, nagimnastykował się, żeby dostać wolne okienko w dwóch firmach.
Rysiek: - Nie ma życia! W kwietniu zostałem dziadkiem, widziałem wnuka dwa razy. Zrobili z nas niewolników. Z nas wszystkich: kasjerek, sprzątaczek, ochroniarzy, ludzi od wywozu gówna. Nas nie stać, żeby nie pracować. Nawet za półdarmo. Przyjdziemy zawsze, umęczeni, chorzy. Wiesz, miałem kolegów, co zeszli na służbie. Do pracy pisze się tylko oświadczenie, że jest się zdrowym, badań nikt nie robi. Jeden wyglądał na siedemdziesiątkę, a miał trzydzieści kilka. Zszedł na kiblu w pracy, z wycieńczenia.
Rysiek radzi, żeby poczytać gazety i zwrócić uwagę na nagłówki: "śmierć ochroniarza", "ochroniarz wpadł do zbiornika", "ochroniarz zmarł na służbie z powodu zatoru...", "ochroniarz popełnił samobójstwo ze służbowej broni...".
Rysiek: - Jeszcze dwóch innych znałem, co padli. Bo taka jest prawda: padamy.
Już nie czuję, że śmierdzę. Obieranie cebuli na czarno w Wielkopolsce
Grupa inwalidzka mile widziana
Wrocław. Całe szczęście, że Cezary jest niepełnosprawny.
Ma grupę inwalidzką i dlatego każda firma ochroniarska przyjmie go z wielką radością.
Za niepełnosprawnego firma dostanie dotację z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i dzięki temu często będzie miała pracownika za darmo. Agencje ochrony zatrudniają więc niepełnosprawnych masowo, na wszystkie stanowiska, zdarza się, że nawet jeśli ktoś ma problemy ze wzrokiem i nogami, to pilnuje supermarketu na linii kas. Im więcej schorzeń, tym lepiej. Co roku z budżetu płynie do firm ochroniarskim około miliarda złotych. Kontrole NIK wykazywały, że pieniądze są wykorzystywane niezgodnie z prawem - zamiast aktywizować niepełnosprawnych używa się ich do dofinansowywania działalności gospodarczej.
Sławomir Wagner, Polska Izba Ochrony: - Jak pieniądze leżą na ulicy, to głupio nie sięgnąć.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Tak, zatrudniam niepełnosprawnych, ale na stanowiska, które mogą wykonywać, nie traktuję ich jak zysku dla firmy. Ale wiem, jak jest: wygramy przetarg trzema niepełnosprawnymi, trzeba sobie takich znaleźć.
Jak szybko znaleźć? Daje się ogłoszenie: ochrona 16 zł za godzinę. Nikt tyle nie zapłaci, ale zgłoszą się tłumy i łatwo można uzbierać bazę numerów osób z grupą inwalidzką.
Ogłoszenia o pracy: "Przyjmiemy najchętniej z grupą inwalidzką". Ochroniarze mawiają: zamiast załatwiać sobie licencje, załatw lepiej grupę.
Janek z Wrocławia, bezdomny: - Szefowa zobaczyła wypis ze szpitala, że mam zanik nerwu wzrokowego: Janeczku, wspaniale, proszę to załatwić!
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz":
Cezary: - Ale nawet jak masz grupę, to walą cię na kasę. W agencji Kompleks ochranialiśmy przedszkole. Po trzech miesiącach umowa-zlecenie. W agencji V88 chroniłem budowy. Przyjeżdża koordynatorka, umowa-zlecenie za złotówkę w nadgodzinach. "Taka potrzeba firmy, panie Cezary". W Piaście, wypożyczalnia maszyn budowlanych, zamykałem się w środku, było spanko. Ale firma wygrała przetarg na duże magazyny i pilnie potrzebowali ludzi. Koordynator mówi, że będę tam robił obchody, półtora kilometra w pół godziny. A ja mam grupę inwalidzką właśnie ze względu na nogi - mówi.
Kilkanaście lat wcześniej: Czarek pracuje w policyjnej prewencji. Małżeństwo wisi na włosku, odszedł. Teraz mu się tamta praca przypomina.
Ten trup się nie liczy. Tropimy policyjne statystyki
ZUS chronimy za 5 zł
Wrocław. Zośka, dziewczyna Janka z ogródków na Oporowie, też zaczęła wczoraj pracować w ochronie, Janek załatwił. Było trochę na opak: najpierw do pracy na 12 godzin, a potem na rozmowę kwalifikacyjną. Poprosili o dowód, ale zgubiła, więc sama podała nazwisko i PESEL. Zatrudniona. 4,80, na czarno, a jakby chciała na biało, to 3,50. Zośka trochę się martwi, bo w miejscu, którego pilnuje, nie ma bieżącej wody ani toalety, niby są krzaki, ale niskie, a zaraz domy. - To sobie wymyśliłam tak: wzięłam folię i na tę folię się załatwiłam. Zawinęłam i wyrzuciłam do śmieci.
Janek dalej pilnuje terenu, gdzie politechnika kończy budowę hali sportowej, a dalej są laboratoria.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr przesyła dane, z których wynika, że ochroniarze na politechnice zarabiają godziwie: - Tamten teren przekazaliśmy teren w sierpniu ubiegłego roku generalnemu wykonawcy (Moris Polska) i to on odpowiadał za wszelkie prowadzone prace, także ochronę.
Firmy budowlane zrzucają winę na agencje ochrony: powinny przecież odpowiadać za swojego pracownika i za to, jakie ma warunki. Agencje - na klienta.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony:
Tak jest zawsze, nie znajdzie się odpowiedzialnego za to, że Zośka pracuje za 3,50, a jej toaletą jest kawałek brudnej folii.
Najgorzej, tak mówią ochroniarze, jest w instytucjach publicznych. To pokłosie "taniego państwa" - najważniejszym kryterium przetargów miała być cena, choć dwa lata temu wprowadzono klauzule społeczne, mało gdzie się tego pilnuje.
Rysiek z Warszawy ma kolegę, który stoi w budynku ZUS. - Za 5 zł, ale wolałbym nie rozmawiać w ogóle, bo ja wolę mieć te 5 zł, niż nie mieć - mówi, kiedy do niego dzwonimy.
Tanie państwo bije w twarz
W przetargu krakowskiego pogotowia (najważniejszym kryterium cena) wygrała firma za 5,32 na godzinę, po odjęciu za uniform i krótkofalówkę ochroniarz dostał 4 zł. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu wycenił ochronę na 5,95 za godzinę. Sąd Rejonowy w Legnicy - na 5,79.
Kilka miesięcy temu wrocławska Partia Razem przepytywała z zarobków i zatrudnienia ochroniarzy, szatniarki i sprzątaczki na wrocławskich uczelniach.
Waldemar Mazur z Razem: - W większości przetargów UWr (zazwyczaj po 90 proc. i więcej) decydowała cena. Wygrywały oferty najtańsze, a najłatwiej ściąć cenę kosztem pensji pracowników. Odwiedziliśmy wszystkie wydziały, a na nich większość instytutów i katedr. Uzbieraliśmy 50 ankiet, niewiele, bo część pracowników bała się rozmawiać. Szczególnie złe warunki zatrudnienia były na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii. W gorszej sytuacji od pracujących w ochronie były szatniarki i sprzątaczki.
W marcu Razem napisało list otwarty do władz wrocławskich uczelni. - Zostaliśmy zignorowani. Po dwóch tygodniach pokusiłem się o telefony do rektorów UWr i PWr, ale odbiłem się od rzeczników. Zasłaniali się gorącym okresem wyborczym. Na uwagę, że może to moment, kiedy warto się nad problemem pochylić, odpowiedzieli, że nie są to priorytety, z jakimi mierzą się obecnie wrocławskie uczelnie.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr: - List otwarty nie dotyczył żadnej konkretnej sprawy, był apelem. Partia wysłała go na ogólny adres kancelarii rektora, nie można więc uznać go za list do rektora politechniki.
Michał Kulczycki, szef "Solidarności" Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania, razem ze współpracownikami wiosną odwiedzał budynki polskich ministerstw i pytał ochroniarzy. Przesyła nam tabelki - w Ministerstwie Finansów (Argus) stawka to 7,30, brak pomieszczenia socjalnego i problemy z umundurowaniem. W Ministerstwie Kultury (CD BIS) 6,50, pracownicy skarżą się na złe warunki. W Ministerstwie Nauki (Basma Security) stawka to 5 zł (obiecano nowy przetarg).
Rysiek: - Pojechałem kiedyś do Państwowej Inspekcji Pracy na ulicę Zielonego Dębu poskarżyć na agencję Kompleks. Patrzę, a PIP ochrania właśnie Kompleks. No, kurde! Zainteresowałem się. Przetarg wygrali na 8,50 zł brutto. Ile dostali ochroniarze? 3,50.
Razem. Pięć minut sławy i co dalej
Jędrek Security, Jędrek Monitoring
Przyczepa kempingowa w środku łąki bez wody, toalety, prądu.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Nie ma przymusu brać tanich zleceń. Ja uważam, że my, agencje ochrony, jesteśmy sobie winni. Sami psujemy sobie rynek. W przetargu 10 zł, pełny serwis z kamerami, na stronach zdjęcia wysportowanych ludzi w dobrym sprzęcie, a to pic na wodę, bo czasem firma nawet mundurów dla tych ludzi nie ma. Klienci nie weryfikują. Jest tak: jedni udają, że chronią, a drudzy płacą za tę ochronę.
Michał Kulczycki, "Solidarność": - Umowy o pracę zamienili na zlecenia, potem na dwa równoległe zlecenia, wydłużają okresy rozliczeniowe. Ochroniarze odśnieżają i strzygą trawę, bo mniej zapłacić się już nie da.
Cezary z Wrocławia: - Pierwszą umowę daje się na 50 zł za roznoszenie ulotek, a drugą, że w ochronie. Ale to od tej 50 zł jest odprowadzany ZUS. Tam, gdzie pracuję, Juwentus robi ludziom wypłatę co dwa miesiące, dzięki temu ZUS płacą tylko sześć razy w roku.
Taka jest potrzeba firmy, mówią. Rynek tak ustalił.
Od 1 stycznia wchodzi minimalna stawka godzinowa 12 zł.
Cezary z Wrocławia: - W agencjach słyszę płacz. Szef: panie kochany, co oni z nami, kurwa, robią. Potem odjeżdża mitsubishi pajero, a my aż zaciskamy pięści. Godzinowa ma powstrzymać patologie, jak te w agencjach ochrony. Czy powstrzyma?
Marcin Pyclik, Konwój: - Są już sposoby. Pracownik dostanie 12 zł, ale odda kilka złotych za wynajęcie munduru i wyposażenia, nadal będzie zarabiał mniej.
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz": - Szybko się przepoczwarzą. Podstawą do zabrania koncesji jest grubość blach na drzwiach magazynu z bronią, ale nie oszukiwanie pracowników. Firma ma wiele koncesji, potem, jak są kłopoty, to zamiast Jędrek Security jest w zapasie Jędrek Group albo Jędrek Monitoring pod tym samym logo i na nie przepisuje się kontrakty. Agencje ochrony powstały nie po to, żeby chronić, ale żeby przynosić zysk. Nie znam przypadku, żeby firma zniknęła z rynku, bo robiła przekręty.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony, nawet chciałby, by pracownikom było lepiej, choć może wyglądać to niewiarygodnie, bo do tej pory ze wszystkimi zmianami (ZUS, stawka godzinowa) walczył. Tak właśnie mówi: walczyliśmy, poszliśmy walczyć, walczyliśmy długo. - Bo za szybkie zmiany to nieszczęście. Klient się musi dostosować i znaleźć pieniądze. Czy nie można tej godzinowej najpierw od 9 zł? Przecież niektóre firmy mają 70 proc. pracowników na umowy-zlecenia. To są oficjalne dane giganta - Konsalnetu. Nie jesteśmy przeciwni zmianom, bo to metoda ucywilizowania rynku, ale powoli. Teraz wiele firm zacznie zatrudniać na czarno, a najwięksi zlikwidują stanowiska, dopóki klient nie przyzwyczai się do nowych stawek. A przecież ochrona jest potrzebna: magazyny, osiedla...
Prekariat. Wyklęty lud ziemi, o jakim Marksowi się nie śniło
Ochroniarz czyta Konfucjusza
Wrocław. Ekonomiście Romanowi obiecali dziś w ochronie 5 zł za godzinę, ale koledzy mówią, że tylko przez telefon brzmi tak fantastycznie, w rzeczywistości będzie 4,70.
Poznań. Sprawę bezdomnego Włodka, który wygrał w sądzie z agencją ochrony, przejmuje komornik. Pisze, że postępowanie egzekucyjne jest bezskuteczne: dłużnik nie posiada majątku, rachunku bankowego, nie figuruje w ewidencji urzędu skarbowego, nie ma zarządu. Kwoty nie można ściągnąć z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń, bo sprawa toczy się przed sądem cywilnym, a nie pracy. Dlaczego? Bo Włodek nie miał umowy o pracę, pracował na zlecenia. Jedzie do głównej siedziby TG Group Security, ale mieści się tam już inna firma - TG Security. Ten sam telefon, prawie to samo logo. Włodek widzi przed firmą Hemmerlinga.
Też pytamy TG Security: co z wynagrodzeniem dla Włodka? Każą wysłać e-maila.
"TG Security nigdy nie zawierało umowy z Panem Włodzimierzem Knasieckim. Z informacji, które posiadamy, ten pan był pracownikiem naszego podwykonawcy, z którym nasza spółka zakończyła współpracę ponad rok temu" - odpisują.
Marek Przywecki, komornik, który próbuje odzyskać pieniądze Włodzimierza:
Dzwoni Mariusz Hemmerling: - Tej firmy nie ma, sprzedałem ją. Ochroniarz zrzekł się wypłaty, będę się odwoływał od wyroku. Przyznaję, że warunki były fatalne. PIP dał za to inwestorowi karę i nas też ukarano.
Agnieszka Mróz z Inicjatywy Pracowniczej uważa, że wyzysk nakręcają w Polsce urzędy pracy oraz instytucje zatrudniane przez samorządy do aktywizacji bezrobotnych: - Wypychają ludzi na śmieciówki, poprawiają sobie statystyki. Nie ma to nic wspólnego z aktywizacją, to tylko na papierze. Nikt się nie zastanawia, co się dzieje potem z tymi ludźmi, nie śledzi ich losów. Nie dostają narzędzi, by utrzymać się na rynku. Większość z nich wraca w to samo miejsce - na ulicę. Gdzie ta prosta, na którą miał wyjść Włodzimierz Knasiecki?
Włodek jest winny właścicielce za pokój już 6 tys. Nie chce wracać na ulicę. Po Kaszubach roznosił przesyłki, zarabiał 300 zł miesięcznie. Teraz znów pracuje jako ochroniarz. Jak długo? Nie myśli o tym.
Warszawa. Kiedy Rysiek nudzi się w pracy, czyta sobie Konfucjusza. Podobały mu się zwłaszcza myśli o chciwości, że jeden chciwy cały świat pogrąży w nicości. I jeszcze: "W podeszłym wieku, gdy krew stygnie, a duchy żywotne słabną, chciwości się wystrzegaj".
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.09.13 11:42 ben13022 Tylko frajerzy wierzą w demokrację. Ziemowit Szczerek podróżuje po Rosji.

Geopolityka przeżywa swój renesans - można zacząć się martwić o losy świata. W Rosji zieje z każdej strony. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Jadę z Sankt Petersburga na południe, do Nowogrodu Wielkiego. Dawnej stolicy nowogrodzkiej Rusi, kupieckiego państwa, które w obiegowej opinii robi za coś w rodzaju rosyjskich demokratycznych Aten - zakładając, że Moskwa to zamordystyczna, wojskolubna Sparta.
"Co by było, gdyby to Nowogród zjednoczył Ruś, a nie Moskwa?" - to jeden z ulubionych rosyjskich tematów rozważań "co by było, gdyby". Coś jak polskie "co by było, gdyby Polska wygrała z Hitlerem w 1939 roku?" czy "co by było, gdyby nie było zaborów?".
Nowogród, piszą jego apologeci, był republiką. Bogatą i cywilizowaną, w której już w XV wieku działały wodociągi, a poziom analfabetyzmu był niski jak nigdzie indziej w szeroko pojętej okolicy. Mieszkańcy nie mówili o nim po prostu Nowogród, nazywali go Nowogrodem Wielkim. Albo nawet Panem Nowogrodem Wielkim.
Jego obywatele byli handlarzami kontaktującymi się ze spokojną, rzeczową Skandynawią, a nie zdobywcami z rozmytych granic azjatyckich pustkowi. Gdyby to Nowogród podbił Moskwę, Rosja byłaby innym krajem. Tak się mówi. Wolnym, silnym i odpowiedzialnym.
Ale tak nie było. Nowogród czuł na plecach, od wschodu, coraz gorętszy oddech rosnącej w siłę Moskwy. Słyszał powarkiwania. Próbował się ratować, między innymi zwracając się o pomoc do polsko-litewskiego państwa, ale nic z tego nie wyszło - w 1478 roku armie Iwana III Srogiego zdobyły miasto i zniosły jego ustrój. Niecałe 100 lat później Moskwa zadała drugi cios: Nowogród najechał kolejny Iwan, tym razem Groźny, masakrując mieszkańców.
To był koniec bałtyckiej, zamożnej Rusi.
Autobus nazywa się Golden Dragon. Wolno się wlecze przedmieściami Petersburga, a ja patrzę, jak faceci z elektrycznymi kosiarkami ścinają trawę przy świeżutkich chodnikach. Jadę i patrzę na kraj wyasfaltowany, przystrzyżony i wymalowany grubą warstwą farby - bo w ten sposób, od Mołdawii, przez Ukrainę i Białoruś, po Rosję - przeprowadza się rewitalizację. Tak działa słynny deal władzy z ludem: my dajemy wam poczucie, że dbamy i się opiekujemy, a wy nie ładujecie się nam do poważnych spraw, między polityczną wódkę a gospodarczą zakąskę.
W autobusie czytam książkę, którą kupiłem na dworcu. O geopolityce, bo teraz wszyscy w Rosji interesują się geopolityką. Nie tylko w Rosji zresztą.
A gdy geopolityka przeżywa renesans - można zacząć się martwić o losy świata. W Rosji geopolityka zieje z każdej strony: z wystaw księgarni, z rozmów w kawiarniach. To, co kupiłem, to geopolityka dość brukowa, by nie powiedzieć - szmatława. Autor nazywa się Nikołaj Starikow i chciałem go poczytać, bo z tego, co wiedziałem, reprezentuje punkt widzenia przeciętnego taksówkarza, urzędnika, efesbeka, emeryta - czy innego speca od geopolityki, historii i ekonomii.
Geopolityk Starikow pisze na przykład tak: "Geopolitycznych graczy na planecie jest czworo: USA plus Wielka Brytania (Anglosasi), Europa z Niemcami i Francją na czele, Chiny i Rosja. Światowy hegemon właściwie podporządkował sobie wszystkich Europejczyków, których suwerenność jest skrajnie ograniczona. Amerykańskie bazy wojskowe w Niemczech stoją jak wkopane w ziemię, podczas gdy nasza armia z Niemiec już dawno wyszła. Przed kim USA bronią dziś Niemców? Przed Polską, członkiem NATO? A może przed członkiem NATO - Francją? Odpowiedź jest oczywista: armia USA chroni w Niemczech interesy USA".
  • Dziesięć minut przerwy! - ryczy szofer i zatrzymuje się na parkingu pod motelem połączonym z restauracją.
Chcę skorzystać z restauracyjnej toalety, ale komisyjnie odmówiono wydania mi klucza, bowiem kupiłem tylko pierożek z grzybami, a to za mało, by stać się pełnoprawnym klientem. Zasugerowano toaletę publiczną bądź krzaki. Zlitowano się jednak w końcu nade mną, dała o sobie znać słynna rosyjska dusza, i wpuszczono.
Sikam, patrząc to na wszechrosyjski napis upraszający klientów o niewrzucanie zużytego papieru toaletowego do sedesu, to na stojące obok pudełko pełne obesranej bumagi.
W Nowogrodzie świat już inny. Tu już nikt nic nie kosi ani nie maluje, a bloki się rozłażą jak wszędzie w Poradziecji. A w powietrzu unosi się ciągłość. Przy ul. Petersburskiej wznoszono taki sam budynek jak te z 50. i 60. lat, które stały obok. Z jednej strony stoją dźwigi, z drugiej na balkonie wisi już pranie, a starsza kobieta idzie w stronę drzwi objuczona siatami, jak było przed wiekami, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
W miejskim autobusie jakaś pani ochrzania bileterkę, że zbyt szybko do niej podeszła.
  • Jeszcze nie usiadłam! - krzyczy.
Bileterka cichym, nienawistnym głosem informuje ją, że jest głupia i że jeśli biletu nie kupi, wezwie policję. Po chwili na bileterkę wrzeszczy cały autobus. Kierowca nie określa się po żadnej ze stron: co jakiś czas wychyla głowę z szoferki, krzycząc, że ma kij i zaraz może go użyć.
Facet, który zagadnął mnie w autobusie, widząc, że czytam Starikowa, ma na imię Dima. Zagadnął, bo sam też czyta Starikowa. I się z nim entuzjastycznie zgadza. Stereo: Starikow pcha mi się do głowy przez oczy, a Dima przez uszy. Wysiedliśmy, a on ciągle opowiada. Że wszystkie te "gówniane wartości", którymi kieruje się Zachód, to gra. Dima twierdzi, że przeznaczeniem Rosji jest porozumienie z Niemcami i Chinami, i wspólne rzucenie wyzwania USA.
Dima gada i gada, a ja zapytałem go o Nowogród: czy nie szkoda mu, że podbiła go Moskwa? Historia mogła być zupełnie inna.
Dima mruga oczami i ścisza głos. - Moskwa celowo próbuje upokorzyć Nowogród - syczy. - Żeby jego potęga już nigdy nie wzrosła!
  • Serio? - pytam, patrząc na Dimę, obawiam się, jak na idiotę.
  • Jasne! - odpowiada. - Zobacz, jaka tu bieda! I jak trudno dojechać, mimo że Nowogród przy głównej drodze Petersburg - Moskwa! A do Moskwy jeden pociąg, do Pitra kilka, kilka autobusów na krzyż... I teraz my - biedna, mała prowincja, a Moskwa - ot, stolica! Ale, przyjacielu, Moskwa trzyma nas pod butem, bo się nas boi!
  • Ale - pytam skołowany - czego się boi? Tradycji nowogrodzkiej demokracji?
Teraz Dima patrzy na mnie jak na idiotę.
  • Jakiej, nachuj, demokracji? - pyta. - Ty co, frajer, że w demokrację wierzysz?
Dima poszedł, a ja zostałem z tą jego spiskową teorią, w którą, jeśli się wprawiło mózg w tryb działania lekkiej paranoi, można było nawet od biedy zacząć sobie powierzywać.
Bo jeśli patrzeć na wszystko tak, jak patrzą zwolennicy spisków, to na przykład tak: najprostsza droga z dworca na kreml, symbol nowogrodzkiej potęgi, zastawiona jest wielkim obeliskiem z moskiewskim dwugłowym orłem na czubku. Pomnik wojennej sławy. Wokół niego poustawiano płaskorzeźby pokazujące wszystkie historyczne momenty, w których Nowogród przelewał krew: od odparcia wojsk włodzimiersko-suzdalskich, bitwę Aleksandra Newskiego z Teutonami na jeziorze Pejpus, przez opołczenie przeciw Napoleonowi, aż po wyzwolenie z rąk niemieckich w czasie II wojny. O masakrze z rąk któregokolwiek z Iwanów - ani słowa.
  • Przypadek? Nie sądzę - szepcze mi w mózg mój wewnętrzny Dima, a z głośników zamontowanych na pomniku sączy się wojenna rosyjska opowieść o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.
Kreml jest odpacykowany i wygląda jak mumia umarłego państwa wystawiona turystom na żer. Przeszedłem przezeń i idę za rzekę, w stronę dzielnicy, która w starym Nowogrodzie była jego handlowym centrum. Teraz są tam park i niewielkie domki. Wołchow, rzeka, gigantyczna, wielka, jak muskularne ramię. Na moście stoi kilku starszych facetów i łowi ryby. Pytam o Nowogród.
  • Chujogród! - wrzeszczy jeden z nich. - Chujogród Wielki!
  • Pan Chujogród Wielki - dodaje drugi, spokojniej nieco.
  • Kradną na potęgę, nic się nigdy nie zmieni w tym jebanym kraju!
  • W ZSRR wszystko było super - dodaje drugi, bardzo spokojnie. - W kosmos ludzi puszczali, małpy puszczali, psy nawet puszczali, a teraz co - w 20 lat wszystko w pizdu rozjebali...
  • Tak tylko pytałem - mruczę i idę dalej.
Pani Wiera prowadzi galeryjkę z lokalnymi ozdobami bazującymi na tradycyjnej sztuce.
  • Nasze ozdoby są podobne do wikińskich - mówi, pokazując mi pierścienie, które sama zrobiła. - O, wzory, motywy. Tu - nasz statek. Jak drakkar, prawda? A tu...
  • ...nie da się ukryć, że swastyka - mówię.
  • A tak. Motyw solarny. Tradycyjny. Nasza sztuka wyraźnie odróżnia się od reszty Rosji. U nas była republika. Hanza, Skandynawia...
  • No właśnie - przytakuję. - A potem przyszła Moskwa i podbiła. Nie szkoda?
Pani Wiera zwraca na mnie oczy błękitne jak tysiącrublowe banknoty.
  • Ale za to teraz jedna Ruś. Święta - mówi. - A stolice? Ot, zmieniają się.
W Nowogrodzie jeszcze kilka razy się dowiaduję, że wszyscy politycy, włącznie z Putinem i Miedwiediewem, to suki i że Rosję sprzedali, a kiedyś to były rakiety, potęga i wakacje na Krymie. Teraz Krym, mówią, niby nasz, ale nie ma za co tam jechać.
Chodzę po mieście. Wygląda tak samo jak inne miasta w tej części świata. Rosja spóźniła się nieco na nowoczesność - jakieś 100 lat. W czasie, gdy w Europie powstawały wielkie kwartały mieszczańskich kamienic, w Rosji - niewiele. Cywilizacyjny ciąg, który wyssał chłopów z chat i ściągnął do miast, miał miejsce dopiero w ZSRR, i to dopiero wtedy powstały wielkie kwartały. Jednak już nie kamienic, ale bloków. Ale zawsze, czy to w XIX, czy w XX wieku - choćby Dima i Starikow zaprzeczali, ile chcieli - to Zachód był punktem odniesienia. Bo innego po prostu nie było.
Chodzę więc po mieście, które już widziałem wiele razy: na Ukrainie, w Mołdawii, na Białorusi. Z nudów czytam szyldy: Wielkoljuksnyj Miasokombinat, Staryj Zamok.
Szyld knajpy Staryj Zamok przedstawia nie lokalną wersję zamku, ale zachodnią, z gzymsami i wieżycami, z sinymi, a nie czerwonymi cegłami jak w kremlach. Napis jest stylizowany na gotyk, a nad wszystkim stoi rycerz ,nie ruski woj.
Wracam pociągiem. Siedzenie za mną kokoszą się jakieś dwudziestoparoletnie Szwedki czy Dunki, które nabijają się z brzmienia języka rosyjskiego. Najwyraźniej się go uczą. "Żyzń" - powtarzają, chichocząc. "Russkij", "Charaszo", "Koszka, katora żywiot w ogorodie".
Patrzę na rozwłóczenie za oknem i nie mam już siły na Starikowa. Wyciągam "Krutyje gorki XXI wieka" Dmitrija Trawina, liberała z petersburskiego uniwersytetu.
Trawin postuluje coś odwrotnego niż Starikow: skumać się nie z Chinami przeciwko Zachodowi, ale z Zachodem przeciwko Chinom. I przyjmować nie chińskie wartości i chińską dominację, ale wartości zachodnie. Trzeba demokratyzować, bo tylko demokratyczna kontrola skutecznie zwalcza korupcję i patologię. Trzeba brać pod uwagę emancypację kolejnych grup i dostosowywać do tych zmian strategię państwową, a nie szczuć konserwatyzmem.
Za oknami od czasu do czasu pojawiają się wysuszone chaszcze barszczu Sosnowskiego, wielkie jak rośliny z triasu czy jury.
Wysiadam w Petersburgu na Moskiewskim. Gdy tylko wychodzę z dworca, wali mnie w nos zapach taniego i tłustego żarcia i na pełnej prędkości wjeżdża we mnie na deskorolce hipster z wąsami podkręconymi jak kajzer Wilhelm.
Na drugi dzień rano znów jestem na Moskiewskim, a w ręce mam bilet na "sapsana" do stolicy. Te "sapsany" to duma Rosji: szybkie, bezszmerowe, windy do przemieszczania się pomiędzy dwiema stolicami Rosji, poza którymi zresztą spora część ich mieszkańców nigdy nie była.
Mieszkańcy prowincji pomiędzy Moskwą a Petersburgiem długo nie mogli do tych "sapsanów" przywyknąć - ludzie, jak zawsze, przechodzili przez tory, tylko nie zawsze udawało im się uciec przed czymś pędzącym 250 kilometrów na godzinę. Były ofiary, a "sapsany" nie zawsze zatrzymywały się na miejscu wypadku. Podobno dlatego, że "i tak nie miało to sensu".
Zdarzało się więc, że ludzie atakowali pociągi: tłukli szyby kamieniami i drągami, obrzucali pomidorami. Tak samo jak w Anglii atakowano pierwsze kopcące i wyjące lokomotywy.
Czekając na "sapsana", patrzę, jak podoficer ustawia świeżych rekrutów w dwuszeregu. Nadrabiają minami, ale wyglądają na wystraszonych. Prawie dzieci, każdy w ciemnooliwkowym mundurze, z czarną torbą na ramię. Podoficer też gówniarz i ma podobny mundur, tylko na ramieniu torebkę na pasku, którą we wschodniej Europie chętnie noszą faceci, żeby im portfel i klucze kieszeni nie wypychały. Podoficer odchodzi kawałek, rozmawiając przez telefon, a do oddziału podchodzi pijany facet, niosąc w ręce butelkę z ice tea, mruganiem dając do zrozumienia, że sama ice tea to to nie jest. Chłopaczki odganiają go, zerkając na podoficera.
  • Gdzie jedziecie? - pyta facet, sam popiwszy z butelki. - Na wojnę pewno, chłopaczki, na wojnę. Szkoda żyć waszych młodych...
  • Na jaką wojnę? - odburkuje mu któryś z poborowych. - Idź, ty pijaku, na chuj...
"Sapsan" jedzie. O rany: wagonowi w eleganckich szarych mundurach i białych rękawiczkach. Podają paniom rękę, gdy wchodzą na stopień. Tak, to Rosja taka, jaką sama bardzo by chciała siebie widzieć.
Jest w tym wszystkim coś XIX-wiecznego. Steampunkowy konserwatyzm, nawet jeśli entourage mocno nowoczesny. Po wagonach chodzą oficerowie w odprasowanych mundurach i biznesmeni. Kręci się pachnący młody pop o budowie i urodzie hipstera z reklam H&M w wystających spod habitu jasnych dżinsach i drogich, białych mokasynach. Przez głośnik ciepły głos informuje, że dzieci najlepiej trzymać na rękach, żeby nie zapominać bagażu i w ogóle uważać.
Facet, który rozłożył obok mnie laptop, wydzwania do Hiszpanii po "dużą partię" jakichś paneli, oficerowie wytwornie kozakują do bizneslejdis. Na pociągowych ekranach radziecki film "Razwiedcziki".
Czytam Trawina. Pisze, że Zachód chętnie "oddałby Rosji Ukrainę", tylko mu głupio, bo ta, brocząc majdanową krwią, sama mu się wpycha na salony. Patrzę przez okno na krajobraz, ale nie jest to krajobraz Rosji właściwej, jej centrum cywilizacyjnego. Petersburg powstał za późno, na ugrofińskiej ziemi.
Mam wrażenie, że chcąc zobaczyć obszar odpowiadający polskiemu jądru, terenowi między Krakowem a Warszawą, musiałbym jechać do Moskwy z Kijowa. Patrzę tymczasem na krzepkie lasy, na rzadko porozrzucane osiedla. Elegancki pociąg jadący przez przestrzeń z perspektywy Europy będącą końcem świata. W zachodniej części kontynentu - ba, nawet środkowej - nie ma już tak pustych przestrzeni.
Czytam Trawina: przewiduje powstanie w tym miejscu "międzynarodowego megaregionu", który miałby obejmować Moskwę, Petersburg, Helsinki i Tallinn. Taki megaregion przyciągnąłby zagraniczne inwestycje, pojawiłaby się sieć szybkich połączeń etc. A gdy w Rosji nastanie "normalna władza", to ten megaregion stanie się stymulatorem dla reszty Rosji.
Trawin, liberał, w ogóle nie bierze pod uwagę, że zmilitaryzowana i skorumpowana Rosja, której nie lubi i którą krytykuje, mogłaby zaatakować Zachód. Uważa, że władza próbuje nadal mościć się jak najwygodniej i przez zapewnianie obywatelom jakich takich warunków życia szukać ich poparcia. Uważa, że Rosji nawet się nie opłaca wprowadzać oficjalnie wojsk do Ługańska i Doniecka, bo ściągnie to dalsze sankcje i popsuje relacje z Zachodem.
"Pociąg zbliża się do Moskwy, stolicy Rosji" - odzywa się nagle głos z głośników. Oficerowie mają takie miny, jakby tylko siłą powstrzymywali się od salutowania.
Wysiadam z metra na Czystych Prudach i o mało nie wpadam pod konia, na którym jedzie dziewczyna w przebraniu prasłowiańskiej wojowniczki z dzidą. Plenerowy pokaz rekonstrukcyjny pod tytułem "Bohaterowie ruskich bylin".
Patrzę, jak Rosja wyobraża sobie słowiańskość, i za nic nie przypomina to wyobrażeń Polaków. Żadnych bosych pierdołów z żółtymi wąsami i fryzurami á la Piast Kołodziej. Bardziej przypomina to Madziarów z ich spiczastymi czapkami i zawiniętymi noskami butów, w skórzanych kubrakach i z zakrzywionymi szablami.
A poza tym - Moskwa się amsterdamizuje. Całe miasto pogrodzone budowami, na których pracują głównie ludzie z Azji Środkowej. Wyznaczają ścieżki rowerowe, którymi jeżdżą nieliczni rowerowi hipsterzy. Ulice wyremontowane, a chodniki - asfaltowe. Szyldoza - mocno ograniczona. Kamienice - wyremontowane.
Moskwa jest ładna. Tylko gdzieniegdzie widać pomniki trudnej przeszłości, mastodonty z lat 90., tandetne centra handlowe, które popowstawały w czasach, gdy świętości na jakiś czas przestały istnieć i przestrzeń publiczną można było sobie kupić, jeśli miało się kasę.
W sumie się dziwię, że nikt nie postawił takiego - na przykład - domu towarowego Nautilus, przypominającego morskiego potwora narysowanego przez dziecko, na placu Czerwonym albo nie urządził butiku w mauzoleum Lenina.
No i jest wszystko. Na Nikołajskiej można na przykład zjeść "japońskie bliny". Reklama domu handlowego kusi "mediolańskimi cenami", a nieopodal włóczy się półnagi i wytatuowany zieloną farbą mużyk w klapkach.
Carskość miesza się z radzieckością, nowobogackość - z hipsterskością i żulerką. Na placu Czerwonym, zaraz obok "zerowego kilometra", od którego liczy się wszystkie odległości w Rosji, siedzi bardzo dobrze ubrana kobieta i żebrze, kryjąc się za wysadzanymi kryształkami czarnymi okularami. Ma głupkowaty uśmiech i nie wiem, czy to faktycznie jakaś życiowa tragedia, czy gra dla znudzonych życiem milionerów.
Przed luksusowym hotelem nieopodal stoi portier w liberii ociekającej złotem tak suto jak radziecki generał orderami. Ale buty ma tanie i przykurzone.
Zaraz za hotelem zaczyna się narysowane miasto: cały kwartał obwieszony płachtami, na których namalowano fasady zakrytych przez nie kamienic. Wygląda to surrealistycznie i niesamowicie.
W środku tego wszystkiego siedzi Kreml - jak miasto w mieście. Jak średniowieczny zamek, w którym, jak w bajkach, żyje król odgrodzony od świata murami, wokół których rozpościera się miasto. Bzyczące, szumiące, westernizujące się, leżące w samym środku pustki.
Mieszkam na Czystych Prudach i codziennie wracam do hostelu przez słowiańską starożytność. Przechodzę pomiędzy poustawianymi na chodniku słowiańskimi demonami i bożkami, światowidami i smokami, które stoją pod kolejnym potworem z lat 90. noszącym dumną nazwę Czistyje Prudy Biznies Cientr.
Upał jak diabli. Gdzieś z głębin Syberii, rozgrzanej latem jak kamień włożony do pieca, bucha na Moskwę żar. Niebo co noc jarzy się pomarańczowo.
Wieczorami miejscowe knajpy zaczynają szaleć. Gra muzyka, a przez tłum ludzi palących papierosy na chodnikach i ulicy wolno przejeżdżają samochody.
Siedzę na piętrze w hostelu i patrzę na wszystko z góry. Albo schodzę na dół, przed hostel, gdzie co wieczór popija whisky prosto z butelki ten sam skład: Misza z Sachalinu, Artiom z Kaliningradu i Żenia z Dniepropietrowska.
Misza z Sachalinu rapuje (o tym, że z końca świata przyjechał tutaj, do centrum świata), a Artiom, z drugiego końca nieskończonej Rosji, robi ustami bity. Żenia pali jointy i średnio się przejmuje faktem, że zaraz obok jest posterunek milicji. Narzeka, że "junta" w Kijowie przemianowała mu miasto na "Dnipro", ale on i tak będzie mówił "Dniepropietrowsk".
Wszyscy przyjechali tu szukać pracy i pomieszkują w hostelu tymczasowo. Mówią, że wszystko w Rosji się zmienia. Że policja nie bierze łapówek. No, prawie nie bierze. Że za mniejsze rzeczy jeszcze można się za kasę wymigać, ale za grubsze już nie. Sama policja też już inna niż ta stara, radziecka: nie ma już czap XXL i brzuchów opatulonych mundurem ze ściągaczem; gliniarze chodzą po ulicach w czarnych kombinezonach i czarnych beretach. Sporo z nich jest Kaukazczykami i w tych strojach kojarzą się z wojskiem jakiejś południowoamerykańskiej junty.
Dmitrij, dziennikarz, który kiedyś był opozycjonistą, a później przeszedł na ostry proputinizm, mówi, że przejrzał na oczy. Spotkaliśmy się przy stacji metra Nowokuznieckaja, w otoczeniu knajp i ulicznych grajków. Mówię mu, że Moskwa stała się fajnym miastem. Macha ręką. Fajnie, mówi, że się buduje, że się naprawia, ale po cholerę te pedalskie ścieżki rowerowe?
  • To jest sprawka pieprzonych liberałów!
  • Jakich liberałów? - dziwię się. - Przecież to nie liberałowie rządzą w Moskwie!
Dmitrij patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.
  • Z otoczenia Putina - odpowiada. - Źle mu doradzają. Po co w Moskwie ścieżki rowerowe, jak zima większość roku? Tu autami się jeździ.
Zaprasza do domu. Jedziemy metrem. Dmitrij śmieje się z tych, którzy opowiadają niestworzone, jak mówi, rzeczy o Rosji jako o siedzibie zamordyzmu i autorytaryzmu. Opowiada o bezdusznych liberałach, którzy w Moskwie wyburzają stare budynki, zostawiając tylko fasady - a on jest romantykiem i stare budynki kocha. Opowiada też o Katyniu. Stalin - jak twierdzi - kazał wymordować polskich oficerów dlatego, że bał się powtórki z historii Legionu Czechosłowackiego, który w czasie rewolucji woził się po całej Rosji i kontrolował, co chciał.
Przeopowiada tak całą drogę, wszystkie stacje i przesiadki, aż w końcu stajemy pod starą chruszczowką na podmoskiewskim osiedlu.
  • No. Teraz będziesz mógł napisać, że proputinowski propagandysta żyje bardzo źle.
Ale źle nie jest. Mieszkanie, choć skromne, całkiem przytulne. Wygląda jak stereotypowe mieszkanie radzieckiego - albo poradzieckiego - intelektualisty. Ściany zawalone książkami, mała kuchenka i stół w dużym pokoju, przy którym pijemy wódkę.
Jemy gotowane ziemniaki, kiszone warzywa i galaretę, a Dmitrij mówi, że Zachód musi paść, bo nie ma już w nim religii, a bez religii i płynących z niej wartości padnie nawet ekonomia.
Pijemy, a on atakuje. Głównie Zachód. Robi to w sposób charakterystyczny dla populistycznych harcowników. Albo myśliwych polujących na mamuta. Uderza w dobrze zidentyfikowane słabe punkty, a potem nie czeka na ripostę, tylko odskakuje - i atakuje kolejny punkt.
Interwencja w Libii, w Iraku, w Kosowie.
Przymuszanie do demokracji.
Otaczanie Rosji bazami wojskowymi.
  • Z praw człowieka zrobiliście religię! - podnosi palec do góry, zapominając, że dopiero co zarzucał Europie całkowity brak wartości.
  • Kiedyś był w Europie suprematyzm rasowy, później kulturowy, a teraz macie instytucjonalny - głosi, nie zwracając uwagi nato, że dopiero co gromko przeciwstawiał się "terrorowi politycznej poprawności". - Uważacie, że można nami gardzić, bo mamy gorsze sądy i mniej sprawnie działającą demokrację od was!
  • Juncker jest faszystą! - krzyczy. - Sprzeciwiał się demokratycznemu wyborowi Austriaków, którzy głosowali na Norberta Hofera!
  • A to nie Hofer jest faszystą? - pytam.
  • Nie jest - odpowiada bez mrugnięcia okiem - jeśli jego partia była legalnie zarejestrowana.
Czasem sięga już wyżyn absurdu, twierdząc na przykład, że to nie Rosja znajduje sobie partnerów w europejskiej skrajnej prawicy, tylko zmusza ją do tego zachodni mainstream, który z Rosją nie chce rozmawiać. Na koniec ogłasza, że Polacy i Rosjanie są podobni. Na przykład nie lubią pedałów. Powinni być z tego dumni - oznajmia, a ja proszę go o numer na taksówkę.
Wracam przez piątkową noc. Taksówka stoi w korku. Przyglądam się kierowcom. Jakiś czarnoskóry facet ma na lusterku georgijewską wstążkę. Jakieś dresy chcą się z nami ścigać stuningowaną ładą. Jakiś koleś prowadzi jeepa, na który nakleił jednocześnie symbol transformersów i napis "Spasibo diedu za pobiedu".
Bliżej Czystych Prudów po ulicy galopują dziewczyny na koniach. Pod hostelem siedzą Misza i Artiom i rapują pod whisky. Jointów nie ma, bo Żenia powiedział, że pieprzy to szukanie roboty, i wrócił do Dniepropietrowska.
Na Nowym Arbacie znajduję plakat deputowanego Wiaczesława Łysakowa, który krzyczy: "Władza pod obywatelską kontrolę". Zdziwiłem się: co to za opozycjonista inicjujący niebezpieczne oddolne ruchy? Patrzę na dół plakatu, a tam jak byk napisane: "Jedinaja Rossija".
Odchodzę z oczami w słup.
  • Tylko frajerzy wierzą w demokrację - powtarzam sobie, chodząc po stolicy autokratycznego kraju, która z wyglądu coraz bardziej przypomina Zachód. W którym żyje się, mimo kryzysu, na całkiem niezłym poziomie.
Po cholerę demokracja, skoro, jak tu wszyscy uważają, nie wierzy w nią nawet Zachód? Po co się oszukiwać, wystarczy stworzyć miraż, kopię - i mieć to samo u siebie, tylko bez tego pieprzenia z wolnościami obywatelskimi i polityczną poprawnością. Zamiast lokować swoją partię w wyborczym wyścigu na scenie politycznej, wystarczy wsadzić całą scenę polityczną - od lewicy i liberałów po prawicę i ruchy obywatelskie - do swojej partii.
Patrzę na to udawane, przegięte hipsterstwo i przypominam sobie Berlin, gdzie to wszystko, cały ten bezproblemowy lajfstajl zbudowano na dojrzałej akceptacji, tolerancji i bezwarunkowej wolności, a tutaj próbowano przeszczepić wyłącznie jego formę bez zrozumienia istoty rzeczy. Jako symbol otwartości przyjęto budowanie ścieżek rowerowych, po których mało kto jeździ, i pozwolenie obywatelom na siadanie na trawnikach w parkach.
Ale Moskwa i Piter były miastami orbitującymi. Równie dobrze mogły leżeć na Pacyfiku - klimat przyjemny, morska bryza, a nie tu, w środku eurazjatyckiego gigalądu, gdzie zimą wiucha mrozem, jakby słońce zgasło, a latem bucha żarem, aż lasy płoną.
Moskwa i Piter to nie jest Rosja, bo z resztą kraju nie mają wiele wspólnego, ale jednocześnie to istota Rosji - bo jeśli ściąć te dwie głowy rosyjskiego orła, to ciało nie będzie miało pojęcia, co ze sobą dalej robić.
  • Na prowincji nie istniejemy - mówi Iwan, dziennikarz jednej z liberalnych gazet. - Na opozycję prawie nikt nie głosuje. Nie to, że kochają Putina, czasem go wręcz nienawidzą. Po prostu nie ma nikogo innego, a nas nie traktuje się poważnie. Tylko frajerzy wierzą w demokrację.
  • A wy wierzycie? - pytam.
  • No... - waha się. - U nas jest narracja taka sama jak wszędzie indziej w Europie. Poza jedną rzeczą: nie mamy pojęcia, skąd się u was wzięło to przekonanie, że Putin kogokolwiek najedzie. Przecież tyle wysiłku włożył w zbudowanie swojej pozycji, w kupienie narodu tą całą pseudowesternizacją. Przecież on chce w spokoju dożyć śmierci i rządzić, ile się da, albo namaścić kogoś na następcę - byle nie oddać władzy komuś, komu przyjdzie do głowy wsadzić go do pierdla.
  • Ale jeśli ktoś jednocześnie na potęgę się zbroi i pada mu gospodarka - mówię - to nie może być z tego nic dobrego.
Wzrusza ramionami.
  • Kto wie, czy cała ta akcja z militaryzacją to nie po to, żeby Zachód wiedział, że jeśli będzie pod Putinem dołki kopał, to tutaj dojdzie do takiego samego szaleństwa jak w Libii po Kaddafim. Być może liczy na to, że Zachód wystraszy się takiej perspektywy i zostawi go w spokoju. A dochrapał się pozycji, jakiej chciał. Rosja wstała z kolan. Nikt nie traktuje jej już z litością i pobłażaniem jak za Jelcyna. Po co mu więcej?
Idziemy na piwo. Z nami dziewczyna, Wiera. Wiera pochodzi z Sewastopola, z Krymu. Mieszka w Moskwie, ale jest liberałką, więc w ramach protestu przeciwko aneksji nie chciała wymienić ukraińskiego paszportu na rosyjski.
  • A twoi rodzice - pytam - chcieliby, żeby Krym wrócił do Ukrainy?
  • A skąd! - uśmiecha się. - Oni za Putinem.
  • A ty byś chciała?
  • Eee - myśli. - Teraz, jak tam już wszystko pozmieniali... telefony, banki, policję, wszystko - znowu zmieniać od początku? Ludzie od tego oszaleją. To już może niech będzie tak, jak jest.
Wracam do hostelu. Tam czeka już tylko smutny Sachalińczyk. Artiom wrócił do Kaliningradu.
Tekst jest fragmentem książki pod tytułem "Międzymorze" , zapisu podróży Ziemowita Szczerka przez Europę Środkową, która ukaże się nakładem wydawnictw Agora i Czarne na przełomie 2016 i 2017 r.
*Ziemowit Szczerek ur. w 1978 r., dziennikarz, pisarz, tłumacz. Autor m.in. "Przyjdzie Mordor i nas zje", "Siódemki". Za książkę - "Tatuaż z tryzubem" nominowany do tegorocznych nagród literackich: Angelusa i Nike.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20538288,tylko-frajerzy-wierza-w-demokracje-ziemowit-szczerek-podrozuje.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Dziewczyna chciała zabawić się z Witkiem, była gotowa na ... Dziewczyna chciała wzbudzić zazdrość u swojego chłopaka [Szkoła ODC. 417] Dziewczyna chciała 'pójść na całość', żeby zatrzymać ... Dziewczynka rozpyliła gaz pieprzowy, bo chciała uniknąć ... Dziewczyna chciała zostawić swojego faceta, bo czuła, że ... Ronnie Ferrari - ONA BY TAK CHCIAŁA (Explicit) - YouTube Dziewczyna z tęczową torbą chciała zdjęcie z Bosakiem Ronnie Ferrari - ONA BY TAK CHCIAŁA (Music Video) - YouTube

Dziewczyna chciała sprawdzić wierność chłopaka. Na długo ...

  1. Dziewczyna chciała zabawić się z Witkiem, była gotowa na ...
  2. Dziewczyna chciała wzbudzić zazdrość u swojego chłopaka [Szkoła ODC. 417]
  3. Dziewczyna chciała 'pójść na całość', żeby zatrzymać ...
  4. Dziewczynka rozpyliła gaz pieprzowy, bo chciała uniknąć ...
  5. Dziewczyna chciała zostawić swojego faceta, bo czuła, że ...
  6. Ronnie Ferrari - ONA BY TAK CHCIAŁA (Explicit) - YouTube
  7. Dziewczyna z tęczową torbą chciała zdjęcie z Bosakiem
  8. Ronnie Ferrari - ONA BY TAK CHCIAŁA (Music Video) - YouTube

♫ Życzę miłego słuchania ! ♫ Najnowsze Video :MiłyPan - MANIURY (Music Video)na YT mi blokuja... https://www.cda.pl/video/577987184 Oryginał: https://www.you... Dziewczyna chce umieścić go na swoim blogu i zyskać popularność. Nagranie nie podoba się jej chłopakowi i znajomym, którzy namawiają dziewczynę na coś bardziej szokującego. Oglądaj '19+' w player.pl: https://player.pl/seriale-online/19--odcinki,4814/odcinek-458,S05E458,154807 Subskrybuj kanał TVN7: http://www.youtube.com/channel... 'Obama out:' President Barack Obama's hilarious final White House correspondents' dinner speech - Duration: 32:37. Global News Recommended for you Oglądaj od poniedziałku do piątku o 18:00 w TVN oraz w player.pl: https://player.pl/playerplus/seriale-online/szpital-odcinki,1171/odcinek-773,S09E773,97721 ... Oglądaj od poniedziałku do piątku o 17:00 w TVN oraz w player.pl: https://player.pl/seriale-online/ukryta-prawda-odcinki,521/odcinek-721,S00E721,70076.html S... Oglądaj w player.pl: https://player.pl/seriale-online/szkola-odcinki,2395/odcinek-426,S00E426,72669.html Subskrybuj: http://www.youtube.com/user/tvnpl?sub_co... Ronnie Ferrari - ONA BY TAK CHCIAŁA (Explicit) Streaming / Download https://smarturl.it/OnaByTakChciala Przesłuchaj EP-kę Pozostałość https://smarturl.it/Ron...